EKSTREMALNIE PILNE!!! Szymek walczy o życie – to jego ostatnia szansa!

[AKTUALIZACJA]Dziękujemy wszys­tkim za wspar­cie. Nieste­ty ze wzglę­du na stan zdrowia Szym­ka zbiór­ka została prz­er­wana.
Przez miesiąc szukaliśmy infekcji odpowiedzial­nej za nieustanne gorącz­ki naszego syn­ka – znaleźliśmy w jego brzuszku raka, najpotężniejszego ze wszys­t­kich dziecię­cych nowot­worów – Neu­rob­las­toma IV stop­nia, który był już wszędzie, w koś­ci­ach, szpiku, węzłach chłon­nych, klatce pier­siowej. Państ­wa syn ma 12-cen­tymetrowego guza na lewym nad­ner­czu. Po tych słowach zapadła abso­lut­na cisza, taka, której nie moż­na nawet opisać… LINK: https://www.siepomaga.pl/szymonwodkiewicz





Fot. siepomaga.pl

Stal­iśmy z żoną w obliczu wyroku śmier­ci wydanego na nasze jedyne, wyczekane, maleńkie dziecko. Szok pozwala przetr­wać naj­gorsze chwile, spraw­ia, że człowiek stoi zde­zori­en­towany, nie potrafi skupić myśli, później odzysku­je świado­mość, wtedy zaczy­na­ją płynąć łzy, wtedy właśnie dociera, że to nie my będziemy wal­czyć, tylko najsłab­sze z naszej trój­ki – dziecko, które­mu niewiele może­my pomóc. Prze­cież Szymek się tak pięknie uśmiechał, był chy­ba najbardziej uśmiech­nię­tym dzieck­iem na świecie. Dlaczego ta choro­ba postanow­iła nam go zabrać? Dlaczego nikt nie doszukał się jej wcześniej? W końcu, dlaczego mamy patrzeć, jak nasze dziecko umiera na raka?




Kiedy Szymek przyszedł na świat, pier­wszy raz doświad­czyliśmy prawdzi­wego szczęś­cia, pier­wszy raz czuliśmy się tak bard­zo dum­ni i jed­nocześnie tak bard­zo pewni tego, że żad­na siła nie zmą­ci tego stanu. Chy­ba właśnie ta nasza niesłab­ną­ca radość spotę­gowała stra­ch, który przyszedł w dniu, kiedy dowiedzieliśmy się o diag­nozie. 12 cen­tymetrów to śred­ni­ca więk­sza niż pięść dorosłego mężczyzny, jak to się stało, że nikt tego nie zauważył?
Prze­cież gdy gorączkował, szukaliśmy ratunku wszędzie. Pode­jrze­wano zapale­nie stawów, zapale­nie układu moc­zowego, zro­biono nawet USG brzucha, na którym nic nie wyszło! 2 tygod­nie później wró­cil­iśmy do szpi­ta­la, gdzie lekarze znaleźli tego gigan­ty­cznego guza…

Fot. siepomaga.pl

W dniu, w którym mieliśmy rozpoczy­nać wakac­je, podłąc­zono Szymkowi pier­wszą kro­plówkę z chemią. Stal­iśmy się jed­ną z prz­er­ażonych rodzin, wyr­wanych z nor­mal­nego życia i prze­nie­sionych na dziecię­cy odd­zi­ał onko­log­iczny. Z każdej strony docier­ały infor­ma­c­je, które bolały niemalże fizy­cznie. Po tomo­grafii okaza­ło się, że zajęte są koś­ci, płakaliśmy, patrząc na wyni­ki – 34% komórek nowot­worowych w szpiku. Nigdy nie przy­puszcza­l­iśmy, że tak może boleć patrze­nie na kartkę z wynika­mi włas­nego dziec­ka, opa­tr­zoną na górze jego imie­niem.

Te sterylne czyste kory­tarze to miejsce zabaw dzieci z łysy­mi główka­mi, które nie wiedzą, co znaczą statysty­ki. My też nie chcieliśmy tego wiedzieć, ale nie sposób być rodz­icem dziec­ka chorego na raka i ich nie znać. W Polsce rocznie na Neu­rob­las­tomę zapa­da 70 dzieci, z których przeży­je jedynie 30. Na odd­ziale wal­czą wszys­tkie razem – te, które dożyją następ­nych urodzin i te, które umrą za kil­ka dni. Wśród tych dzieci jest nasz Szymek, a my nie wiemy, w której grupie zostanie.

Ten rodzaj nowot­woru cechu­je się tym, że powraca, a każ­da wznowa jest trud­niejsza do opanowa­nia, aż w końcu stanie się lekooporny, wtedy nie ma już o co wal­czyć. Pod­jęliśmy decyzję, że będziemy leczyli nasze dziecko w Polsce. IV stopień raka dał nam kwal­i­fikację do europe­jskiego bada­nia klin­icznego, bada­nia, które w ramach dar­mowego try­bu leczenia przewidy­wało też immunoter­apię. W pier­wszej bitwie lekarze wyko­rzys­tali 8 cyk­li chemioter­apii, która niszcząc komór­ki raka, niszczyła cały orga­nizm naszego syn­ka, ale wiedzieliśmy że to jedy­na dro­ga. Później przyszedł czas na oper­ację usunię­cia guza z brzusz­ka i mega­chemioter­apię z przeszczepem szpiku kost­nego, na dobi­cie radioter­apia. Takiego tem­pa i obciąże­nia nie przetr­wał­by nieje­den dorosły, ale zacis­nęliśmy zęby, bo tylko tak mogliśmy wygrać walkę o życie naszego dziec­ka…

Godziny spęd­zone przy łóżku, pod­czas których człowiek zapom­i­na, co znaczy sen, kiedy przes­ta­je cierp­nąć, jeść, pić, bo całą uwagę poświę­ca dziecku. Każdej kro­pli chemii towarzyszyła kole­j­na myśli, ciche bła­ganie, każdy wieczór dawał nadzieję, a każdy poranek w szpi­talu ją odbier­ał… W końcu dostal­iśmy to, czego tak bard­zo chcieliśmy, usłyszeliśmy słowa, tak piękne i tak wyczekane, jak nic więcej w życiu. Państ­wa syn nie ma już komórek nowot­worowych, moż­na przy­go­towywać się do immunoter­apii w Krakowie, to będzie ostat­nia pros­ta. Wresz­cie, po całej tej walce pojaw­iła się nadzie­ja na to, że będzie już dobrze, że całe cier­pi­e­nie rodz­iców, którzy muszą patrzeć na ból włas­nego dziec­ka, nie pójdzie na marne. Kil­ka dni później znów płakaliśmy na kory­tarzu, bo rak wró­cił…

Niespeł­na tydzień przed wyjaz­dem do Krakowa na głowie naszego syn­ka zaczął ros­nąć guz!
Jeśli choć raz będziesz miał przed ocza­mi umieranie włas­nego dziec­ka, każdy syg­nał będzie jak alarm. Dzisi­aj wiemy, że był to znak od Boga, bo guz okazał się nieszkodli­wy, ale to, co skry­wało ciało Szym­ka, było śmiertel­nie niebez­pieczne. Tomo­grafia wykaza­ła pro­gresję choro­by w masach resztkowych po poprzed­nim rzu­cie nowot­woru. Jedyny frag­ment, którego nie dało się wyciąć, znów jest akty­wny, do tego Szymek ma prz­erzut na pier­siowy odcinek krę­gosłu­pa. Ta wznowa drasty­cznie zmniejszyła szan­sę naszego syn­ka na życie i zabrała nam cen­ny czas.

Prze­ci­w­ci­ała, których Szymek potrze­bu­je, były przewidziane tylko i wyłącznie w bada­niu klin­icznym, z którego po nawro­cie choro­by zostal­iśmy wykreśleni!

Błagamy Was o pomoc, bo bez Was, może­my tylko siedzieć przy łóżeczku naszego dziec­ka i do koń­ca patrzeć na sączące się kro­plów­ki, które już nic nie poma­ga­ją. Od pon­ad trzech tygod­ni jesteśmy w szpi­talu. Po ostat­niej chemii szpik Szym­ka przes­tał dzi­ałać, dlat­ego kole­jny cykl chemii, zaplanowany na ubiegły czwartek, nie został podany. Szymek nie ma odpornoś­ci i jest podat­ny na wszelkie infekc­je. Płyt­ki krwi również utrzy­mu­ją się na drasty­cznie niskim poziomie i aby zapo­biec krwotokom wewnętrznym, Szymek co kil­ka dni jest prze­taczany. Jak dłu­go jeszcze damy radę?

Komis­ja bioe­ty­cz­na nie wyraz­iła zgody na lecze­nie Szym­ka z wyko­rzys­taniem chemii i prze­ci­w­ci­ał. Bard­zo chcieliśmy leczyć się w kra­ju. Pokładal­iśmy nadzieję w decyzji komisji bioe­ty­cznej i wierzyliśmy, że przetrze­my szlak dla kole­jnych dzieci, u których wykry­to wznowę. Jest to lecze­nie, które daje nam najwięk­sze szanse na poko­nanie choro­by, ale w Polsce pozosta­je dla nas nieosią­galne.

Kon­sul­towal­iśmy się z lekarza­mi w Niem­czech. Klini­ka w Greif­swaldzie chce leczyć naszego Syn­ka chemioter­apią połąc­zoną z prze­ci­w­ci­ała­mi, ponieważ przy tak wczes­nej wznowie trze­ba zadzi­ałać bard­zo agresy­wnie. Mamy bard­zo mało cza­su – lecze­nie powin­no rozpocząć się naty­ch­mi­ast, gdy tylko wyni­ki krwi Szym­ka się popraw­ią. Błagamy o tę szan­sę, dla naszego jedynego syn­ka. Nie może­my stać i patrzeć jak umiera…

komentarz(y)

Copyright © 2016 warszawawpigulce.pl Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.