Maleńka dziewczynka walczy z ostrą białaczką limfoblastyczną. Śpieszmy z pomocą!

„Moje macie­rzyń­stwo to praw­dzi­wy cud. Nigdy nie sądzi­łam, że dane mi będzie zostać mat­ką – cho­ru­ję na dzie­cię­ce pora­że­nie mózgo­we, od uro­dze­nia nie cho­dzę samo­dziel­nie. A jed­nak los dał mi Igę, po to, żeby zaraz pró­bo­wać mi ją ode­brać – zsy­ła­jąc na nią śmier­tel­ny nowo­twór…” – napi­sa­ła mama malut­kiej Igusi, któ­ra wal­czy z ostrą bia­łacz­ką lim­fo­bla­stycz­ną.

Fot. siepomaga.pl

Fot. siepomaga.pl

Ola nigdy nie marzy­ła o tym, że będzie mieć córecz­kę. Nie dla­te­go, że nie chcia­ła – po pro­stu uzna­ła, że to nie­moż­li­we. Że nie war­to nawet o tym marzyć, bo ona, oso­ba nie­peł­no­spraw­na, nie dozna nigdy takie­go daru… A jed­nak. Kiedy na świe­cie poja­wi­ła się Iga, mała iskier­ka, była naj­szczę­śliw­szą oso­bą na świe­cie. Ola mia­ła chło­pa­ka, wynaj­mo­wa­li miesz­ka­nie i, co naj­waż­niej­sze, było z nimi ich małe, ślicz­ne i zdro­we szczę­ście – Iga.

A potem wszyst­ko zaczę­ło się psuć.

Koniec 2014 roku to czas, o któ­rym do dzi­siaj trud­no Oli opo­wia­dać bez emo­cji. Opuściła miesz­ka­nie, któ­re wynaj­mo­wa­ła, krót­ko przed Świętami roz­sta­ła się z tatą Igi. Wraz z rocz­ną córecz­ką wró­ci­ła do domu rodzin­ne­go, do rodzi­ców i rodzeń­stwa. Po emo­cjo­nal­nych zawi­ro­wa­niach mia­ło być już spo­koj­nie i bez­piecz­nie. Przed nimi były Święta Bożego Narodzenia i Sylwester, dru­gi, któ­ry mia­ła spę­dzać z Igą.

Gdy wspól­nie ubie­ra­ły cho­in­kę, Iga zasła­bła. Leciała Oli przez ręce. Nie chcia­ła pić ani jeść, była roz­pa­lo­na.

Zamiast sze­lesz­czą­cych papie­rów pre­zen­tu w rącz­kach dziec­ka były wenflo­ny, zamiast kolęd – bucze­nie urzą­dzeń, zamiast pier­ni­ka i poma­rań­czy – zapach stra­chu i śmier­ci. To sep­sa. Organizm dziec­ka jest wynisz­czo­ny, naj­praw­do­po­dob­niej nie prze­ży­je – usły­sza­ła Ola i w jed­nej chwi­li skoń­czył jej się świat.

Fot. siepomaga.pl

Fot. siepomaga.pl

Ola nie­wie­le pamię­ta z tam­te­go okre­su. Tylko strach, tyl­ko pani­kę tak sil­ną, że leka­rze nie chcie­li nawet, by była przy małej. Jedyne, co mogła wte­dy robić, to się modlić. W snach prze­śla­do­wał ją obraz pust­ki w dzie­cię­cym łóżecz­ku i ciszy. Bez tupa­nia małych stó­pek, bez gło­si­ku Igi woła­ją­ce­go „mama“, bez dzie­cię­ce­go śmie­chu. Bez Igi.

Kiedy wyda­wa­ło się, że nie może być gorzej, na czo­le Igi zaczął rosnąć guz. To, co Ola usły­sza­ła od leka­rzy, zabra­ło jej wszyst­kie łzy – nowo­twór, ostra bia­łacz­ka lim­fo­bla­stycz­na.

Nastąpił rok che­mio­te­ra­pii, któ­rą Iga zno­si­ła bar­dzo źle. Rok w szpi­ta­lu. Każda wizy­ta u Igi była wypra­wą. Ola poru­sza się o bal­ko­ni­ku lub kulach. Kiedy w koń­cu mogła zabrać córecz­kę do domu, kie­dy oka­za­ło się, że malut­ka będzie żyć, pła­ka­ła ze szczę­ścia.

Ale to dopie­ro był począ­tek pro­ble­mów.

Iga jesz­cze przez kil­ka lat musi przyj­mo­wać che­mię w tablet­kach. Kilka razy w mie­sią­cu jest na bada­niach. Ma zero­wą odpor­ność, każ­da infek­cja to dla niej ogrom­ne nie­bez­pie­czeń­stwo. Ola miesz­ka z nią u rodzi­ców, dzie­li pokój z dwo­ma sio­stra­mi. Rodzeństwo jest w wie­ku szkol­nym, każ­dy katar, prze­zię­bie­nie, któ­ry przy­no­szą ze szko­ły, Iga natych­miast łapie. Najgorsze jest jed­nak zim­no. Stary dom rodzin­ny wyma­ga remon­tu, budo­wa­ny był jesz­cze przez dziad­ków Oli. Jest nie­ocie­plo­ny, pięt­na­sto­let­ni piec nie daje rady ogrzać obec­nych pomiesz­czeń. Dach prze­cie­ka, kie­dy pada, leje się tak, że trze­ba wykrę­cać żarów­ki, by nie było zwar­cia, wte­dy w całym domu nie ma prą­du. Okna są nie­szczel­ne. Ola drży ze stra­chu, co będzie, gdy lato się skoń­czy, gdy przyj­dzie jesień, zima, a potem minu­so­we tem­pe­ra­tu­ry. Już teraz jest zim­no, już teraz Iga kil­ka­krot­nie zacho­ro­wa­ła i wylą­do­wa­ła w szpi­ta­lu… A co będzie potem?

Fot. siepomaga.pl

Fot. siepomaga.pl

Ola nie może zostać sama z dziec­kiem. Nie jest w sta­nie sama scho­dzić i wcho­dzić po scho­dach, potrze­bu­je pomo­cy. Żeby iść do kotłow­ni i napa­lić w pie­cu, musi iść na podwór­ko, nie jest w sta­nie wziąć dziec­ka i iść tam o bal­ko­ni­ku. Myślała, żeby wyre­mon­to­wać piw­ni­cę, żeby tam zro­bić kąt dla sie­bie i Igi. Dom jest jed­nak zagrzy­bio­ny, jest w nim pleśń. Lekarze kate­go­rycz­nie jej tego zabra­nia­ją. Przebywanie w takich warun­kach mogło­by zabić Igę.

Rozpaczliwie szu­ka­jąc roz­wią­za­nia, jak zapew­nić Idze naj­lep­sze warun­ki do lecze­nia, rodzi­na wpa­dła na pewien pomysł. Na dział­ce, na któ­rej znaj­du­je się dom rodzin­ny Oli, moż­na posta­wić domek holen­der­ski, przy­sto­so­wa­ny do oso­by nie­peł­no­spraw­nej. Jest nie­wiel­ki, ale dla dwóch osób – w sam raz. Byłby ogrze­wa­ny pie­cy­kiem gazo­wym, nie­wy­ma­ga­ją­cym pale­nia w pie­cu. Iga nie była­by tam nara­żo­na na infek­cje, któ­ry­mi może ją zara­zić rodzeń­stwo Oli, na zim­no, grzyb i pleśń. Z dale­ka od bak­te­rii mogła­by zdro­wieć. Nie było­by w nim scho­dów, więc Ola mogła­by być samo­dziel­na. Bliskość rodzi­ny jed­nak jest nie­zbęd­na, żeby w razie cze­go mogła liczyć na pomoc przy Idze.

Ola, jako oso­ba nie­peł­no­spraw­na, utrzy­mu­je sie­bie i cór­kę ze skrom­nej ren­ty. Nie wynaj­mie z niej miesz­ka­nia. Domek holen­der­ski nie wyma­ga pozwo­le­nia na budo­wę ani pła­ce­nia czyn­szu, to też inwe­sty­cja na lata – przy­sto­so­wa­ny do potrzeb oso­by, któ­ra nie cho­dzi samo­dziel­nie i o kil­ka kro­ków od rodzi­ny Oli i Igi. Po dia­gno­zie Igi jej tata zaczął pić, potem znik­nął. Ola wycho­wu­je cór­kę sama. Kocha ją naj­moc­niej na świe­cie. Żałuje tyl­ko, że miłość to cza­sa­mi za mało, żeby zbu­do­wać dziec­ku schro­nie­nie i ochro­nić je przed naj­gor­szym…

Marzę tyl­ko o jed­nym: żebym już wię­cej nie bała się o to, że Iga znów zacho­ru­je. Zrobię wszyst­ko, co w mojej mocy, aby zapew­nić jej bez­piecz­ne dzie­ciń­stwo z dala od rze­czy, któ­re jej zagra­ża­ją. Jeśli coś jej się sta­nie, nigdy, prze­nig­dy sobie nie wyba­czę. Zwracam się o pomoc, bo pra­gnę tyl­ko jed­ne­go: aby Iga była zdro­wa i bez­piecz­na i abym już nigdy nie bała się, że ją stra­cę…

Link do zbiór­ki: https://www.siepomaga.pl/igusia

Copyright © 2016 warszawawpigulce.pl Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.