Masz umowę o pracę? Szykuj się na potężne potrącenie z pensji. Senat analizuje „model niemiecki”
Temat pieniędzy i religii w Polsce zawsze budzi skrajne emocje, ale tym razem debata wkroczyła na zupełnie nowy poziom konkretów. Do Senatu Rzeczypospolitej wpłynął projekt, który może wywrócić do góry nogami systemy płacowe w polskich firmach i domowe budżety milionów obywateli. Na stole leży propozycja wprowadzenia 8-procentowego podatku kościelnego, który pracodawca pobierałby automatycznie z Twojego wynagrodzenia. Co więcej, machina urzędnicza już ruszyła – sprawą zajmują się kluczowe ministerstwa. Czy czeka nas masowa fala apostazji, by ratować pensje?

Fot. RomanR / Shutterstock
Koniec z dobrowolną „tacą”? Radykalna propozycja na stole
Wydawać by się mogło, że kwestia finansowania związków wyznaniowych to temat, który politycy omijają szerokim łukiem. Rzeczywistość legislacyjna początku 2026 roku pokazuje jednak co innego. Dokument, który zelektryzował parlamentarzystów, to petycja obywatelska oznaczona sygnaturą P11-89/25. Jej treść jest krótka, ale skutki jej ewentualnego wprowadzenia – gigantyczne.
Autorzy petycji argumentują, że obecny system finansowania Kościoła w Polsce (oparty na dobrowolnych ofiarach, Funduszu Kościelnym i dotacjach celowych) jest nieprzejrzysty, archaiczny i rodzi społeczne konflikty. Receptą ma być rozwiązanie systemowe, znane doskonale zza naszej zachodniej granicy. Mowa o wprowadzeniu obligatoryjnego podatku wyznaniowego, który byłby ściągany przez państwo w imieniu Kościołów i związków wyznaniowych.
Projekt zakłada, że danina dotyczyłaby wszystkich osób osiągających dochody na podstawie:
- umowy o pracę,
- umowy zlecenia,
- umowy o dzieło.
8 procent mniej na koncie. Matematyka, która boli
Największe kontrowersje budzi proponowana stawka. W petycji pada konkretna liczba: 8 procent. Tutaj jednak pojawia się kluczowa wątpliwość interpretacyjna, która może przesądzić o losach projektu. W modelu niemieckim (do którego odwołuje się wnioskodawca) podatek kościelny wynosi 8-9 proc., ale jest on naliczany od kwoty należnego podatku dochodowego, a nie od całej pensji brutto.
Tymczasem treść polskiej petycji, która trafiła do senatorów, mówi o potrącaniu „z wynagrodzenia”. Gdyby interpretować to dosłownie – jako 8 proc. od pensji brutto – mówilibyśmy o fiskalnym trzęsieniu ziemi. Dla osoby zarabiającej średnią krajową (załóżmy ok. 8000 zł brutto), oznaczałoby to uszczuplenie wypłaty o 640 zł miesięcznie. To kwota wyższa niż składka na ubezpieczenie zdrowotne w wielu przypadkach. Nawet w łagodniejszym wariancie (8 proc. od podatku), byłoby to zauważalne obciążenie, które pracownik widziałby co miesiąc na „pasku” z wypłaty.
„Płacisz albo wypisujesz się”. Czy czeka nas fala apostazji?
Projekt zawiera w sobie mechanizm, który może doprowadzić do największej w historii weryfikacji liczby wiernych w Polsce. Zgodnie z propozycją, osoby niewierzące lub niebędące członkami żadnego związku wyznaniowego byłyby zwolnione z opłaty.
To rozwiązanie, choć brzmi uczciwie („nie chodzę, nie płacę”), rodzi potężne skutki prawne i biurokratyczne. Aby uniknąć potrącenia 8 proc. z pensji, pracownik musiałby złożyć formalne oświadczenie woli. W praktyce mogłoby to oznaczać konieczność przedstawienia aktu apostazji lub urzędowego zaświadczenia o wystąpieniu ze wspólnoty religijnej. W Niemczech wprowadzenie tego systemu jest głównym powodem, dla którego setki tysięcy obywateli rocznie oficjalnie opuszcza Kościół – motywacja finansowa często wygrywa z tradycją.
Pojawia się tu również problem ochrony danych osobowych (RODO). Pracodawca musiałby posiadać wiedzę o wyznaniu swojego pracownika, aby wiedzieć, czy naliczyć podatek. Czy Polacy są gotowi spowiadać się szefowi lub kadrówej ze swojej wiary, by ratować domowy budżet?
To nie jest „fake news”. Ministrowie już pracują
Wielu czytelników może uznać ten pomysł za polityczny folklor, który trafi do kosza. Nic bardziej mylnego. Petycja przeszła wstępną weryfikację i od lipca ubiegłego roku jest procedowana. Sprawa nabrała tempa 20 stycznia 2026 roku, kiedy to senacka Komisja Petycji zakończyła pierwszy etap analiz.
Senator Piotr Masłowski oficjalnie wystąpił o opinie do dwóch kluczowych resortów:
- Ministerstwa Finansów – które musi policzyć, czy system podatkowy w ogóle udźwignie taki mechanizm poboru.
- Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) – które odpowiada za relacje państwo-Kościół i rejestr związków wyznaniowych.
Fakt, że Senat nie odrzucił petycji w pierwszym czytaniu, a zaangażował w nią rządowe resorty, świadczy o tym, że temat „podatku kościelnego” jest traktowany jako realna alternatywa dla likwidowanego Funduszu Kościelnego. Rządzący od dawna szukają sposobu na to, by ciężar utrzymania duchownych przenieść z budżetu państwa bezpośrednio na wiernych. Petycja P11-89/25, choć radykalna, wpisuje się w ten trend.
Co to oznacza dla Ciebie?
Na ten moment propozycja jest na etapie prac w komisji senackiej. Nie jest to jeszcze obowiązujące prawo, ale „balon próbny” został wypuszczony. Jeśli opinie ministerstw będą przychylne, projekt może przekształcić się w inicjatywę ustawodawczą.
Warto śledzić ten temat z dwóch powodów. Po pierwsze, dotyczy on Twoich pieniędzy. Po drugie, jeśli przepisy wejdą w życie, każdy z nas stanie przed dylematem: płacić solidarnie na swoją wspólnotę czy dopełnić formalności i oficjalnie stać się w świetle prawa „niewierzącym”, by zachować 8 proc. pensji dla siebie. Decyzja, która dotąd była kwestią sumienia, wkrótce może stać się kwestią kalkulacji ekonomicznej.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.