GUS bije na alarm: to koniec Polski, jaką znamy
Zapomnij o kryzysie walutowym czy politycznych przepychankach. Prawdziwe zagrożenie dla bytu państwa polskiego jest ciche, powolne i matematycznie nieubłagane. Najnowsze raporty Głównego Urzędu Statystycznego oraz analizy ekspertów Organizacji Narodów Zjednoczonych, opublikowane na początku 2026 roku, nie pozostawiają złudzeń. Polska wkroczyła na ścieżkę demograficznej zapaści, z której może nie być powrotu. Jeśli obecne trendy się utrzymają, do 2060 roku ubędzie nas 6,7 miliona, a u schyłku XXI wieku populacja nad Wisłą skurczy się do zaledwie 19 milionów. To tak, jakby z mapy Polski wymazać jedną piątą obywateli.

Fot. Warszawa w Pigułce
Puste kołyski i cmentarze pełne ludzi. Matematyka klęski
Liczby są bezlitosne i nie podlegają dyskusji. Aby naród mógł przetrwać i się rozwijać, współczynnik dzietności musi wynosić co najmniej 2,1 (tylu dzieci powinno przypadać statystycznie na jedną kobietę). W Polsce ten wskaźnik szoruje po dnie, oscylując w granicach 1,3. Oznacza to, że każde kolejne pokolenie jest o prawie połowę mniej liczne od poprzedniego.
Sytuację pogarsza fakt, że wkraczamy w okres, w którym licznie odchodzą roczniki wyżu powojennego, a na rynek rodzicielstwa wchodzą roczniki niżu demograficznego z lat 90. i początku XXI wieku. W efekcie nożyce demograficzne rozwierają się coraz szerzej: liczba zgonów drastycznie przewyższa liczbę urodzeń. W 2024 i 2025 roku odnotowano rekordowe ujemne przyrosty naturalne. Polska dosłownie wymiera, a proces ten przyspiesza z każdym kwartałem.
Emerytalne tsunami. Kto zapracuje na Twoją starość?
Kurcząca się populacja to nie tylko puste place zabaw i zamykane szkoły. To przede wszystkim gospodarcze trzęsienie ziemi, które uderzy w portfele nas wszystkich. Obecny system emerytalny opiera się na umowie pokoleniowej: pracujący dziś finansują emerytury dzisiejszych seniorów.
Jeszcze dekadę temu na jednego emeryta przypadały średnio trzy osoby w wieku produkcyjnym. To była sytuacja stabilna. Prognozy na lata 40. i 50. XXI wieku są jednak przerażające. Relacja ta zmierza w kierunku 1:1. Oznacza to, że jeden pracownik będzie musiał utrzymać jednego emeryta (oraz siebie i swoje dzieci). Jest to ekonomicznie niewykonalne bez drastycznych zmian.
Scenariusze są dwa i żaden nie jest optymistyczny:
- Głodowe emerytury: Świadczenia spadną do poziomu 20-30% ostatniej pensji, co zepchnie miliony seniorów w strefę ubóstwa.
- Gigantyczne podatki: Aby utrzymać system przy życiu, państwo będzie musiało drastycznie podnieść opodatkowanie pracy, co z kolei wypchnie młodych ludzi za granicę i spirala się domknie.
Eksodus młodych. Ucieczka przed systemem
Trzecim gwoździem do trumny polskiej demografii jest migracja. Młodzi Polacy, widząc niestabilność gospodarczą, problemy z dostępem do mieszkań i perspektywę wysokich obciążeń fiskalnych, coraz częściej wybierają życie na Zachodzie. Wyjeżdżają ludzie w wieku rozrodczym, co podwójnie uderza w statystyki: Polska traci nie tylko pracownika, ale i dzieci, które urodzą się już w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Holandii.
Czy jest ratunek? Czas na radykalne kroki
Eksperci są zgodni: kosmetyczne zmiany w postaci jednorazowych dodatków socjalnych nie odwrócą trendu, który trwa od 30 lat. Polska potrzebuje systemowej rewolucji, która sprawi, że posiadanie dzieci przestanie być ryzykiem ekonomicznym.
Kluczowe postulaty demografów obejmują:
Dostępne mieszkalnictwo: Bez tanich mieszkań na wynajem lub stabilnego rynku kredytowego młodzi ludzie odkładają decyzję o rodzinie na „wieczne nigdy”.
Stabilność zatrudnienia i elastyczność: Kobiety muszą mieć pewność, że macierzyństwo nie wykluczy ich z rynku pracy. Konieczny jest szeroki dostęp do żłobków i przedszkoli w każdej gminie.
Ulgi podatkowe (iloraz rodzinny): System podatkowy powinien realnie premiować rodziny wielodzietne, sprawiając, że im więcej masz dzieci, tym niższe podatki płacisz.
Medycyna i in vitro: Państwo musi wspierać pary borykające się z niepłodnością, traktując to jako inwestycję w przyszłość narodu.
Bez wdrożenia tych reform Polska z lidera Europy Środkowej stanie się „domem starców” na peryferiach Unii – krajem ze stagnującą gospodarką, brakiem rąk do pracy i przeciążoną służbą zdrowia.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeśli jesteś osobą w wieku 30-40 lat, musisz mieć świadomość, że państwowa emerytura (ZUS) może nie wystarczyć nawet na podstawowe opłaty i leki. Już teraz powinieneś dywersyfikować swoje oszczędności (IKE, IKZE, aktywa).
Jeśli jesteś rodzicem, warto inwestować w edukację dzieci, by były konkurencyjne na globalnym rynku pracy, bo to na ich barkach spocznie ciężar utrzymania starzejącego się społeczeństwa.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.