Warszawa pytała Waszyngton o Ziobrę. Odpowiedź dotarła 11 czerwca i nie jest tym, czego szukało MSZ
Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie wysłało do Stanów Zjednoczonych oficjalną notę dyplomatyczną z pytaniem, na jakiej podstawie poszukiwany przez polską prokuraturę Zbigniew Ziobro wjechał na terytorium USA. Odpowiedź Departamentu Stanu dotarła 11 czerwca i jest jednoznaczna: Waszyngton nie komentuje decyzji wizowych. Tymczasem prokuratorzy ustalili, że Ziobro wyleciał z Mediolanu wizą przeznaczoną dla członków zagranicznych mediów. Co to oznacza dla dalszego biegu tej sprawy?

Nota z Warszawy, odpowiedź z Waszyngtonu – i żadnej konkretnej informacji
W maju, krótko po tym jak Zbigniew Ziobro wyleciał z Europy, Ministerstwo Spraw Zagranicznych skierowało do administracji USA oficjalną notę dyplomatyczną. Warszawski resort chciał uzyskać dwie informacje: jakie są podstawy prawne i faktyczne pobytu posła PiS na terytorium Stanów Zjednoczonych oraz jaki dokument podróży umożliwił mu przekroczenie granicy.
Odpowiedź Departamentu Stanu dotarła do polskich władz 11 czerwca. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór przekazał jej treść mediom: „Departament Stanu poinformował, że nie komentuje decyzji wizowych, a kwestie formalne związane z postępowaniem karnym będą realizowane w trybach przewidzianych umowami dwustronnymi i odpowiednimi przepisami prawa krajowego przy wykorzystaniu ustalonych kanałów prawnych i dyplomatycznych”. Wewiór dodał, że dalszy bieg sprawy będzie należał do prokuratury, która może liczyć na wsparcie resortu.
Prokuratorzy ustalili to, czego nie chciał powiedzieć Departament Stanu
Mimo milczenia Waszyngtonu w kwestii wizy, polscy śledczy zdołali ustalić część szczegółów podróży. Prokurator Przemysław Nowak ujawnił, że Zbigniew Ziobro wyleciał z Europy 9 maja z lotniska w Mediolanie samolotem do Newark. Podróżował z wizą przeznaczoną dla członków zagranicznych mediów. Prokurator zaznaczył, że na obecnym etapie śledczy nie informują o szczegółach rodzaju dokumentu, którym posługiwał się poseł.
Ten szczegół istotnie zmienia obraz sprawy. Wiza medialna – kategoria stosowana dla dziennikarzy, korespondentów i pracowników zagranicznych redakcji – jest dokumentem o specyficznym charakterze, wydawanym na podstawie odrębnych kryteriów niż standardowe wizy turystyczne czy biznesowe. Agencja Reuters doniosła wcześniej, że w przyznanie tej wizy był osobiście zaangażowany Christopher Landau, zastępca sekretarza stanu USA, który – według źródeł agencji – dowiedział się o sprawie od ambasadora USA w Warszawie Toma Rose’a i uważał Ziobrę za niesprawiedliwie ściganego przez polski wymiar sprawiedliwości.
Droga przed ucieczką na Zachód: Węgry i azyl od Orbana
Zanim Ziobro wylądował w Newark, przez wiele miesięcy przebywał na Węgrzech, gdzie za rządów Viktora Orbana otrzymał azyl polityczny. Po wyborczej porażce obozu Orbana i zapowiedziach nowych władz w Budapeszcie, że nie będą chroniły osób poszukiwanych przez sądy innych krajów, były minister przestawił kurs. Kolejnym przystankiem stały się właśnie Stany Zjednoczone, dokąd przyleciał 9 maja.
Polska prokuratura zamierza postawić Ziobrze 26 zarzutów, w tym prowadzenie zorganizowanej grupy przestępczej w związku z nieprawidłowościami przy funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek przyznał w programie TVN24, że gotowy jest wniosek ekstradycyjny, jednak jego złożenie czeka na orzeczenie sądu w sprawie tymczasowego aresztowania. Żurek poinformował też, że Polska nie ma potwierdzonych informacji o tym, czy Ziobro złożył wniosek o azyl w USA.
Obrona: porażka prokuratury. Prokuratura: czekamy na sąd
Reakcje na odpowiedź Departamentu Stanu były diametralnie różne po obu stronach sporu. Mecenas Bartosz Lewandowski, obrońca Zbigniewa Ziobry, ocenił wprost, że odpowiedź strony amerykańskiej nie spełnia oczekiwań rządu i stanowi porażkę prokuratury. Podkreślił przy tym, że jego zdaniem w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości dochodziło do nacisków politycznych. Strona rządowa prezentuje inne stanowisko: rzecznik MSZ wskazał, że kwestie ekstradycyjne mają być procedowane przez ustalone kanały prawne i dyplomatyczne, a prokuratura ma kompetencje i wsparcie resortu, by te kanały wykorzystać.
Umowa o ekstradycji między Polską a Stanami Zjednoczonymi pochodzi z 1996 roku. Przewiduje możliwość wydania osoby ściganej, jeśli czyn, za który jest poszukiwana, jest przestępstwem w obu krajach i grozi za niego kara pozbawienia wolności powyżej jednego roku. Polska musiałaby złożyć formalny wniosek ekstradycyjny po uzyskaniu prawomocnego nakazu aresztu – ten etap jest warunkiem wstępnym, bez którego procedura nie ruszy.
Co to oznacza dla Ciebie, jeśli śledzisz tę sprawę z perspektywy obywatela i podatnika?
- Odpowiedź USA to nie odmowa współpracy – Departament Stanu powołał się na standardową procedurę niekomentowania decyzji wizowych. Nie oznacza to, że Waszyngton odmówi pomocy prawnej – po prostu wskazał właściwy kanał: umowy dwustronne i mechanizmy pomocy prawnej w sprawach karnych (MLAT).
- Wiza medialna to klucz do wyjaśnienia sprawy – ustalenie, kto i na jakiej podstawie wydał Ziobrze wizę przeznaczoną dla dziennikarzy, może być przedmiotem dalszych działań dyplomatycznych polskiego MSZ i pytań do Departamentu Stanu.
- Ekstradycja to długi proces – Polska musi najpierw uzyskać prawomocny nakaz aresztu, następnie złożyć formalny wniosek ekstradycyjny. USA rozpatrują go w oparciu o umowę z 1996 roku, a decyzję podejmują sądy – nie władza wykonawcza.
- Nie ma potwierdzenia wniosku o azyl – minister Żurek wprost przyznał, że polskie władze nie mają informacji, czy Ziobro złożył wniosek o ochronę międzynarodową w USA. Azyl polityczny w USA byłby osobną procedurą, niezależną od kwestii wizowej.
- Sprawa toczy się w Warszawie, nie w Waszyngtonie – kolejne kroki należą do Prokuratury Krajowej i sądu, który ma zdecydować o areszcie. To krajowe orzeczenie odblokuje możliwość złożenia wniosku ekstradycyjnego.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.