42 lub 43 stopni nad Polską? IMGW mówi ile może być naprawdę
Po kilku dniach skrajnych upałów, które przyniosły Polsce historyczny rekord 40,5 stopnia w Słubicach, nad kraj napłynęło wyraźne ochłodzenie. Termometry pokazują teraz wartości bliskie normie, a miejscami, tam gdzie pojawia się deszcz, temperatura maksymalna nie przekracza 15-17 stopni. To jednak – jak zgodnie podkreślają wszystkie ośrodki prognostyczne – tylko przerwa, nie koniec lata. Jaka będzie tak naprawdę temperatura w lipcu?

Najpierw będzie chłodniej niż latem
Najbliższe dni upłyną pod znakiem wyraźnie niższych temperatur. W większości kraju termometry pokażą od 20 do 23 stopni, a na początku przyszłego tygodnia, wraz z napływem chłodnego powietrza polarno-morskiego, zrobi się jeszcze chłodniej – w dzień od 12 do 15 stopni, nocami miejscami około 7 stopni. Towarzyszyć temu będą opady deszczu i okresowo silniejszy wiatr. To ochłodzenie bardziej przypomina wczesną jesień niż środek lipca.
Niektóre modele celują w 42-43 stopni
Tu robi się ciekawie, bo różne ośrodki prognostyczne, patrząc na te same modele numeryczne, formułują komunikaty o zupełnie różnym ładunku emocjonalnym. Serwis Twoja Pogoda, opisuje najbardziej skrajny z rozważanych scenariuszy: w drugiej dekadzie lipca nad Europę może ponownie napłynąć bardzo gorąca masa powietrza, a temperatura w Polsce mogłaby przekroczyć 40 stopni, lokalnie zbliżając się nawet do 42-43 stopni. Sam serwis zaznacza jednak wprost, że to prognoza obarczona dużą niepewnością.
Podobny ton, choć z innym uzasadnieniem, prezentują amerykańscy meteorolodzy Ryan Maue i Ben Noll, cytowani przez rp.pl – ostrzegają przed kolejną „przerażającą kopułą ciepła” nad Atlantykiem, która najpierw miałaby objąć Hiszpanię i Portugalię, a około 8-9 lipca dotrzeć też do Polski.
Warto zestawić te długoterminowe scenariusze z tym, co pokazują własne mapy Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, oparte na modelu ECMWF w wariancie FUS. Według najnowszych obliczeń IMGW, najgorętszy tydzień lipca – przypadający na 13-19 lipca – przyniesie średnią temperaturę maksymalną rzędu 28-30 stopni w centrum i na zachodzie kraju, w tym w Warszawie. To wciąż wyraźnie powyżej tego, czego doświadczamy teraz, ale o kilkanaście stopni mniej niż najbardziej alarmujące warianty przywoływane w niektórych mediach.
Różnica bierze się z tego, co dokładnie się liczy. Mapy IMGW pokazują średnią temperaturę maksymalną z całego tygodnia – realistyczny, uśredniony obraz tego, czego można się spodziewać każdego dnia. Liczby rzędu 42-43 stopni to z kolei górna granica pojedynczego, najbardziej ekstremalnego scenariusza modelowego, dotyczącego jednego, szczególnie upalnego dnia w najgorętszym miejscu kraju – nie prognoza tego, co przeciętnie odczuje przeciętny mieszkaniec przez cały tydzień.
45 stopni – ale nie w Polsce
Najwyższe temperatury, o jakich mówią obecne modele, dotyczą w ogóle nie Polski, tylko zachodu i południa Europy. Według części scenariuszy termometry w Hiszpanii, Portugalii czy południowej Francji mogą lokalnie wskazać ponad 45 stopni – to byłaby kolejna, osobna fala ekstremalnych upałów na kontynencie, niekoniecznie oznaczająca aż tak wysokie wartości nad Wisłą. Modele wskazują, że fala ciepła najpierw obejmie Półwysep Iberyjski, a dopiero w dalszej kolejności, i w łagodniejszej formie, może dotrzeć do Polski.
Eksperci podkreślają, że wraz z napływem gorącego powietrza rośnie też ryzyko gwałtownych zjawisk – burz, nawałnic, lokalnych podtopień. To wzorzec, który Polska już poznała pod koniec czerwca: po ekstremalnym upale nad zachodnią część kraju wkroczył front atmosferyczny, generujący groźne superkomórki burzowe. Jeśli druga fala upałów rzeczywiście się rozwinie, prawdopodobnie będzie jej towarzyszył podobny mechanizm – gorące powietrze zderzające się w pewnym momencie z chłodniejszym frontem znad zachodu.
Jak czytać takie prognozy bez paniki?
Widząc nagłówek z liczbą 42 czy 43 stopnie, warto zapytać, czy to prognoza dla całego tygodnia, czy dla pojedynczego, najbardziej skrajnego wariantu modelowego – to zwykle zupełnie różne rzeczy. Oficjalne mapy IMGW, aktualizowane regularnie w miarę zbliżania się terminu, na razie wskazują na tydzień 13-19 lipca jako najgorętszy, ale ze średnimi maksimami w okolicach 28-30 stopni, nie powyżej 40.
Nie planuj jeszcze konkretnych działań – zakupu klimatyzatora na już, odwołania wydarzenia na świeżym powietrzu – wyłącznie na podstawie prognozy sprzed 2 tygodni. Modele numeryczne na tym dystansie czasowym mają spory margines błędu i będą jeszcze wielokrotnie aktualizowane.
Sprawdzaj źródło każdej alarmującej prognozy pogodowej, zanim ją potraktujesz jako pewnik – w tym przypadku różnica między „42-43 stopnie jako skrajny scenariusz” a „IMGW prognozuje 42-43 stopnie” jest ogromna, a w wielu nagłówkach ten niuans ginie.
Jeśli faktycznie zbliża się kolejna fala upałów, sygnałem do działania będą oficjalne ostrzeżenia IMGW i alerty RCB wydawane z kilkudniowym wyprzedzeniem – to one, nie długoterminowe modele sezonowe, są podstawą do konkretnych decyzji, takich jak odwołanie wyjazdu czy zmiana planów na weekend.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.