500 zł na każdego mieszkańca. Morawiecki ogłosił nowy program. Do kogo trafiłyby środki?

Były premier Mateusz Morawiecki zaprezentował 31 marca 2026 roku nowy program PiS pod nazwą „Polska Jednej Prędkości”. W centrum propozycji jest 500 zł rocznie na każdego mieszkańca. Do kogo trafiłyby środki?

Fot. Shutterstock

Nie do portfela, lecz pod okno. O co chodzi z tym 500 zł?

Program działa na prostej zasadzie: każda gmina w Polsce otrzymywałaby rocznie kwotę odpowiadającą 500 zł pomnożonym przez liczbę jej mieszkańców. Dla gminy liczącej 10 000 mieszkańców to 5 mln zł rocznie. Dla 50-tysięcznego miasta – 25 mln zł. Pieniądze trafiałyby bezpośrednio do samorządu, z góry wiadomo ile, i miałyby być wydawane wyłącznie na inwestycje: budowę dróg, kanalizacji, gminnego oświetlenia, transport publiczny, szkoły i przedszkola.

Morawiecki wspomniał o dwóch bezpiecznikach. Jak sam wspomniał byłaby to „podłoga” i „sufit”. Podłoga: każda gmina, nawet najmniejsza, dostałaby co najmniej 5 mln zł rocznie. To zabezpieczenie dla małych miejscowości, które przy czystym przeliczeniu „500 na głowę” ze względu na niską liczbę mieszkańców miałyby zbyt skromny budżet na jakiekolwiek sensowne inwestycje. Z kolei sufit: żaden samorząd nie dostałby więcej niż 100 mln zł rocznie. Mechanizm ten ma wyrównać szanse między małymi gminami a bogatymi metropoliami – bez niego Warszawa czy Wrocław, przeliczając 500 zł razy kilkaset tysięcy mieszkańców, otrzymywałyby sumy, z którymi żadna mała gmina nie mogłaby konkurować.

„Program, który dziś proponujemy, jest programem poddanym konsultacjom społecznym. To program sprawiedliwy. 500 zł będzie przeznaczone na każdego mieszkańca z podłogą i sufitem” – mówił Morawiecki podczas prezentacji raportu, cytowany przez portal money.pl. Europoseł PiS Waldemar Buda, były minister infrastruktury, doprecyzował: „Chodzi o rozwiązanie systemowe, nie konkursowe. Z tego będzie wynikało, ile środków otrzyma gmina” – podał money.pl.

Gminy żyjące „od naboru do naboru”. Co ten program zmienia?

Propozycja uderza w konkretny problem polskich samorządów: nieprzewidywalność finansowania. Dziś inwestycje w gminach w dużej mierze zależą od tego, czy uda się wygrać konkurs na dofinansowanie unijne lub rządowe. To zmusza wójtów i burmistrzów do życia „od naboru do naboru” – jak to określają autorzy raportu. Gmina nie wie, czy dostanie środki, kiedy dostanie, i ile. Trudno w takich warunkach planować budowę szkoły na kilka lat naprzód.

Program zakłada, że samorząd znałby z góry swoją pulę i mógłby zaplanować wieloletnie inwestycje bez ryzyka, że budżet wyschnie po zmianie reguł gry. Finansowanie miałoby opierać się na emisji Obligacji Rozwoju Samorządu, co ma zapewnić ciągłość bez uzależniania od corocznych wahań budżetu centralnego. Według wyliczeń twórców programu, „Polska Jednej Prędkości” miałaby sfinansować ponad 35 tys. projektów inwestycyjnych w całym kraju, o łącznej wartości przekraczającej 100 mld zł.

Propozycja nie kończy się na gminach. Program zakłada też 120 zł na mieszkańca dla powiatów i 80 zł na mieszkańca dla województw – finansowanie obejmowałoby więc wszystkie szczeble samorządu.

Opozycja kontra rząd. To plan, nie ustawa

Zanim zaczniemy liczyć, kiedy w gminie pojawi się nowa droga – ważne zastrzeżenie. Propozycja Morawieckiego to program wyborczy opozycji, a nie rządowy projekt ustawy. Wiceprezes PiS zapowiedział, że przez najbliższe miesiące program będzie konsultowany w gminach i powiatach w całej Polsce. To etap przed złożeniem jakiegokolwiek projektu legislacyjnego, a PiS pozostaje w opozycji.

Morawiecki przy okazji wyraźnie zaatakował rząd Donalda Tuska, twierdząc, że „obecny rząd zahamował procesy inwestycyjne w samorządach”. Jako przykład nieefektywności wskazał Krajowy Plan Odbudowy, gdzie – jego zdaniem – część środków trafiała na projekty niemające związku z rozwojem lokalnym, podczas gdy niektóre gminy otrzymały jedynie po kilkanaście tysięcy złotych. Rząd tych zarzutów nie komentował publicznie na moment ogłoszenia programu.

Warto zauważyć, że pomysł nie jest zupełnie nowy. Analogicznie zbudowane programy istnieją m.in. w Skandynawii i Niemczech, gdzie gminy otrzymują stały udział w podatkach albo blokowe dotacje bez konkursowego trybu aplikowania. Polska wciąż w dużej mierze opiera finansowanie inwestycji lokalnych na współzawodnictwie o środki unijne i rządowe.

Małe gminy wygrają? Jak program działa w praktyce

Mechanizm podłogi jest kluczowy dla małych i wiejskich gmin. Weźmy gminę liczącą 2000 mieszkańców – przy czystym przeliczeniu 500 zł razy 2000 to 1 mln zł rocznie, co starczyłoby może na remont jednej drogi. Dzięki gwarancji minimalnego progu taka gmina dostałaby jednak 5 mln zł – pięciokrotnie więcej niż wynikałoby z przeliczenia per capita. To istotna różnica dla miejscowości, gdzie każda złotówka jest widoczna w krajobrazie.

Na przeciwnym biegunie – Warszawa z blisko 2 mln mieszkańców. Czyste przeliczenie dawałoby ponad 900 mln zł rocznie, co przy 100-milionowym suficie oznacza, że stolica dostawałaby ułamek „należnej” kwoty. Twórcy programu uznają to za sprawiedliwe: metropolia ma własną bazę podatkową i może samodzielnie finansować inwestycje. Mniejsze miasto – nie.

Program jest prosty w założeniu, co Morawiecki podkreślał wielokrotnie. „Bez biurokracji. Dwie kartki papieru oparte o zaufanie dla samorządowców” – mówił, cytowany przez portal dorzeczy.pl. Brak konkursowego trybu oznacza, że gmina nie musiałaby zatrudniać specjalistów od pisania wniosków ani czekać miesiącami na wyniki. Decydowałby algorytm, nie urzędnik.

Co to oznacza dla Ciebie? Te inwestycje zobaczyłbyś w swoim mieście

Dla przeciętnego mieszkańca program – gdyby wszedł w życie – oznaczałby przede wszystkim zmiany widoczne w codziennym otoczeniu. Autorzy propozycji wskazują konkretne kategorie wydatków: drogi gminne i chodniki, na których większość małych gmin od lat nie ma pieniędzy na remonty. Kanalizacja i wodociągi – wciąż niedobudowane w wielu wsiach i małych miastach. Transport publiczny – autobusy, które w małych gminach zniknęły, bo samorządu nie stać na utrzymanie linii. Szkoły i przedszkola – remonty budynków, doposażenie.

Kluczowe jest to, że program nie daje mieszkańcowi żadnej gotówki do ręki – to nie jest kolejne świadczenie. Efekty inwestycji byłyby odłożone w czasie i zależne od tego, co gmina uzna za priorytet. Wójt mógłby zdecydować o budowie obwodnicy, a mógłby postawić na remont szkoły. Program nie narzuca kolejności – tylko źródło finansowania i roczny limit kwoty.

Na ten moment program jest na etapie konsultacji. Nie ma daty wejścia w życie, nie ma projektu ustawy, nie ma gwarancji uchwalenia. Żeby to się zmieniło, PiS musiałby wygrać wybory i stworzyć rząd. Warto jednak śledzić postępy konsultacji – propozycja jest wystarczająco konkretna, żeby stać się realnym punktem sporu w najbliższej kampanii wyborczej.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl