Czar powojennej stylistyki warszawskiej spółdzielni ORNO. Poznajcie te niezwykłe dzieła
Spółdzielnię Orno założyli Romuald Rochacki i Adam Jabłoński w 1949 roku. Działała ona nieprzerwanie do 1998. Tyle słowem wstępu… a teraz oczami miłośniczki warszawskiej biżuterii. Są piękne, są duże, są nieoczywiste, artystyczne… wzory ORNO w szarej peerelowskiej rzeczywistości były prawdziwą perełką, małymi dziełami sztuki. Były to czasy ciekawe, bo środki zastępowała ludzka wyobraźnia i pomysłowość, a wzory i kształty pięknie wymykały się każdej cenzurze.
Biżuterię można podziwiać w Muzeum Warszawy przy Rynku Starego Miasta od 17 maja do 18 sierpnia 2019 roku.
Była ciekawa, była nowoczesna – biżuteria ORNO. Niektóre wzory do złudzenia przypominały uliczne latarnie, karoserie samochodów syrena – oczka pierścionków odzwierciedlały obłe samochodowe reflektory, inne przypominały oczy muchy, krople rosy, czy nogi pająka.
Niektóre wzory są wymyślne, inne proste – w dobrym znaczeniu tego słowa, kultowe kwiaty wiśni czy jabłoni symbolizowały Polskę, wiosnę i życie. W akwamarynach zaklęty był kolor nieba i morza, bursztyny były mleczne, a niektóre przybierały kolor dojrzałego wina, tak majestatycznego w srebrnej oprawie pierścionka.
Najczęściej wykonywano ogromne pierścionki. Był to wyrób ręczny, więc mimo tego, iż wyroby były katalogowane, to każdy z nich jest unikatem, rzadziej kolczyki, bransoletki czy naszyjniki.
Większość wyrobów wykonana jest ze srebra, chociaż zdarzają się złote – trzeba pamiętać, że złoto było towarem deficytowym.
ORNO to także przedmioty użytkowe – talerze, popielniczki, łyżeczki, wizytowniki… każdy inny i każdy piękny.
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.