Czy kasjer ma prawo odmówić sprzedaży, jeśli nie ma jak wydać reszty?

„Nie mam jak wydać” – to zdanie przy kasie często wywołuje irytację. Czy sklep powinien mieć drobne? Niekoniecznie. Polskie prawo mówi coś zupełnie innego, a większość klientów nie ma o tym pojęcia.

Fot. Shutterstock

Banknot 200 zł za bułkę? Kasjer może powiedzieć „nie”

Scenariusz powtarza się w sklepach codziennie. Klient przychodzi z zakupami za 15 zł, wyciąga banknot 200 zł, a kasjer rozkłada ręce. „Nie mam drobniaków, proszę płacić kartą”. Część osób uznaje to za bezczelność – przecież oni prowadzą sklep, to ich obowiązek mieć resztę. Tyle że przepisy prawa widzą to inaczej.

Kodeks Cywilny w art. 535 określa, na czym polega umowa sprzedaży: sprzedawca zobowiązuje się przekazać towar i własność rzeczy, kupujący ma rzecz odebrać i zapłacić cenę. Koniec. O obowiązku wydawania reszty nie ma w tym przepisie ani słowa.

UOKiK: to klient powinien mieć odliczone

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zajął w tej sprawie jasne stanowisko. Prawo nie nakłada na sprzedawcę konieczności posiadania reszty do wydania – mówią przedstawiciele biura prasowego UOKiK. Teoretycznie więc to na kupującym spoczywa obowiązek przygotowania odpowiedniej kwoty do zapłaty.

Co więcej, w ocenie Prezesa UOKiK odmowa sprzedaży z powodu braku możliwości wydania reszty nie stanowi „odmowy bez uzasadnionej przyczyny” w rozumieniu art. 135 Kodeksu Wykroczeń. Oznacza to, że kasjer, który fizycznie nie ma jak wydać reszty, może legalnie odmówić sprzedaży towaru.

Kiedy odmowa jest nielegalna

Czy to znaczy, że sprzedawcy mogą w ogóle nie trzymać gotówki w kasie? Niekoniecznie. Art. 354 Kodeksu Cywilnego wprowadzaważny element – zasady współżycia społecznego i ustalone zwyczaje. Dłużnik (w tym przypadku kupujący) powinien wykonać zobowiązanie w sposób odpowiadający tym zasadom. I tu pojawia się subtelność.

Miejski Rzecznik Konsumentów w Szczecinie zwraca uwagę, że nieuzasadniona odmowa sprzedaży może stanowić wykroczenie przeciwko interesowi konsumentów. Art. 135 Kodeksu Wykroczeń przewiduje grzywnę od 20 zł do 5000 zł za umyślną odmowę sprzedaży towaru bez uzasadnionej przyczyny.

Różnica jest kluczowa: jeśli kasjer rzeczywiście nie ma fizycznie jak wydać reszty (zwłaszcza rano, gdy kasa jest jeszcze pusta), odmowa jest uzasadniona. Jeśli jednak sklep chronicznym brakiem drobnych zmusza klientów do płacenia kartą albo celowo nie zaopatruje się w bilon – to już może być problem.

Kto podlega karze?

Za wykroczenie odpowiada konkretna osoba – sprzedawca, który odmówił sprzedaży, a nie sama firma czy sklep. Dla kasjera oznacza to, że bezmyślne odmawianie klientom może skończyć się mandatem. Dla właścicieli sklepów to sygnał, że warto zadbać o bilon w kasie już choćby ze względów reputacyjnych.

500 zł za gumę do żucia – tu sklep ma rację

Pewne sytuacje są oczywiste. Klient, który próbuje zapłacić banknotem 500 zł za zakupy wartości 3,50 zł, narusza zasady współżycia społecznego. Sprzedawca ma wtedy pełne prawo odmówić – zwłaszcza jeśli wie, że klient ma przy sobie kartę lub mniejsze nominały.

Podobnie wygląda sprawa z rozmienieniem pieniędzy. Jeśli ktoś przychodzi do sklepu wyłącznie po to, żeby rozmieniać banknot (np. na parkometr), a nie po zakupy – sprzedawca nie ma obowiązku takiej wymiany przeprowadzać.

Dlaczego sklepy mimo wszystko mają drobne?

Skoro prawo nie zmusza sprzedawców do trzymania bilonu, dlaczego większość sklepów ma jednak drobne? Odpowiedź jest prosta: biznes. Klient, który nie może dokonać zakupu z powodu braku reszty, po prostu wyjdzie i pójdzie do konkurencji. Zaopatrzenie się w odpowiednią ilość gotówki różnych nominałów to element dobrej praktyki handlowej i troski o reputację.

Rzecznik konsumentów podkreśla, że fakt posiadania przez sprzedawcę bilonu do wydawania reszty jest przejawem uczciwości kupieckiej i chęci pozyskania klientów. Sklepy, które ignorują ten aspekt, szybko tracą na popularności – szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie klienci dobrze pamiętają, kto ich obsłużył, a kto odmówił sprzedaży.

„Mogę być winna grosika?” – klasyka gatunku

To zdanie zna chyba każdy Polak. Kasjerka pyta, czy może być winna 5 czy 10 groszy, bo akurat brakuje drobnych. Sytuacja jest całkowicie legalna, o ile klient wyraża zgodę. Działa to zresztą w obie strony – za zgodą sprzedawcy klient również może nie dopłacić końcówki, choć takie przypadki zdarzają się rzadziej.

Wbrew temu, co myślą niektórzy, kasjer nie może po prostu zatrzymać kilku groszy bez pytania. Musi otrzymać wyraźną zgodę kupującego. Jeśli klient odmówi zgody, a kasjer mimo to nie wyda pełnej reszty – może to być podstawą do złożenia skargi.

Co z płatnościami gotówkowych – banknoty i monety

„Banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawnym środkiem płatniczym w Polsce” – tak brzmi napis na każdym polskim banknocie. Oznacza to, że sprzedawca nie może odmówić przyjęcia legalnego pieniądza, chyba że banknot jest brudny, niekompletny lub poważnie uszkodzony.

Podobnie z monetami. Można płacić nawet groszówkami, choć uprzejmością byłoby wcześniej uprzedzić kasjera i mieć pieniądze policzone. Sprzedawca nie ma prawa odmówić przyjęcia monet tylko dlatego, że jest ich dużo – pod warunkiem że są to legalne znaki pieniężne emitowane przez NBP.

Praktyczne rady dla kupujących

Zanim pójdziesz na zakupy:

  • Sprawdź, czy masz odpowiednie nominały. Jeśli wybierasz się do małego sklepu osiedlowego na zakupy za 8 zł, banknot 200 zł może być problemem. Większe sieci mają zazwyczaj więcej gotówki w kasie, ale zasada dobrego wychowania działa wszędzie.
  • Zapytaj o możliwość płatności kartą. Jeśli nie jesteś pewny ceny lub nie masz odliczonej kwoty, najlepiej od razu zapytać przy kasie. Większość sklepów akceptuje płatności bezgotówkowe.
  • Nie próbuj rozmienić dużego banknotu za drobiazg. Kasjer ma prawo odmówić, jeśli widać, że dysproporcja między wartością zakupu a nominałem jest rażąca. To nie bank, tylko sklep.
  • Jeśli musisz płacić groszówkami, policz je wcześniej. Sprzedawca przyjmie monety, ale nie zmuszaj go do liczenia 347 groszy w godzinach szczytu.

Praktyczne rady dla sprzedawców

  • Zaopatrz się w bilon przed otwarciem sklepu. Nawet jeśli prawo nie zmusza cię do posiadania reszty, klienci tego oczekują. Kilka wizyt do banku w tygodniu to niewielki koszt w porównaniu z utratą klientów.
  • Odmów uprzejmie, jeśli naprawdę nie możesz wydać. Wyjaśnij sytuację: „Przepraszam, otworzyliśmy pół godziny temu i nie mam jeszcze jak wydać z tak dużego nominału. Czy może pan zapłacić kartą?”. Taki ton załatwia sprawę bez konfliktu.
  • Nie wywieszaj kartek o „obowiązku posiadania odliczonych pieniędzy”. Prawnie możesz to zrobić, ale w praktyce odstrasza klientów. Lepiej po cichu mieć bilon i unikać problemów.
  • Pamiętaj o art. 135 Kodeksu Wykroczeń. Jeśli klient zgłosi nieuzasadnioną odmowę, możesz dostać mandat do 5000 zł. Nawet jeśli teoretycznie masz rację, sąd może uznać, że brakowało „uzasadnionej przyczyny”.

Czy to się kiedyś zmieni?

W epoce płatności elektronicznych problem braku reszty sam zaczyna znikać. Coraz mniej osób płaci gotówką, a terminale kart płatniczych są już nawet w najmniejszych sklepach. Przepisy jednak pozostają niezmienione – ich zapis pochodzi z lat 70. ubiegłego wieku i od tego czasu niewiele się w nich zmieniło.

Teoretycznie więc prawo stoi po stronie sprzedawcy, który nie ma drobnych. Praktycznie jednak żaden sklep nie chce stracić klientów z tak błahego powodu. Dopóki gotówka jest w obiegu, posiadanie odpowiedniego bilonu pozostanie niepisanym standardem handlowym – choć nie obowiązkiem prawnym.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl