Masz własne mieszkanie w bloku i należysz do wspólnoty? Czy trzeba za nie płacić?

Kupiłeś mieszkanie za setki tysięcy złotych, podpisałeś akt notarialny, masz księgę wieczystą z własnym nazwiskiem. Jesteś właścicielem. Zanim zdążysz się nacieszyć pełnią praw, dostaniesz pierwsze zawiadomienie od wspólnoty mieszkaniowej. I tak co miesiąc, przez lata. W poprzednim artykule wyjaśniliśmy, czy trzeba płacić mając mieszkanie w spółdzielni. Teraz wyjaśniamy, jak to wygląda w przypadku wspólnoty.

Fot. Warszawa w Pigułce

Własność mieszkania to dopiero początek wydatków

Dla większości Polaków zakup mieszkania to największa inwestycja życia. Wpłacasz ratę kredytu, spłacasz zadłużenie przez 20 czy 30 lat, w końcu stajesz się pełnoprawnym właścicielem. Podpisujesz akt notarialny, otrzymujesz księgę wieczystą – wszystko jest Twoje. Teoretycznie nikt nie może Ci już nic nakazać ani zabronić.

Mieszkanie w bloku to życie w systemie współzależności. Jesteś właścicielem swojego lokalu – czterech ścian, podłogi, sufitu. Możesz malować ściany na czerwono, wyburzać ścianki działowe (po uzyskaniu zgody), wynająć mieszkanie komukolwiek. Ale wszystko poza drzwiami wejściowymi należy do wszystkich właścicieli razem. Klatka schodowa, winda, dach, elewacja, instalacje wodne i elektryczne, piwnice, strychy – to nieruchomość wspólna, za którą odpowiadacie wspólnie.

Ta nieruchomość wspólna wymaga zarządzania, utrzymania, remontów, ubezpieczenia. Ktoś musi zapłacić konserwatorom, sprzątaczkom, firmie obsługującej windę, zakładowi energetycznemu za oświetlenie klatek schodowych, ubezpieczycielowi za polisę budynku. Wszystkie te koszty rozkładają się proporcjonalnie na właścicieli lokali – i nie ma od tego ucieczki, nawet jeśli masz akt notarialny potwierdzający pełną własność.

Dlaczego właściciel we wspólnocie musi płacić?

Jak jest różnica między wspólnotą, a spółdzielnią? Wspólnota mieszkaniowa to właściciele wyodrębnionych lokali zarządzający sami budynkiem. Spółdzielnia to osoba prawna, która zarządza nieruchomościami. Zasada utrzymania takiego mieszkania jest jednak ta sama. Niezależnie od tego czy kupiliście mieszkanie w spółdzielni czy we wspólnocie mieszkaniowej, dostaniesz co miesiąc rachunek, który trzeba będzie zapłacić.

Obowiązek ponoszenia opłat na zarząd nieruchomością wspólną nie jest wymysłem zarządców ani chęcią wyciągnięcia dodatkowych pieniędzy od mieszkańców. To wymóg prawny zapisany w ustawie o własności lokali z 24 czerwca 1994 roku.

Zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy o własności lokali, właściciel ponosi wydatki związane z utrzymaniem jego lokalu i jest obowiązany uczestniczyć w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej. Przepis jest jednoznaczny i bezwzględny – obowiązek ten wynika z samego faktu posiadania własności lokalu, niezależnie od tego, czy mieszkasz w tym lokalu, czy go wynajmujesz, czy stoi pusty.

Art. 15 ust. 1 tej samej ustawy precyzuje, że na pokrycie kosztów zarządu właściciele lokali uiszczają zaliczki w formie bieżących opłat, płatne z góry do 10 dnia każdego miesiąca. Nie możesz odmówić, nie możesz negocjować terminu płatności (chyba że wszyscy właściciele na zebraniu uchwalą inny termin). Prawo własności lokalu automatycznie oznacza członkostwo we wspólnocie mieszkaniowej i obowiązek partycypowania w kosztach.

Nawet jeśli nie korzystasz z windy, nie chodzisz po klatce schodowej (bo mieszkasz gdzie indziej), nie interesujesz się życiem wspólnoty – nadal musisz płacić. Obowiązek jest związany z lokalem, nie z Twoim faktycznym korzystaniem z niego. Sądy wielokrotnie potwierdzały, że nawet właściciel, który nie mieszka w lokalu i nie korzysta z części wspólnych, musi regulować opłaty na takich samych zasadach jak wszyscy inni.

Co składa się na miesięczne opłaty we wspólnocie?

Opłata, którą wpłacasz do wspólnoty mieszkaniowej, nie jest jednolitą sumą wymyśloną przez zarząd. Dzieli się na kilka kategorii kosztów, które wspólnota musi ponosić, aby budynek funkcjonował normalnie.

Pierwsza grupa to koszty zarządu nieruchomością wspólną. Należą do nich: wynagrodzenie zarządcy lub zarządu wspólnoty, koszty obsługi księgowej, opłaty za energię elektryczną oświetlającą klatki schodowe i tereny wokół budynku, konserwacja i przeglądy techniczne windy, sprzątanie części wspólnych, utrzymanie terenów zielonych, ubezpieczenie budynku, podatek od nieruchomości (jeśli jest płacony przez wspólnotę, a nie indywidualnie przez właścicieli).

Do tego dochodzi fundusz remontowy – pieniądze gromadzone na większe naprawy i remonty, które prędzej czy później będą konieczne. Wymiana dachu, remont elewacji, modernizacja instalacji elektrycznej, naprawa chodników – wszystko to kosztuje dziesiątki lub setki tysięcy złotych, których wspólnota nie ma z dnia na dzień. Dlatego każdy właściciel wpłaca co miesiąc określoną kwotę do funduszu remontowego, a pieniądze te są gromadzone i wydatkowane dopiero wtedy, gdy remont staje się niezbędny.

Druga grupa to media dotyczące części wspólnych – woda (jeśli jest centralny system dla całego budynku), centralne ogrzewanie (również jeśli rozliczane centralnie), energia elektryczna, gaz, wywóz śmieci. W niektórych wspólnotach właściciele zawierają indywidualne umowy bezpośrednio z dostawcami mediów, w innych wspólnota pośredniczy między dostawcami a właścicielami i rozlicza media proporcjonalnie do zużycia lub powierzchni lokali.

Wysokość opłat zależy od wielkości Twojego udziału w nieruchomości wspólnej, a ten z kolei zależy od powierzchni użytkowej mieszkania. Im większe mieszkanie, tym większy udział w kosztach. Jeśli masz 80 metrów kwadratowych, płacisz więcej niż właściciel kawalerek 30-metrowej. To sprawiedliwy system – kto ma większy lokal, ten korzysta więcej z części wspólnych (schody, winda, instalacje) i ponosi proporcjonalnie większe koszty.

Nie zapłaciłeś? To się stanie

Wielu właścicieli bagatelizuje zaległości we wspólnocie. Kilkaset złotych miesięcznie brzmi niegroźnie, a problemy finansowe skłaniają do pokrycia najpierw rachunków za prąd i jedzenie. To błąd, który może kosztować mieszkanie.

Pierwszy etap to upomnienia. Zarząd wspólnoty wysyła pisemne wezwanie do zapłaty zaległości wraz z odsetkami za zwłokę. Odsetki te rosną każdego dnia i szybko potrafią podwoić lub potroić kwotę długu. Jeśli zignorujesz pierwsze upomnienie, dostaniesz kolejne – bardziej zdecydowane, z ostrzeżeniem o konsekwencjach prawnych.

Gdy upomnienia nie pomagają, wspólnota kieruje sprawę do sądu. Składa pozew o zapłatę, a sąd wydaje nakaz zapłaty. Jeśli nie zaskarżysz nakazu w ciągu 2 tygodni, staje się on prawomocny. Nakaz zapłaty z klauzulą wykonalności to tzw. tytuł wykonawczy – dokument, który otwiera wspólnocie drogę do egzekucji komorniczej.

Komornik rozpoczyna działania standardowo: zajmuje konto bankowe, egzekwuje część wynagrodzenia za pracę, zajmuje ruchomości (samochód, kosztowny sprzęt elektroniczny). Jeśli to nie wystarczy do pokrycia długu, komornik sięga po ostateczne rozwiązanie – zajęcie nieruchomości i jej sprzedaż w drodze licytacji komorniczej.

Nawet jeśli masz akt notarialny potwierdzający własność, wspólnota może doprowadzić do sprzedaży Twojego mieszkania przez komornika. To nie jest teoria – to praktyka stosowana przez zarządy wspólnot, gdy dłużnik uporczywie odmawia zapłaty.

Wspólnota może sama wystąpić o licytację Twojego mieszkania

Istnieje jeszcze bardziej drastyczna ścieżka utraty mieszkania za długi wobec wspólnoty. Art. 16 ust. 1 ustawy o własności lokali daje wspólnocie prawo do żądania sprzedaży lokalu w drodze licytacji, jeśli właściciel zalega długotrwale z zapłatą należnych opłat.

Wspólnota nie musi czekać na standardową egzekucję komorniczą – może od razu wystąpić do sądu z pozwem o nakazanie sprzedaży mieszkania. Sąd bada, czy zaległości są faktycznie długotrwałe i czy właściciel nie podejmuje prób spłaty. W orzecznictwie przyjmuje się, że kilkumiesięczne zaległości, których dłużnik nie próbuje regulować, już spełniają przesłankę „długotrwałości”.

Nie ma jednoznacznej definicji, jak duże zaległości uprawniają do licytacji. Trwają prace nad zmianą przepisów, która ma wprowadzić konkretny próg – projekt zakłada, że licytacja będzie możliwa, gdy zaległości przekroczą roczny wymiar opłat. Jednak dopóki projekt nie wejdzie w życie, sądy oceniają każdy przypadek indywidualnie. Niektóre wspólnoty składają pozwy już po kilku miesiącach zaległości, inne czekają rok lub dłużej.

Procedura wygląda tak: wspólnota podejmuje uchwałę upoważniającą zarząd do wytoczenia powództwa, zarząd składa w sądzie pozew o nakazanie sprzedaży mieszkania dłużnika. Sąd rozpatruje sprawę, a jeśli przyzna rację wspólnocie, wydaje wyrok nakazujący sprzedaż lokalu w drodze licytacji komorniczej. Wyrok ten stanowi podstawę do licytacji mieszkania bez wcześniejszego przeprowadzania egzekucji z konta czy pensji.

To mechanizm szybszy i prostszy niż standardowa droga przez komornika. Dla wielu właścicieli to szok, bo oczekują tradycyjnej kolejności: upomnienia, pozew, wyrok, egzekucja z konta i pensji, a dopiero na końcu licytacja. Tymczasem ustawa o własności lokali przewiduje skróconą procedurę, która pozwala wspólnocie szybciej odzyskać zaległości.

Licytacja mieszkania przez komornika – jak to działa?

Licytacja mieszkania to długi proces, ale nieuchronnie prowadzi do utraty nieruchomości. Komornik może zająć mieszkanie, jeśli dług wynosi co najmniej 5% szacowanej wartości nieruchomości. Mieszkanie warte 400 000 zł może być wystawione na licytację już przy zadłużeniu 20 000 zł. W przypadku wieloletnich zaległości czynszowych taka kwota gromadzi się szybciej, niż można przypuszczać.

Pierwszym krokiem jest wpis zajęcia do księgi wieczystej. Od tego momentu nie możesz sprzedać mieszkania ani obciążyć go hipoteką bez zgody wierzyciela. Komornik zleca biegłemu rzeczoznawcy wycenę nieruchomości, a następnie ogłasza termin licytacji.

Podczas pierwszej licytacji mieszkanie wystawiane jest za cenę wynoszącą 3/4 wartości oszacowania. Jeśli mieszkanie zostało wycenione na 400 000 zł, cena wywoławcza wyniesie 300 000 zł. Jeśli nikt nie kupi mieszkania podczas pierwszej licytacji, organizowana jest druga – z ceną wywoławczą wynoszącą 2/3 wartości, czyli 266 000 zł. Możesz stracić mieszkanie za ułamek jego rzeczywistej wartości rynkowej.

Z uzyskanych pieniędzy komornik najpierw pobiera swoją prowizję (10% dochodzonej kwoty), następnie pokrywa koszty sądowe, zaspokaja wierzyciela. Dopiero jeśli coś zostanie, reszta trafia do byłego właściciela. W praktyce po sprzedaży mieszkania za 266 000 zł, spłacie długu 20 000 zł i pokryciu kosztów egzekucji niewiele zostaje.

Czy po licytacji dostaniesz lokal zastępczy?

To kluczowa różnica między utratą mieszkania za długi wobec wspólnoty a eksmisją z najmu. Właścicielowi, którego lokal został sprzedany za długi czynszowe, nie przysługuje prawo do lokalu zamiennego. Art. 16 ust. 2 ustawy o własności lokali jednoznacznie to stwierdza.

Oznacza to, że po licytacji mieszkania możesz zostać bez dachu nad głową. Wspólnota nie musi Ci zapewnić lokalu socjalnego, gmina nie ma obowiązku przydzielić Ci mieszkania zastępczego. Jesteś na własną rękę – musisz znaleźć sobie inne miejsce do życia, wynająć mieszkanie, przeprowadzić się do rodziny.

To drastyczna konsekwencja, ale ma swoje uzasadnienie prawne. Byłeś właścicielem, nie najemcą. Miałeś pełnię praw do lokalu, ale również pełnię obowiązków. Jeśli przez lata zalegałeś z opłatami, ignorowałeś upomnienia i wyroki sądowe, świadomie ryzykowałeś utratą mieszkania. Prawo chroni najemców, którzy nie mają własności i często znajdują się w trudnej sytuacji życiowej. Właściciele traktowani są surowiej – mieli wybór, mieli możliwość spłaty długu, mieli czas na reakcję.

Jeśli wspólnota mieszkaniowa wytoczyła powództwo o licytację Twojego mieszkania, możesz się bronić. Możesz przedstawić dowody, że próbujesz spłacać dług, możesz zaproponować ugodę, możesz wykazać, że zaległości nie są „długotrwałe” w rozumieniu przepisów. Ale jeśli sąd przyzna rację wspólnocie i wyda wyrok nakazujący sprzedaż – wówczas nie ma już odwrotu.

Czy wielkość zadłużenia ma znaczenie?

Obecnie przepisy nie określają precyzyjnie, jak duże zaległości uprawniają wspólnotę do żądania licytacji mieszkania. Ustawa mówi o „długotrwałym” zaleganiu z zapłatą, ale nie definiuje, co to oznacza. W praktyce każdy przypadek oceniany jest indywidualnie przez sąd.

Niektóre wspólnoty składają pozwy już po kilku miesiącach zaległości, inne czekają rok lub dłużej. Zależy to od polityki zarządu, sytuacji finansowej wspólnoty i konkretnych okoliczności sprawy. Jeśli wspólnota ma problemy z płynnością finansową przez jednego dłużnika, będzie działać szybciej. Jeśli dłużnik regularnie ignoruje upomnienia i nie podejmuje żadnych prób spłaty, sąd szybciej przyzna rację wspólnocie.

Projekt ustawy, który ma uporządkować te kwestie, zakłada wprowadzenie konkretnego progu – licytacja będzie możliwa, gdy zaległości przekroczą roczny wymiar opłat. Jeśli płacisz 800 zł miesięcznie, próg wyniesie 9 600 zł. Dopiero po przekroczeniu tej kwoty wspólnota będzie mogła wystąpić do sądu o nakazanie sprzedaży Twojego mieszkania.

Jednak dopóki projekt nie wejdzie w życie, obowiązują obecne przepisy – a te dają wspólnocie szeroką swobodę. Nie czekaj, aż zadłużenie urośnie do kilkunastu tysięcy złotych. Im szybciej zareagujesz, tym łatwiej będzie załatwić sprawę polubownie.

Co zrobić, gdy pojawiły się zaległości?

Najgorsze, co możesz zrobić, to ignorować problem. Zaległości rosną, odsetki narastają, a wspólnota wcześniej czy później podejmie działania prawne. Kluczem do obrony jest szybka reakcja i komunikacja z zarządem.

Gdy pojawią się pierwsze trudności finansowe, zgłoś się do zarządu wspólnoty i zaproponuj rozłożenie długu na raty. Większość zarządów woli polubowne rozwiązanie niż kosztowne procesy sądowe. Przygotuj realny plan spłaty – ile możesz płacić miesięcznie, w jakim terminie ureglujesz całość zadłużenia. Im bardziej konkretny i wykonalny plan, tym większa szansa na ugodę.

Możesz również próbować negocjować częściową redukcję zadłużenia. Wspólnota, chcąc uniknąć walki prawnej, czasami zgadza się na umorzenie części odsetek lub nawet głównej kwoty. To nie jest pewne, ale warto spróbować – zwłaszcza jeśli Twoja sytuacja finansowa faktycznie nie pozwala na spłatę pełnej kwoty.

Jeśli wiesz, że nie jesteś w stanie spłacić długu nawet na raty, rozważ samodzielną sprzedaż mieszkania przed licytacją komorniczą. Licytacja oznacza stratę finansową – mieszkanie zostaje sprzedane za 75% lub 66% wartości rynkowej, a po odliczeniu kosztów komorniczych i długu niewiele zostaje. Samodzielna sprzedaż pozwala uzyskać pełną wartość rynkową, spłacić dług i zachować resztę pieniędzy na nowy start.

Pamiętaj, że każdy kolejny etap – upomnienia, pozew, sąd, komornik, licytacja – generuje dodatkowe koszty. Im szybciej podejmiesz działania, tym mniej zapłacisz. Nie łudź się, że „jakoś to będzie” – dług sam nie zniknie, a ignorowanie problemu jedynie pogarsza sytuację.

Co zrobić, gdy dostałeś nakaz zapłaty?

Jeśli otrzymałeś nakaz zapłaty z sądu, masz 2 tygodnie na złożenie sprzeciwu. Sprzeciw wstrzymuje nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności i zmusza wspólnotę do przeprowadzenia pełnego postępowania sądowego. To dodatkowy czas na znalezienie rozwiązania – spłatę długu, zawarcie ugody lub przygotowanie obrony.

Jeśli wyrok został wydany zaocznie (bo nie stawiłeś się na rozprawie i nie zajmowałeś stanowiska), możesz wnieść sprzeciw od wyroku zaocznego w ciągu 2 tygodni od jego doręczenia. Wyrok zaoczny ma natychmiastową wykonalność – komornik może przystąpić do egzekucji, mimo że wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Warto również skorzystać z pomocy prawnej. Prawnicy specjalizujący się w prawie mieszkaniowym mogą pomóc zakwestionować wysokość opłat, sposób ich naliczania lub procedury stosowane przez wspólnotę. Jeśli zarząd naruszył przepisy – np. nie powiadomił o podwyżce opłat na zebraniu, nie przedstawił kalkulacji kosztów, naliczył zawyżone opłaty – część zadłużenia może zostać umorzona.

Czy można zakwestionować wysokość opłat?

Właściciele mieszkań mają prawo kwestionować wysokość zaliczek uchwalonych przez wspólnotę. Jeśli uważasz, że zarząd nalicza zbyt wysokie koszty, możesz żądać szczegółowej kalkulacji wydatków. Wspólnota ma obowiązek przedstawić Ci rozliczenie kosztów zarządu – ile poszło na konserwację, ile na energię, ile na wynagrodzenie zarządcy, ile na fundusz remontowy.

Jeśli zarząd odmówi lub przedstawi niezrozumiałe dokumenty, możesz wystąpić do sądu o nakazanie wspólnocie dostarczenia prawidłowej kalkulacji. Sąd może również obniżyć wysokość opłat, jeśli uzna, że zostały ustalone w sposób zawyżony lub nieuzasadniony.

Pamiętaj jednak, że kwestionowanie wysokości opłat nie zwalnia Cię z obowiązku ich płacenia. Nawet jeśli złożysz pozew o obniżenie opłat, musisz regulować należności według starej stawki, a sąd rozstrzygnie, czy podwyżka była zasadna. Dopiero po wyroku sądu ewentualna nadpłata zostanie Ci zwrócona.

Zaległości jednego właściciela dotykają wszystkich

Warto zrozumieć, dlaczego wspólnoty tak zdecydowanie egzekwują opłaty. Zaległości jednego właściciela uderzają we wszystkich mieszkańców. Jeśli jeden lokal zalega z płatnościami, wspólnota traci płynność finansową. Nie może w terminie zapłacić dostawcom mediów, konserwatorom, zarządcy.

W małych wspólnotach (kilka lokali) problem jest jeszcze bardziej dotkliwy. Gdy każdy właściciel ma duże udziały, brak wpłat od jednego oznacza znaczącą dziurę w budżecie. Wspólnota może stracić zdolność do pokrywania bieżących wydatków, dostawca wody może zagrozić odcięciem dopływu do całego budynku, bank może odmówić kredytu na remont dachu.

Dlatego zarządy wspólnot często działają szybko i stanowczo. Nie chodzi o szykanowanie jednego właściciela, ale o ochronę interesów wszystkich mieszkańców. Jeśli jeden lokal nie płaci, pozostali właściciele faktycznie dopłacają za niego – bo koszty zarządu budynkiem są stałe, niezależnie od tego, czy wszyscy regulują opłaty na czas.

Własność to nie tylko prawa, ale i obowiązki

Choć utrata mieszkania za długi brzmi jak scenariusz katastroficzny, warto pamiętać, że proces ten nie dzieje się z dnia na dzień. Od pierwszego upomnienia do licytacji mija zwykle kilka lat – czas, w którym można podjąć działania naprawcze.

Właściciel ma szereg praw chroniących go przed nadużyciami wspólnoty. Może żądać kalkulacji kosztów, kwestionować wysokość opłat, zaskarżać wyroki, negocjować ugody. Najgorsze, co można zrobić, to biernie czekać na rozwój wypadków.

Pamiętaj: opłaty we wspólnocie to nie kara za posiadanie mieszkania, lecz udział w kosztach utrzymania budynku. Zarządzanie nieruchomością wspólną wymaga pieniędzy, które pochodzą od wszystkich właścicieli proporcjonalnie do wielkości ich lokali. Wspólnota nie zarabia na tych opłatach – jedynie zarządza środkami zebranymi od mieszkańców i wydatkuje je na utrzymanie budynku w dobrym stanie.

Jeśli masz problemy z regulowaniem opłat, nie czekaj na interwencję komornika. Zgłoś się do zarządu, wyjaśnij sytuację, zaproponuj rozwiązanie. Większość wspólnot woli ugodowe załatwienie sprawy niż wieloletnie batalie sądowe. Kluczem jest otwarta komunikacja i działanie na czas – zanim zaległości urosną do kwot, których nie będziesz w stanie spłacić, a wspólnota będzie zmuszona wystąpić do sądu o nakazanie sprzedaży Twojego mieszkania.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl