Mieszkasz w bloku? 3 miesiące do tragedii. Mieszkańcy tracą mieszkania pomimo własności i aktów notarialnych
Posiadanie własnego mieszkania daje poczucie bezpieczeństwa, które okazuje się złudne, gdy do drzwi zapuka komornik. Prawo własności w Polsce nie jest absolutne – i wiele osób przekonuje się o tym za późno. Coraz więcej licytacji komorniczych lokali mieszkalnych nie wynika z niespłaconych kredytów hipotecznych, lecz ze zwykłych zaległości czynszowych i przegapionych pism sądowych. Mechanizmy, które do tego prowadzą, działają szybciej, niż większość właścicieli mieszkań się spodziewa.

Grafika poglądowa (generowana automatycznie – Gemini)
Jeden kwartał bez czynszu wystarczy, żeby ruszyła machina
Powszechne jest przekonanie, że wspólnota mieszkaniowa to w gruncie rzeczy „sąsiedzi”, z którymi zawsze można się jakoś dogadać, a zaległości w opłatach można nadganiać miesiącami. Tymczasem zarządca nieruchomości ma prawny obowiązek dbania o płynność finansową budynku – i w wielu przypadkach nie ma tu mowy o pobłażliwości. Część spółdzielni i wspólnot kieruje sprawy do sądu już po kilku miesiącach zaległości. Nie ma ustawowego progu kwotowego, od którego zaczyna się postępowanie – w systemie prawnym zaległość nawet 500 zł może być wystarczającą przesłanką do wszczęcia procedury egzekucyjnej, bo mechanizm działa identycznie niezależnie od wysokości długu.
Gdy sprawa trafia do sądu, zazwyczaj rozpatrywana jest w trybie upominawczym – na posiedzeniu niejawnym, bez wzywania dłużnika na rozprawę. Sąd wydaje nakaz zapłaty wyłącznie na podstawie dokumentów przedstawionych przez wierzyciela. Właściciel mieszkania dowiaduje się o postępowaniu dopiero z listu poleconego. I właśnie w tym momencie rozgrywa się najważniejszy etap całej procedury.
Fikcja doręczenia – przepis stworzony dla cwaniaków, który uderza w zwykłych ludzi
Polski system prawny stosuje konstrukcję zwaną fikcją doręczenia. W teorii powstała po to, by dłużnicy nie mogli blokować postępowań przez celowe nieodbieranie korespondencji. W praktyce uderza często w tych, którzy po prostu byli poza domem. Mechanizm jest prosty: listonosz przynosi pismo z sądu, nikogo nie ma w domu, zostawia awizo. Odbiorca ma 7 dni na wizytę na poczcie. Jeśli tego nie zrobi, dostaje drugie awizo i kolejne 7 dni. Po tym czasie przesyłka wraca do akt sądowych – i sąd uznaje ją za doręczoną. W świetle prawa właściciel wiedział o nakazie zapłaty i miał możliwość obrony.
Od momentu „doręczenia” biegną twarde terminy. Uprawomocniony nakaz zapłaty to dla komornika zielone światło – nie bada on, czy dług jest zasadny, tylko egzekwuje. Dla wielu osób pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, jest zablokowane konto bankowe lub pismo o zajęciu nieruchomości. Trzy tygodnie za granicą w pracy, miesiąc w szpitalu, wynajmowane mieszkanie, do którego właściciel nie zagląda – to wystarczy, żeby walkowerem przegrać sprawę, o której się nie wiedziało.
Art. 16 ustawy o własności lokali – można stracić mieszkanie nawet bez długów
Zaległości czynszowe to najczęstsza, ale nie jedyna droga do utraty lokalu. Ustawa o własności lokali w art. 16 daje wspólnocie narzędzie do żądania sądowej sprzedaży lokalu w drodze licytacji, jeśli właściciel długotrwale zalega z opłatami, rażąco lub uporczywie narusza porządek domowy albo przez swoje zachowanie czyni korzystanie z innych lokali uciążliwym. W praktyce oznacza to, że ktoś, kto regularnie urządza głośne imprezy, niszczy klatkę schodową lub zachowuje się agresywnie wobec sąsiadów – może stracić mieszkanie, nawet jeśli płaci czynsz co do grosza. Trybunał Konstytucyjny potwierdził zgodność art. 16 z Konstytucją RP, uznając że dobro ogółu mieszkańców może być stawiane ponad indywidualne prawo własności.
Licytacja: właściciel traci mieszkanie i część jego wartości
Gdy dochodzi do licytacji komorniczej, dłużnik ponosi podwójną stratę. Pierwsza licytacja startuje od 3/4 wartości oszacowania, druga – od 2/3. Z uzyskanej kwoty komornik potrąca koszty egzekucji, koszty sądowe, koszty opinii biegłego, koszty ogłoszeń – i dopiero reszta trafia do dłużnika po zaspokojeniu wierzyciela. Sprzedaż mieszkania za 400 tys. zł, które rynkowo warte było 550 tys. zł, może oznaczać, że po wszystkich odliczeniach właściciel zostaje z kwotą niewystarczającą nawet na wkład własny pod nowe mieszkanie. Portal Biznes Info, powołując się na analizę prawną, określa to wprost jako „finansową śmierć cywilną”.
Projekt nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (UD311) z listopada 2025 roku, który ma wejść w życie w pierwszej połowie 2026 roku, zamknie furtkę, z której korzystali dotąd dłużnicy. Dotychczas możliwe było uniknięcie wygaśnięcia prawa do lokalu przez spłatę zadłużenia na końcowym etapie procesu – tuż przed licytacją. Nowe przepisy mają to wyeliminować: to sąd będzie rozstrzygał, czy skala zaległości uzasadnia wygaśnięcie prawa do nieruchomości, niezależnie od ostatniej chwili spłaty.
Co zrobić, żeby nie dać się zaskoczyć systemowi
Najważniejsza zasada jest banalnie prosta, a ignorowana przez tysiące osób: każde awizo należy odebrać jak najszybciej, niezależnie od poczucia, że „nic nie jesteśmy nikomu winni”. Pismo z sądu może dotyczyć błędu w systemie, starego roszczenia albo pomyłki urzędniczej – nieodebranie go odbiera możliwość obrony. Przy wyjazdach dłuższych niż 2 tygodnie warto ustanowić pełnomocnika pocztowego – to prosta formalność do załatwienia na każdej poczcie. Alternatywą jest rejestracja w bazie adresów elektronicznych e-Doręczeń, gdzie coraz więcej sądów i urzędów kieruje korespondencję cyfrową, eliminując problem fizycznej obecności. Właściciele, którzy wynajmują mieszkania i sami pod danym adresem nie mieszkają, powinni zadbać o to, żeby wszelka korespondencja od zarządcy i dostawców mediów trafiała na ich rzeczywisty adres – a nie na adres wynajmowanego lokalu, gdzie najemca może awizo po prostu wyrzucić.
Jeśli zaległości już się pojawiły, najgorsze rozwiązanie to brak reakcji. Zarządcy mają zazwyczaj większą elastyczność niż banki – wspólnota wolą odzyskać pieniądze w ratach bez kosztownego procesu sądowego, niż miesiącami czekać na egzekucję. Pismo do zarządu z prośbą o rozłożenie płatności na raty, złożone zanim sprawa trafi do sądu, dokumentuje dobrą wolę i może być istotnym dowodem w ewentualnym postępowaniu. Przy naprawdę trudnej sytuacji finansowej warto sprawdzić w urzędzie gminy lub ośrodku pomocy społecznej, czy przysługuje dodatek mieszkaniowy – to realna pomoc finansowa, z której wiele osób nie korzysta z powodów ambicjonalnych. Wreszcie: jeśli nakaz zapłaty już dotarł, masz 14 dni na wniesienie sprzeciwu. Nawet prosty sprzeciw, napisany bez prawniczego żargonu, powoduje, że nakaz traci moc i sprawa trafia do zwykłego postępowania sądowego – co daje czas na zebranie środków, negocjacje lub skonsultowanie się z prawnikiem z punktu Nieodpłatnej Pomocy Prawnej, dostępnego w każdym powiecie.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.