Urzędnicy z satelitą i dronem sprawdzają w całej Polsce. Kara za takie przewinienie to nawet milion złotych
Roślina kupiona legalnie w sklepie ogrodniczym, altanka stojąca bez zarzutu od lat, sterta gruzu po remoncie – to wystarczy, żeby dostać pismo z urzędu i słony mandat. Po druzgocącym raporcie Najwyższej Izby Kontroli z maja 2025 roku gminy ruszyły do nadrabiania wieloletnich zaległości. Inspektorzy korzystają ze zdjęć satelitarnych i lotniczych, żeby wychwycić zmiany na prywatnych działkach. A przepisy zmieniają się szybciej, niż większość właścicieli ogrodów jest w stanie nadążyć.

Fot. Warszawa w Pigułce
NIK powiedział „dość” – i zaczęły się kontrole
Przez lata administracja publiczna w zasadzie ignorowała problem inwazyjnych gatunków obcych na prywatnych posesjach. NIK przeprowadził kontrolę w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, 4 regionalnych dyrekcjach ochrony środowiska oraz 16 urzędach jednostek samorządu terytorialnego, obejmując lata 2020-2024. Wyniki były jednoznacznie negatywne. Spośród 468 rezerwatów przyrody objętych kontrolą, dla aż 298 z nich – 64% – nie opracowano planów ochrony. W 15 z 17 skontrolowanych gmin urzędnicy nie wywiązywali się z ustawowego obowiązku składania raportów o działaniach zaradczych. Co więcej, jak wskazał NIK, 10 urzędów w ogóle nie informowało właścicieli posesji o spoczywających na nich obowiązkach dotyczących eliminacji gatunków inwazyjnych – dotyczyło to łącznie 326 nieruchomości. Ludzie mieli zakazane rośliny na działkach od lat, bo nikt im o tym nie powiedział.
Po publikacji raportu gminy ruszyły do działania. Kontrole objęły prywatne ogrody, Rodzinne Ogródki Działkowe i działki rekreacyjne w całej Polsce. W miejscowości Kiekrz koło Poznania inspektorzy wykryli nieprawidłowości w 80 spośród 450 skontrolowanych działek. Najczęstsze problemy: brak rachunków za wywóz nieczystości, amatorsko wykonane zbiorniki z kręgów betonowych bez dna oraz odprowadzanie ścieków do pobliskich rowów.
26 nowych zakazanych gatunków – od sierpnia 2025
Problem zaostrza dynamicznie zmieniające się prawo. Na mocy rozporządzenia wykonawczego Komisji Europejskiej 2025/1422 z 17 lipca 2025 roku, które weszło w życie 7 sierpnia 2025 roku, unijna lista inwazyjnych gatunków obcych (IGO) rozszerzyła się o kolejne 26 roślin i zwierząt. Obejmuje teraz 88 gatunków. Wśród nowych pozycji znalazły się m.in. rdestowce (japoński, sachaliński i czeski), jeleń sika oraz gatunki popularne w akwarystyce – rak niebieski czy piskorz amurski.
Polskie przepisy wykonawcze do unijnych regulacji zawarte są w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 9 grudnia 2022 roku w sprawie listy inwazyjnych gatunków obcych stwarzających zagrożenie dla Unii i listy IGO stwarzających zagrożenie dla Polski (Dz.U. 2022 poz. 2649). Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska aktualizuje krajowe wykazy w ślad za decyzjami unijnymi, co oznacza, że roślina sprzedawana dziś legalnie w szkółce ogrodniczej może znaleźć się na liście zakazanych w ciągu kilku miesięcy. Sklepy często nie nadążają z aktualizacją asortymentu.
Które rośliny są już zakazane
Zgodnie z aktualnym rozporządzeniem Rady Ministrów lista dzieli gatunki na dwie kategorie. Pierwsza to rośliny i zwierzęta podlegające szybkiej eliminacji – w przypadku ich stwierdzenia właściciel ma obowiązek usunięcia gatunku ze środowiska w ciągu 3 miesięcy. Tu znajdują się m.in. barszcz Sosnowskiego i barszcz Mantegazziego – szczególnie groźne, bo ich sok powoduje poważne oparzenia skóry.
Druga kategoria to gatunki szeroko rozprzestrzenione, wymagające kontroli populacji. Tu znajdziemy m.in. bożodrzew gruczołkowaty – popularne ozdobne drzewo, które wielu właścicieli ogrodów posadza nieświadomie – a także kolczurkę klapowaną, niecierpka gruczołowatego oraz rdestowce. Nawłoć kanadyjska, od niedawna na liście, pokrywa już niemal całą Polskę i skutecznie wypiera rodzime gatunki. Problem dotyka też akwarystów – gatunki wyrzucane z doniczkowych akwariów do oczek wodnych i pobliskich cieków to jeden z priorytetowych problemów wskazanych przez GDOŚ.
Aktualna lista jest dostępna na stronie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (gov.pl/web/gdos) oraz w wyszukiwarce Bazy Danych o Gatunkach Obcych w Polsce.
Altanka bez zgłoszenia – samowola budowlana
Rośliny to nie jedyny powód kontroli. Inspektorzy równie dokładnie sprawdzają budowle. Zgodnie z ustawą – Prawo budowlane, altana do 35 metrów kwadratowych wymaga jedynie zgłoszenia do starostwa powiatowego przed rozpoczęciem prac – nie pozwolenia na budowę, ale zgłoszenia. To ważna różnica: formularz ze szkicem, mapa sytuacyjna i 21 dni na milczącą zgodę urzędu. Urząd może wnieść sprzeciw, a jeśli tego nie zrobi – można budować. Ale dopiero po upływie tych 21 dni, nie wcześniej.
Altana powyżej 35 metrów kwadratowych wymaga już pełnego pozwolenia na budowę z projektem architektonicznym. Odrębna zasada obowiązuje w Rodzinnych Ogrodach Działkowych w miastach – tam limit altany wolnostojącej to zaledwie 25 metrów kwadratowych. W tej samej kategorii mieszczą się wiaty, szopy i zbiorniki na wodę deszczową – te budowle też wymagają zgłoszenia, o czym wielu właścicieli nie wie. Każda budowla musi też zachowywać odległości od granicy działki: minimum 3 metry, gdy ściana nie ma okien ani drzwi, i 4 metry, gdy takie elementy się na niej znajdują.
Samowola budowlana podlega legalizacji, ale jest kosztowna. Opłata legalizacyjna wynosi zazwyczaj od 2500 do 5000 złotych – i to tylko opłata formalna, bez kosztów ewentualnych przeróbek czy ekspertyz. Alternatywą jest nakaz rozbiórki.
Szambo, gruz i ukształtowanie terenu – też pod lupą
Inspektorzy sprawdzają nie tylko rośliny i altanki. Trzeci obszar kontroli to zmiany w ukształtowaniu terenu – podwyższenie poziomu gruntu, utwardzenie nawierzchni czy niwelacja działki często wymagają zgłoszenia i są weryfikowane przez urzędy. Czwarty problem to odpady – sterty gruzu, resztek po remoncie czy starych materiałów budowlanych mogą zostać zakwalifikowane jako nielegalne składowisko.
Właściciele działek z szambami muszą przechowywać rachunki za wywóz nieczystości przez minimum 3 lata i dysponować aktualną umową z firmą asenizacyjną. Amatorskie zbiorniki z kręgów betonowych bez dna są nielegalne i skutkują mandatem. Odprowadzanie ścieków do rowów melioracyjnych lub pobliskich cieków wodnych to poważne wykroczenie środowiskowe.
Skala kar: od 500 złotych do miliona
Wysokość sankcji zależy od rodzaju i skali naruszenia. Za przetrzymywanie pojedynczej zakazanej rośliny mandat zaczyna się od 500 złotych. Za nielegalne nasadzenia gatunków inwazyjnych, nieudostępnienie terenu do kontroli lub nierealizowanie nakazu usunięcia roślin – do 5000 złotych. W przypadku poważnych naruszeń przepisów o ochronie środowiska, dotyczących zwłaszcza dużych powierzchni lub działalności firm, kary przewidziane w ustawie z dnia 27 kwietnia 2001 roku – Prawo ochrony środowiska (tekst jedn.: Dz.U. z 2025 r., poz. 647) mogą sięgać miliona złotych. Dla przeciętnego właściciela działki realne ryzyko to mandaty w przedziale 500-5000 złotych za pojedyncze wykroczenie, plus koszty usunięcia roślin lub legalizacji budowli.
Dron i satelita zamiast przypadkowego inspektora
Zmieniają się też metody kontroli. Gminy coraz częściej sięgają po zdjęcia satelitarne i fotografie lotnicze, które pozwalają porównać stan działki z dokumentacją z lat ubiegłych i wychwycić nowe budowle czy zmiany w nasadzeniach – bez konieczności wchodzenia na teren. Nowa altanka postawiona bez zgłoszenia trzy sezony temu jest widoczna na zdjęciach archiwalnych. To oznacza, że wieloletnie bezkarność nie jest żadną gwarancją – urząd może zidentyfikować samowolę sprzed kilku lat i wszcząć postępowanie.
Co zrobić, zanim kontrola zapuka do furtki
Przejdź przez ogród i zidentyfikuj gatunki roślin, które nie są rodzimymi polskimi gatunkami – a przynajmniej te, które pojawiły się tam w ostatnich latach. Aktualną listę zakazanych gatunków znajdziesz na stronie GDOŚ (gov.pl/web/gdos). W razie wątpliwości – skontaktuj się z urzędem gminy lub regionalną dyrekcją ochrony środowiska przed dokonaniem nasadzeń.
Sprawdź dokumentację budowlaną wszystkich budowli na działce. Jeśli altanka, wiata czy szopa stoi bez zgłoszenia – warto rozważyć legalizację zanim wizyta inspektora stanie się faktem. Koszt tej samej opłaty jest taki sam przed i po kontroli, ale po kontroli dochodzi mandat. Wywołaj z szuflady rachunki za wywóz szamba za ostatnie 3 lata – jeśli ich brak, zadbaj o aktualną umowę z firmą asenizacyjną jak najszybciej.
Jeśli pismo z urzędu już dotarło – nie ignoruj go. Brak reakcji w wyznaczonym terminie skutkuje automatycznym nałożeniem kary. Nawet jeśli uważasz, że urząd się myli, odpowiedz na piśmie i wyjaśnij sprawę. W bardziej skomplikowanych przypadkach – dotyczących przepisów budowlanych lub środowiskowych – warto skonsultować się z prawnikiem specjalizującym się w tych dziedzinach.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.