Nowe kary w 2026 roku zszokują wielu mieszkańców bloków. Za niektóre zachowania grożą drakońskie kwoty
Nowe kary w 2026 roku mogą zaskoczyć wielu mieszkańców bloków i kamienic. Za niektóre zachowania grożą dziś znacznie poważniejsze konsekwencje niż wcześniej, a część osób wciąż nie wie, że łamie zasady. Warto sprawdzić, czego lepiej nie robić, żeby nie narazić się na mandat albo wysoką grzywnę.

Fot. Warszawa w Pigułce
Sześciokrotna podwyżka grzywny. Tyle lat nic się nie zmieniało
2 stycznia 2026 roku weszła w życie nowelizacja Kodeksu wykroczeń oraz Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia, podpisana przez prezydenta jeszcze w listopadzie 2025 roku. Zmiany są radykalne – maksymalna grzywna za sprowadzenie zagrożenia pożarowego wzrosła z 5 tys. zł do 30 tys. zł, czyli sześciokrotnie. Mandaty poszły w górę z 500 zł do 5 tys. zł. Gdy jeden czyn wyczerpuje znamiona więcej niż jednego wykroczenia, górna kwota mandatu sięga 6 tys. zł. Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla w uzasadnieniu do ustawy, że poprzednie stawki nie były zmieniane od 27 lat – przez ten czas wynagrodzenia wzrosły nominalnie o ponad 300 proc., więc stare kary przestały pełnić jakąkolwiek funkcję odstraszającą. „Każde sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru to realne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi, ogromne straty dla środowiska i mienia, a także niebezpieczeństwo dla strażaków i służb ratowniczych. Państwo musi reagować zdecydowanie” – powiedział wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha w komunikacie rządu.
Nowelizacja dotyczy art. 82 Kodeksu wykroczeń, który obejmuje zachowania mogące spowodować pożar, jego rozprzestrzenienie, a także utrudnienie prowadzenia akcji ratowniczej lub ewakuacji. Co ważne, przepis nie wymaga, żeby pożar faktycznie wybuchł – karane jest samo stworzenie zagrożenia. Znika też kara nagany, którą sądy stosowały w łagodniejszych przypadkach – zastąpiła ją kara ograniczenia wolności. Oznacza to, że spectrum sankcji wygląda teraz poważnie: areszt, ograniczenie wolności albo grzywna do 30 tys. zł.
Klatka schodowa to droga ewakuacyjna, nie schowek
Podstawa prawna dla kontroli w blokach i kamienicach pochodzi z rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 czerwca 2010 roku w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. Przepisy są jednoznaczne: klatki schodowe, korytarze i inne drogi ewakuacyjne muszą być stale wolne od przeszkód. Szerokość drożnego przejścia nie może spaść poniżej 1,2 metra – cokolwiek tę szerokość zmniejsza, formalnie blokuje ewakuację.
W praktyce oznacza to, że wózek dziecięcy zostawiony przy wejściu, rower oparty o ścianę, szafka na buty postawiona pod drzwiami czy materiały remontowe czekające na wywózkę – każda z tych rzeczy może być podstawą do interwencji straży pożarnej i nałożenia mandatu. Szczególnie rygorystycznie traktowane są przedmioty łatwopalne: kartony, worki z odzieżą, meble tapicerowane. W zamkniętej klatce schodowej tego rodzaju materiały nie tylko blokują drogę ucieczki, ale w przypadku pożaru dramatycznie przyspieszają jego rozprzestrzenianie i zwiększają zadymienie – co bezpośrednio zagraża życiu osób ewakuujących się z wyższych pięter.
Odrębną kategorią zagrożeń, traktowaną wyjątkowo surowo, są substancje i urządzenia stwarzające ryzyko wybuchu. Butle gazowe trzymane na balkonach, tarasach czy w piwnicach, benzyna i olej napędowy w kanistrach, farby, rozpuszczalniki, lakiery do drewna – wszystko to jest zakazane na zasadach ogólnych i stanowi jedno z najpoważniejszych wykroczeń pożarowych. Straż pożarna usuwa takie przedmioty natychmiast, a koszty interwencji obciążają właściciela.
Mandat to nie najgorsze. Za co grozi więzienie
Nowe stawki mandatów robią wrażenie, ale nie są najtragiczniejszą możliwą konsekwencją. Wszystko zmienia się diametralnie w momencie, gdy na klatce wybucha pożar, a rzeczy pozostawione przez mieszkańca utrudniły ewakuację lub przyczyniły się do szkody. W takim przypadku sprawa przestaje być wykroczeniem i wchodzi w obszar prawa karnego. Jak wyjaśniał st. bryg. Paweł Frątczak w rozmowie z serwisem Infor.pl, „w przypadku gdy dojdzie do pożaru, odpowiedzialność będzie mierzona w charakterze przestępstwa opisanego w kodeksie karnym. Za to winny może się spodziewać od roku do nawet 10 lat pozbawienia wolności”. Do tego dochodzi odpowiedzialność cywilna – odszkodowania na rzecz poszkodowanych sąsiadów, których mienie zostało zniszczone.
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mało kto myśli: ubezpieczenie. Firmy ubezpieczeniowe przy ocenie roszczenia po pożarze sprawdzają, czy właściciel dopełnił obowiązków wynikających z przepisów przeciwpożarowych. Jeśli stwierdzą, że przedmioty na klatce schodowej przyczyniły się do szkody lub ją pogłębiły, mogą uznać to za rażące niedbalstwo i odmówić wypłaty odszkodowania – nawet jeśli polisa była regularnie opłacana. Strata kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych za rzeczy, które można było po prostu zabrać z korytarza, to scenariusz niestety realny.
Rower i wózek – kiedy wolno, a kiedy grozi mandat
Przepisy nie są całkowicie zero-jedynkowe jeśli chodzi o rowery i wózki dziecięce. W budynkach, które nie dysponują dedykowaną rowerownią ani wózkowninią, wspólnota lub spółdzielnia może wyznaczyć konkretne miejsce na klatce przeznaczone do ich przechowywania – pod warunkiem, że zachowana jest wymagana szerokość przejścia ewakuacyjnego i że takie rozwiązanie zostało formalnie zaakceptowane przez zarząd budynku. W praktyce jednak większość lokatorów zostawia rowery i wózki gdzie im wygodnie, bez żadnej decyzji wspólnoty i bez zachowania wymaganej szerokości przejścia. To właśnie takie przypadki są podstawą do interwencji.
Jeśli budynek ma wózkowinnię lub rowerownię – sprawa jest prosta i nie ma żadnego wyjątku: te pomieszczenia są właśnie po to, a trzymanie sprzętu na klatce nie jest dopuszczalne nawet „na chwilę”. Warto sprawdzić w administracji spółdzielni lub wspólnoty, jakie pomieszczenia wspólne są dostępne i kto wydaje do nich klucze – wiele osób po prostu nie wie, że w piwnicy czy na parterze istnieje wózkownia z wolnymi miejscami.
Kto może dostać mandat i jak przebiega kontrola
Straż pożarna ma szerokie uprawnienia do przeprowadzania kontroli w budynkach wielorodzinnych. Może działać zarówno na wniosek – np. po skardze mieszkańca lub zarządcy – jak i z własnej inicjatywy. Formalne kontrole są zapowiadane z wyprzedzeniem, jednak straż może też reagować doraźnie po interwencji. Mandat może dostać zarówno konkretny mieszkaniec, jeśli uda się ustalić, czyje rzeczy stoją na klatce, jak i zarządca budynku – jeśli ten nie reaguje na powtarzające się naruszenia i nie zapewnia drożności dróg ewakuacyjnych. Odpowiedzialność za stan części wspólnych spoczywa formalnie na właścicielu lub zarządcy nieruchomości, co oznacza, że zarząd wspólnoty mieszkaniowej może zostać ukarany za zaniedbania lokatorów, jeśli nie podejmował działań naprawczych.
Wspólnota dysponuje własnym zestawem narzędzi, zanim w ogóle wkroczy straż: pisemne wezwanie do usunięcia przedmiotów, nota obciążeniowa za koszty ewentualnego usunięcia na koszt właściciela, a w skrajnych przypadkach – powództwo sądowe. W skrajnych sytuacjach, gdy lokator permanentnie narusza zasady bezpieczeństwa i naraża innych mieszkańców na niebezpieczeństwo, sąd może nakazać przymusową sprzedaż lokalu – taką możliwość daje ustawa o własności lokali.
Co zabrać z klatki i gdzie to trzymać?
Pierwszym krokiem jest przejrzenie tego, co stoi lub leży na klatce czy w korytarzu, i ocena, czy każda z tych rzeczy może tam legalnie pozostać. Rowery i wózki – sprawdzić, czy w budynku jest rowerownia lub wózkownia; jeśli nie, złożyć wniosek na zebraniu wspólnoty o wyznaczenie miejsca zgodnego z przepisami. Materiały remontowe – usunąć niezwłocznie po zakończeniu prac, bo „chwilowe” składowanie na klatce to jedno z najczęściej karanych naruszeń. Stare meble i gabaryty – zamiast czekać na wolny termin wywozu, zawieźć do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych lub umówić odbiór z administracją dzielnicy. Substancje łatwopalne, butle gazowe, kanistry z benzyną – pod żadnym pozorem nie powinny znajdować się na klatce, balkonie, tarasie ani w piwnicy, chyba że jest to specjalnie wyznaczone, certyfikowane pomieszczenie.
Warto też sprawdzić regulamin budynku – spółdzielnie i wspólnoty często mają własne, szczegółowe zapisy dotyczące użytkowania części wspólnych, które mogą być surowsze niż ogólne przepisy. Nieznajomość regulaminu nie zwalnia z odpowiedzialności. Kary z 2026 roku są realne – i zdecydowanie nie warto przekonywać się o tym na własnym przykładzie.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.