Pozostawiony bagaż i skandalicznie lekkomyślne działanie ochroniarza w Złotych Tarasach
Wczoraj wybraliśmy się do Złotych Tarasów. Po krótkich zakupach postanowiliśmy iść coś zjeść. Ponieważ centrum powoli się zamykało, Panie, które sprzątały postanowiły już zetrzeć stoły. Okazało się, że jeden z klientów pozostawił plecak. Zgodnie z procedurami w tym momencie po sprawdzeniu czy w pobliżu nie ma właściciela, do akcji powinna wkroczyć policja. Tak się jednak nie stało.
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
Pani sprzątająca po przełożeniu plecaka na kosz, by wytrzeć stół, stwierdziła, ze trzeba wezwać ochronę, by sprawdziła czy paczka nie jest niebezpieczna. Po chwili przyszedł Pan ochroniarz, który… wziął plecak i poszedł.
Rozumiem, że personel sprzątający nie musi znać procedur, jednak wykwalifikowani ochroniarze, powinni reagować zgodnie z procedurami. Chyba, że takowych procedur Złote Tarasy nie posiadają. Gdyby rzeczywiście w plecaku znajdowałaby się niebezpieczna zawartość, to podniesienie go mogłoby być tragiczne w skutkach. Bagatelizowanie zagrożenia w momencie w którym co kilka tygodni słyszy się o niebezpiecznych zdarzeniach za granicą jest lekkomyślne. Tym bardziej, że Złote Tarasy, jako jedyna galeria handlowa, leżą w ścisłym centrum Warszawy. Obok znajduje się Dworzec Centralny, Pałac Kultury oraz liczne wieżowce.
Zapytaliśmy Centrum Złote Tarasy dlaczego nie została wezwana policja i czemu ochroniarz przełożył plecak. Czekamy na odpowiedź.
- Fot. Warszawa w Pigułce
- Fot. Warszawa w Pigułce
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.



