Dramat milionów Polaków. Już to odczuwasz, chociaż jeszcze nie wiesz

GUS podaje 2,5 proc., NBP mówi „cel inflacyjny osiągnięty”, a tymczasem 60 proc. średnich i dużych przedsiębiorstw działających w Polsce zapowiada podwyżki cen swoich produktów i usług w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wyniki najnowszego badania firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton brzmią jak ekonomiczna sprzeczność – ale tylko do momentu, gdy zrozumie się, dlaczego producenckie i konsumenckie miary inflacji mogą przez wiele miesięcy iść w różnych kierunkach.

Fot. Shutterstock

Trzy na pięć firm podnosi cenniki. Wskaźnik netto rośnie

Badanie International Business Report, przeprowadzone przez sieć Grant Thornton International w 38 krajach, przyniosło dla Polski jednoznaczny wynik: 60 proc. średnich i dużych firm zamierza podnieść ceny w ciągu najbliższego roku, podczas gdy zaledwie 3 proc. rozważa ich obniżkę. Tzw. wskaźnik netto – różnica między obiema grupami – wynosi 57 punktów procentowych. To wynik o 3 punkty procentowe wyższy niż przed rokiem.

Dla porównania: w szczytowych latach kryzysu inflacyjnego 2021-2023 wskaźnik przekraczał 80 punktów procentowych. Obecne odczyty są więc niższe, ale sam kierunek pozostaje niezmieniony od kilku lat – presja na podwyżki nie odpuszcza.

Co istotne, firmy nie planują drobnych korekt. Najczęściej wskazywany przez respondentów przedział to wzrost cen o 5-7 proc. rocznie – taki wariant wybrało 38 proc. firm deklarujących podwyżki. Kolejne 33 proc. planuje wzrosty w przedziale 3-4 proc. Co dziesiąta firma zamierza podnieść ceny o 8-10 proc., a co dwunasta – o ponad 10 proc. Wszystkie te liczby są wyraźnie wyższe od oficjalnego wskaźnika inflacji konsumenckiej.

Dlaczego inflacja producencka i konsumencka chodzą własnymi ścieżkami

Odpowiedź na pozorną sprzeczność wyjaśnia dr Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton. – Na inflację konsumencką składają się nie tylko ceny towarów i usług produkowanych w kraju, ale też ceny energii elektrycznej i gazu, które są w dużej mierze regulowane przez rząd, oraz ceny towarów importowanych, zależne od kursów walutowych – powiedział Mrowiec, cytowany przez Bankier.pl.

Innymi słowy: gdy złoty jest mocny, a rząd mrozi taryfy energetyczne, koszyk GUS-owski może przez dłuższy czas wyglądać uspokajająco – nawet gdy krajowi producenci podnoszą swoje cenniki o kilka procent. Efekt trafia do portfeli konsumentów z opóźnieniem wynoszącym od kilku do kilkunastu miesięcy. Mechanizm jest wielopoziomowy: producent podnosi cenę po wyczerpaniu kontraktów długoterminowych, hurtownik wchłania wzrost przez jakiś czas we własną marżę, detalista reaguje ostatni.

Grant Thornton prognozuje, że inflacja konsumencka w 2026 r. wyniesie 2,8 proc. – nieco powyżej obecnych odczytów i nieznacznie wyżej od konsensusu rynkowego. NBP w swojej projekcji szacuje CPI na 2,9 proc., PKO BP jest bardziej optymistyczny i zakłada 2,2 proc. Wyraźniejszego skoku – powyżej 3 proc. – analitycy Grant Thornton spodziewają się dopiero w 2027 r., gdy kumulacja tegorocznych podwyżek cen producenckich w pełni przejdzie przez łańcuch dystrybucji.

Dwa paliwa presji inflacyjnej: energia i wynagrodzenia

Za deklaracjami podwyżkowymi stoją 2 główne czynniki kosztowe, które wzajemnie się wzmacniają.

Pierwszy to koszty energii. Choć sytuacja energetyczna w Europie stopniowo się normalizuje, ceny gazu i prądu dla przedsiębiorstw wciąż pozostają na poziomach znacznie wyższych niż przed 2022 r. Aktualnie 59 proc. firm wskazuje koszty energii jako silną lub bardzo silną barierę rozwoju – to wynik wyraźnie niższy niż w szczytowym okresie kryzysu, gdy przekraczał 80 proc., ale nadal bardzo wysoki jak na standardy historyczne.

Drugi czynnik – w ocenie analityków Grant Thornton być może nawet ważniejszy – to presja płacowa. Bezrobocie w Polsce oscyluje w okolicach 3 proc., co daje pracownikom silną pozycję przetargową wobec pracodawców. Pracownicy od kilku lat żądają podwyżek odrabiających realne straty z okresu wysokiej inflacji 2022-2024. Koszty pracy jako istotną lub bardzo istotną barierę wskazuje 64 proc. badanych firm – jeden z najwyższych wyników w historii tego badania w Polsce.

Polska w środku stawki – Nigeria i Turcja biją rekordy

W globalnym badaniu Grant Thornton International, obejmującym 38 krajów, Polska z wynikiem 60 proc. lokuje się w środku stawki. W 9 krajach odsetek firm planujących podwyżki jest wyższy. Skrajne przypadki to Nigeria (82 proc. – skutek gwałtownej deprecjacji nairy) i Turcja (80 proc. – konsekwencja chronicznej wieloletniej inflacji na poziomie kilkudziesięciu procent). Wielka Brytania i Indie notują po 70 proc. Dane te pokazują, że presja kosztowa dotykająca polskich konsumentów ma charakter strukturalny i globalny, a nie wynika ze specyficznych błędów lokalnej polityki gospodarczej.

Co to oznacza dla Ciebie? Jak zaplanować domowy budżet na kolejne 12 miesięcy

Jeśli koszyk zakupowy twojego gospodarstwa domowego składa się głównie z krajowych produktów spożywczych, usług remontowych, restauracji czy odzieży produkowanej w Polsce – w najbliższym roku zapłacisz za nie od 3 do 7 proc. więcej niż dziś, niezależnie od tego, co pokaże oficjalny wskaźnik GUS. Niski oficjalny CPI jest częściowo efektem mrożenia taryf energetycznych i silnego złotego, a nie realnego spadku presji cenowej w całej gospodarce. Warto już teraz zaktualizować wielomiesięczne plany zakupowe, zablokować korzystne ceny tam, gdzie to możliwe (np. przy remontach czy zakupach sprzętu AGD), i uwzględnić w negocjacjach płacowych, że rynek producencki – wbrew statystykom – wciąż pracuje pod ciśnieniem.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl