Dramat wszystkich Polaków. Skutki odczujemy już niebawem. Eksperci nie mają żadnych wątpliwości
Luty zamknął się spokojnie – inflacja 2,1 proc., dokładnie tyle, ile ekonomiści zapowiadali. Ale spokój na wykresach GUS nie ma już wiele wspólnego z tym, co dzieje się na rynkach. Ceny ropy, gazu i zbóż drożeją w tempie, którego nie było od miesięcy. Powodem jest jeden wąski przesmyk między Zatoką Perską a Morzem Arabskim. To odbije się na inflacji, a w konsekwencji na cenach dla wszystkich nas.

Fot. Warszawa w Pigułce
Luty zgodnie z planem – koszyk się zmienił, inflacja nie
Główny Urząd Statystyczny podał 15 marca dane za luty: inflacja wyniosła 2,1 proc. rok do roku, tyle samo co w zrewidowanym odczycie za styczeń. Przy okazji lutowej publikacji GUS dokonał corocznej aktualizacji tzw. koszyka inflacyjnego – struktury wydatków przeciętnego polskiego gospodarstwa domowego. Tegoroczne wagi oparto na danych o wydatkach z 2025 roku.
To ważna techniczna zmiana, bo wcześniejszy odczyt za styczeń – 2,2 proc. – powstawał jeszcze na starych wagach z 2024 roku. Po aktualizacji GUS zrewidował go w dół do 2,1 proc. Mechanizm jest znany analitykom od lat. „Historycznie zmiana koszyka inflacyjnego częściej prowadzi w Polsce do obniżenia wskaźnika inflacji niż jego podwyższenia. Wynika to m.in. z rosnącego udziału usług, które charakteryzują się zwykle wyższą dynamiką cen niż towary, co przy zmianie wag podnosi punkt odniesienia” – wyjaśnia Dawid Pachucki, dyrektor Biura Analiz Makroekonomicznych i główny ekonomista PZU.
Tzw. inflacja bazowa – miara oczyszczona z cen energii i żywności, uważana za wskaźnik trwałych tendencji cenowych – też się uspokaja. Zdaniem ekonomistów PZU inflacja bazowa spadła z 2,7 proc. w grudniu ubiegłego roku do około 2,5-2,4 proc. w lutym. To dobra wiadomość dla tych, którzy liczą na obniżki stóp procentowych.
Ormuz zmienia równanie
Gdyby nie Bliski Wschód, lutowy odczyt inflacji byłby historią zamkniętą, a debata skupiałaby się na tym, kiedy Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na pierwsze cięcie stóp. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej.
Blokada Cieśniny Ormuz – efekt trwającej od 28 lutego operacji wojskowej USA i Izraela przeciwko Iranowi – gwałtownie pchnęła ceny surowców w górę. Skala problemu jest gigantyczna: przez Ormuz przepływa przeciętnie około 20 proc. globalnego handlu ropą i gazem. Przy światowym popycie rzędu 100 mln baryłek ropy i 11,5 mld m³ gazu dziennie, zamknięcie tego szlaku nie ma prostego zastępstwa.
Teoretycznie Arabia Saudyjska mogłaby skierować część wywozu ropy do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym – nawet do 7 mln baryłek dziennie. „Wąskim gardłem pozostają jednak moce załadunkowe tego portu, szacowane na około 2 mln baryłek dziennie” – wskazuje Pachucki. To zaledwie część tego, co normalnie płynie przez Ormuz.
W ślad za drożejącą ropą i gazem wzrosły też ceny zbóż – zarówno oleistych, jak rzepak, jak i pozostałych. Mechanizm jest prosty: droższy gaz to droższe nawozy, a droższe nawozy to wyższe koszty produkcji rolnej. Szok energetyczny szybko przenosi się na ceny żywności – co Polacy doskonale pamiętają z lat 2021-2023.
Marzec może przynieść inflację bliżej 3 proc.
Pierwsze echa blokady pojawią się już w marcowych danych. „W Polsce marcowa inflacja może wzrosnąć w okolice 3 proc.” – szacuje główny ekonomista PZU. To byłby wyraźny skok względem spokojnych 2,1 proc. z lutego.
Nie brakuje sygnałów, które mogłyby powstrzymać dalszy wzrost cen. USA zadeklarowały eskortowanie tankowców i zapewnienie ubezpieczeń transportowych. Stany Zjednoczone wraz z krajami współpracującymi w ramach Międzynarodowej Agencji Energetycznej uwolniły około jednej trzeciej strategicznych rezerw ropy. Pojawiają się też doniesienia, że Iran może dopuścić przepływ tankowców z wybranych państw.
To jednak za mało, żeby mówić o stabilizacji. „Wciąż nie widać w bliskiej perspektywie możliwości zakończenia konfliktu. Sytuacja pozostaje bardzo zmienna i nie można wykluczyć kolejnej fali eskalacji wydarzeń na Bliskim Wschodzie” – ostrzega Pachucki.
Jeśli do końca marca sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej ustabilizuje się, ceny ropy mogłyby zacząć spadać w kwietniu i maju. Latem inflacja mogłaby lekko się obniżyć – ale to scenariusz, który wymaga wygaśnięcia konfliktu. Na razie jest on jednym z możliwych, nie pewnych.
Stopy procentowe bez zmian – na razie
Kluczowe dla portfeli Polaków pytanie brzmi: czy wyższe ceny ropy zmuszą Radę Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp? Zdaniem ekonomistów PZU – nie. Logika jest następująca: blokada Ormuzu to klasyczny szok podażowy, który jednocześnie podbija koszty i hamuje aktywność gospodarczą. Reagowanie na niego podwyżkami stóp uderzyłoby w i tak osłabioną gospodarkę, nie rozwiązując przyczyny problemu.
„Najbardziej prawdopodobna jest strategia »wait-and-see«. Jeśli napięcia geopolityczne opadną, jesienią banki centralne mogłyby – w zależności od ścieżki inflacji – rozważać ostrożne obniżki kosztu pieniądza” – ocenia Pachucki.
Oznaczałoby to, że kredytobiorcy z ratami opartymi na zmiennym oprocentowaniu mogą liczyć na pierwsze obniżki jesienią tego roku – pod warunkiem, że Bliski Wschód przestanie dostarczać kolejnych zaskoczeń. Wiele zależy od tego, jak długo potrwa blokada strategicznej cieśniny i czy eskalacja konfliktu się zatrzyma.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.