Granice Polski do zmiany? Rząd wraca do tematu
Wraca temat, który przez lata był zamiatany pod dywan. Polska ponownie podnosi kwestię terytorium, które – według ustaleń sprzed dekad – powinno wrócić do naszego kraju. Sprawa może wywołać poważne napięcia z południowym sąsiadem.

Chodzi o 368 hektarów ziemi, które pozostały po korekcie granic z 1958 roku. Wówczas Polska przekazała Czechosłowacji więcej terenu, niż otrzymała w zamian. Ta różnica do dziś funkcjonuje jako tzw. dług terytorialny.
Przez lata temat praktycznie nie istniał w debacie publicznej. Sytuacja zmieniła się kilkanaście lat temu, gdy powołano wspólną komisję graniczną. Rozmowy ruszyły, a nawet pojawił się konkretny plan przekazania wybranych działek Polsce.
W 2015 roku czeski rząd zaakceptował listę terenów do zwrotu. Polska przygotowała projekt umowy i wszystko wskazywało na szybkie zakończenie sporu. Ostatecznie jednak dokument nigdy nie został podpisany.
Od tamtego momentu sprawa utknęła. Strona czeska wycofała się z ustaleń i nie podała oficjalnego powodu. Kolejne lata nie przyniosły przełomu.
Polska wraca teraz do tematu. Władze jasno sygnalizują, że chcą uregulowania tej kwestii na drodze międzynarodowej. Minister spraw zagranicznych poruszył ją ponownie w rozmowach z czeskim odpowiednikiem na początku 2026 roku.
Problem w tym, że po stronie czeskiej nie widać większej aktywności. Planowane konsultacje nie doszły do skutku, a negocjacje stoją w miejscu.
Spór dotyczy niewielkiego obszaru, ale jego znaczenie jest większe niż same hektary. Chodzi o zamknięcie sprawy, która ciągnie się od ponad 60 lat.
Na razie nie ma sygnałów, że konflikt szybko się zakończy. A jeśli rozmowy znów utkną, temat może wrócić z jeszcze większą siłą.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.