Kierowcy już to wiedzą! Prosty trik na zero punktów karnych. Wszystko legalnie.
Zamiast strachu przed utratą prawa jazdy, sprytny sposób, który jest całkowicie zgodny z prawem. Polscy kierowcy masowo korzystają z tej metody, by chronić swoje konto punktowe. Wyjaśniamy, jak to działa i dlaczego policja ma związane ręce.

Punkty karne to zmora każdego kierowcy. Wystarczy chwila nieuwagi, dwa niefortunne spotkania z fotoradarem i widmo egzaminu sprawdzającego staje się realne. Okazuje się jednak, że istnieje ścieżka, która pozwala zachować „czyste konto”, mimo popełnionego wykroczenia. Co najważniejsze – wszystko odbywa się w granicach obowiązującego prawa.
Fotoradar zrobił zdjęcie? To jeszcze nie koniec
Kluczem do sukcesu jest moment, w którym do właściciela pojazdu przychodzi wezwanie z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). Standardowo mamy trzy opcje: przyznanie się do winy, wskazanie innego kierowcy lub odmowa wskazania, kto prowadził auto.
To właśnie ta trzecia opcja stała się „bezpiecznikiem” dla osób, które mają już sporo punktów na koncie. Choć wiąże się ona z wyższym mandatem pieniężnym, ma jedną, kluczową zaletę w oczach wielu kierowców.
Wyższy mandat, ale zero punktów. Jak to możliwe?
Zgodnie z przepisami, jeśli właściciel pojazdu nie wskaże, komu powierzył auto do kierowania, zostaje ukarany mandatem za niewskazanie sprawcy. Kwota może być bolesna (często dwukrotność stawki za dane wykroczenie), ale prawo przewiduje tu specyficzną sytuację: za niewskazanie sprawcy nie nakłada się punktów karnych.
Dla wielu osób, dla których prawo jazdy jest narzędziem pracy, zapłacenie 1000 czy 2000 zł zamiast przyjęcia 15 punktów karnych, jest po prostu kalkulacją ryzyka. Wybierają mniejsze zło, chroniąc uprawnienia przed zatrzymaniem.
Warto jednak pamiętać o kilku istotnych kwestiach:
- Metoda ta działa głównie przy zdjęciach z fotoradarów i odcinkowych pomiarów prędkości.
- W przypadku bezpośredniej kontroli policyjnej nie ma możliwości „wykupienia się” od punktów – sprawca jest od razu zidentyfikowany.
- Służby coraz częściej przyglądają się zdjęciom wysokiej jakości, na których twarz kierowcy jest wyraźna, co może utrudnić zasłanianie się niewiedzą.
Czy to bezpieczna metoda?
Prawnicy potwierdzają: dopóki przepisy pozwalają na ukaranie właściciela za samo niewskazanie osoby kierującej, droga ta pozostaje legalna. Jest to jednak „kosztowna wolność”, która ma zniechęcać do piractwa drogowego portfelem, skoro nie można tego zrobić punktami karnymi.

Prawnik, menedżer i ekspert ds. prawa nowych technologii. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz prestiżowych studiów menedżerskich Executive MBA. Posiada unikalne kompetencje cyfrowe potwierdzone dyplomem SGH i Google w programie „Umiejętności Jutra AI”. Wieloletni praktyk samorządowy, który doskonale zna mechanizmy legislacyjne. W redakcji zajmuje się najtrudniejszymi tematami na styku regulacji prawnych, strategii biznesowych i sztucznej inteligencji, wyjaśniając, jak nowoczesne przepisy wpływają na przedsiębiorców i obywateli.