Koniec koszmaru o 2:00 nad ranem? Czas letni może zostać z nami na zawsze. Polska przechodzi do ofensywy
Rytuał przestawiania wskazówek, który dwa razy w roku dezorganizuje nasze życie, może wkrótce trafić na śmietnik historii. Zarówno w Warszawie, jak i w Brukseli trwają intensywne prace, by raz na zawsze pożegnać zmianę czasu. Politycy są zgodni jak nigdy – anachroniczny przepis przynosi więcej szkód niż pożytku. Sprawdzamy, czy Polska ma szansę stać się liderem rewolucji, która pozwoli nam spać spokojniej.

Fot. Pixabay / Warszawa w Pigułce
Od lat toczą się gorące dyskusje nad sensem majstrowania przy zegarach. Choć mechanizm wprowadzony przez Niemców w 1916 roku miał oszczędzać energię, dziś wydaje się reliktem przeszłości. Negatywne skutki odczuwamy wszyscy – od problemów ze snem, przez chaos w rozkładach jazdy, aż po wymierne straty finansowe. Unia Europejska i polski rząd coraz głośniej mówią „dość”.
Zdrowie na szali. Zawały i depresja w cenie zmiany czasu
Eksperci biją na alarm: manipulacja czasem to nie tylko niewinne przesunięcie wskazówek, ale potężny wstrząs dla naszego organizmu. Prof. Marta Jackowska z Uniwersytetu SWPS wyjaśnia, że zaburzenie zegara biologicznego wpływa na sen, trawienie, a nawet nastrój. Konsekwencje bywają dramatyczne – statystyki pokazują wzrost liczby śmiertelnych wypadków drogowych oraz zawałów serca tuż po zmianie czasu.
Główny Urząd Miar wskazuje na konkretne minusy jesiennej zmiany czasu. Krótsze popołudnia to mniej ruchu i większe ryzyko fotodepresji. Z kolei wiosenna „kradzież” godziny snu odbija się na naszej wydajności w pracy i szkole.
Gospodarka traci miliony. Pociągi stają w szczerym polu
Mit o oszczędnościach dawno upadł. Zmiana czasu generuje gigantyczne koszty dla firm i państwa. Najbardziej absurdalnym przykładem jest kolej – w noc zmiany na czas zimowy pociągi w całej Europie muszą przymusowo stać godzinę na najbliższej stacji, by dostosować się do rozkładu. Linie lotnicze borykają się z koniecznością przebudowy siatki połączeń, a banki wydają krocie na modernizację systemów informatycznych.
Dla pracodawców nocna zmiana czasu to także ból głowy. Pracownicy na nocnej zmianie pracują godzinę dłużej, za co należy im się dodatkowe wynagrodzenie lub czas wolny, co komplikuje rozliczenia i generuje koszty. Do tego dochodzi spadek efektywności zespołu, który przez kilka tygodni może borykać się ze skutkami niewyspania.
Polska chce skończyć z absurdem. Co na to Bruksela?
Polscy politycy przechodzą od słów do czynów. W Sejmie leży już projekt ustawy autorstwa PSL-Trzeciej Drogi, który zakłada wprowadzenie w Polsce całorocznego czasu letniego. Minister rozwoju Krzysztof Paszyk zapowiedział, że Polska wykorzysta swoją prezydencję w Radzie UE w 2025 roku, by „przerwać niemoc” w tej kwestii.
Problem w tym, że jako członek Wspólnoty nie możemy działać w pojedynkę. Samowolna decyzja Warszawy groziłaby karami finansowymi i chaosem w transporcie międzynarodowym. Klucz leży w Brukseli, gdzie temat utknął w martwym punkcie, mimo że aż 84% obywateli UE chce zniesienia zmiany czasu.
Kiedy przestawimy zegarki?
Póki co, musimy uzbroić się w cierpliwość. Najbliższa zmiana czasu nastąpi w nocy z 28 na 29 marca 2026 roku. O godzinie 2:00 przesuniemy wskazówki na 3:00, tracąc godzinę snu. Czy będzie to jedna z ostatnich takich nocy? Wiele na to wskazuje, choć droga do normalności wciąż wymaga politycznej zgody całej Europy.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.