Kupujesz elektronikę w 2026 roku? Zapłacisz dodatkową opłatę!
Od stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku każdy nowy smartfon, laptop, tablet czy telewizor będzie droższy o specjalną opłatę, którą Ministerstwo Kultury nazywa „rozszerzoną opłatą reprograficzną”, a konsumenci określają wprost jako ukryty podatek od elektroniki. Jeśli planujesz kupić telefon za dwa tysiące złotych, zapłacisz dwa tysiące dwadzieścia. Laptop za cztery tysiące będzie kosztował cztery tysiące czterdzieści, a telewizor za trzy tysiące – trzy tysiące trzydzieści. Opłata wynosi jeden procent wartości urządzenia i formalnie obciąża producentów oraz importerów, ale w praktyce to ty zapłacisz te dodatkowe pieniądze przy kasie, bo sprzedawcy wliczą koszt w końcową cenę bez osobnej pozycji na paragonie.

Fot. Warszawa w Pigułce
Nowa opłata nie jest klasycznym podatkiem – nie trafi do budżetu państwa, lecz do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, takich jak Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych czy stowarzyszenia muzyków, filmowców i pisarzy. Ma stanowić rekompensatę dla artystów za to, że konsumenci mogą legalnie kopiować ich utwory w ramach dozwolonego użytku prywatnego – nagrywać muzykę, filmy czy książki na prywatne urządzenia. Problem w tym, że większość Polaków dziś nie kopiuje niczego, tylko płaci za dostęp do Spotify, Netflixa, Apple Music czy YouTube Premium, więc będą zmuszeni płacić podwójnie – raz za dostęp do legalnych serwisów streamingowych, drugi raz przy zakupie urządzenia.
Opłata reprograficzna funkcjonuje w Polsce od lat dziewięćdziesiątych, ale dotychczas obejmowała przestarzałe urządzenia jak magnetofony kasetowe, nagrywarki DVD czy puste płyty CD-R. Ostatnia aktualizacja przepisów miała miejsce w dwa tysiące ósmym roku, więc przez siedemnaście lat lista objętych urządzeń nie obejmowała smartfonów, tabletów ani laptopów, które stały się podstawowymi narzędziami do konsumpcji treści cyfrowych. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego postanowiło dostosować przepisy do współczesnych realiów i rozszerzyć katalog na całą nowoczesną elektronikę.
Lista objętych urządzeń jest długa
Od pierwszego stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku opłatą reprograficzną zostaną objęte smartfony z pamięcią co najmniej trzydzieści dwa gigabajty, co w praktyce oznacza wszystkie nowe modele dostępne na rynku, bo telefony z mniejszą pamięcią praktycznie już się nie produkuje. Poza smartfonami na liście znalazły się tablety wszystkich rozmiarów, laptopy zarówno osobiste jak i służbowe, komputery stacjonarne używane w domach i biurach, telewizory wyposażone w funkcję nagrywania programów, drukarki wielofunkcyjne łączące drukowanie ze skanowaniem i kopiowaniem, skanery używane w urzędach i firmach oraz zwykłe kopiarki.
Do katalogu weszły również wszystkie nośniki danych służące do przechowywania plików cyfrowych – zewnętrzne dyski twarde o pojemności od kilkuset gigabajtów do kilkunastu terabajtów, pendrive’y USB od ośmiu gigabajtów wzwyż, karty pamięci SD i microSD używane w aparatach fotograficznych i smartfonach, a nawet zwykły papier biurowy kupowany w kilogramowych ryzach do drukarek. W skrócie każda nowoczesna elektronika która umożliwia kopiowanie, przechowywanie lub odtwarzanie treści cyfrowych zostanie obłożona dodatkową opłatą, którą konsument zapłaci przy zakupie.
Stawka opłaty wynosi jeden procent wartości produkcyjnej urządzenia dla większości elektroniki, ale w przypadku niektórych nośników pamięci i sprzętów biurowych może sięgnąć nawet dwóch procent. Ministerstwo podkreśla, że procent liczony jest od wartości produkcyjnej, a nie od ceny detalicznej w sklepie, co teoretycznie powinno oznaczać niższe kwoty, ale w praktyce producenci i importerzy i tak przeniosą cały koszt na konsumentów doliczając własną marżę handlową na szczycie.
Setki milionów złotych z kieszeni konsumentów
W skali pojedynczego zakupu opłata może wydawać się niewielka. Za smartfon warty dwa tysiące złotych zapłacisz około dwudziestu złotych dodatkowej opłaty, za laptop za cztery tysiące złotych – około czterdziestu złotych, za telewizor za trzy tysiące złotych – około trzydziestu złotych. Problem pojawia się gdy spojrzysz na skalę całego rynku elektroniki w Polsce, który wart jest kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Przy obrotach rzędu pięćdziesięciu miliardów złotych rocznie i opłacie jeden procent, wpływy mogą sięgnąć pięciuset milionów złotych rocznie, które zostaną wyciągnięte z kieszeni konsumentów i przekazane organizacjom reprezentującym artystów.
Zwolennicy opłaty argumentują, że Polska była jednym z ostatnich krajów w Unii Europejskiej które nie objęły smartfonów i tabletów taką daniną, podczas gdy podobne rozwiązania od dawna funkcjonują w Niemczech gdzie opłata wynosi od dziesięciu do trzydziestu sześciu euro w zależności od urządzenia, we Francji gdzie stawki wahają się od trzech do czternastu euro, czy na Węgrzech gdzie opłata sięga nawet pięćdziesięciu euro za droższe smartfony. Według zwolenników zebrane pieniądze rzeczywiście wspierają lokalnych artystów finansując ich fundusze emerytalne, projekty kulturalne i działalność twórczą.
Krytycy odpowiadają, że większość konsumentów dziś nie kopiuje już niczego prywatnie, tylko płaci miesięczne abonamenty za dostęp do serwisów streamingowych jak Spotify za dziewiętnaście złotych dziewięćdziesiąt dziewięć miesięcznie, Netflix za trzydzieści trzy – sześćdziesiąt złotych miesięcznie czy Apple Music za dziesięć złotych dziewięćdziesiąt dziewięć. Oznacza to, że te same osoby będą płacić podwójnie – raz za legalny dostęp do treści przez abonament, drugi raz przy zakupie urządzenia które teoretycznie mogłoby służyć do nielegalnego kopiowania, choć w praktyce tego nie robią.
Nie zobaczysz tego na paragonie
Najgorsze w tej opłacie jest to, że nie będzie widoczna jako osobna pozycja na paragonie czy fakturze. Producenci i importerzy po prostu wliczą ją w końcową cenę urządzenia, więc kupując smartfon za dwa tysiące dwadzieścia złotych nie będziesz wiedział czy to normalna cena rynkowa, czy może podstawowa cena wynosiła dwa tysiące a dwadzieścia złotych to właśnie ukryta opłata reprograficzna. Brak transparentności sprawia, że konsumenci nie mają świadomości ile faktycznie płacą na wsparcie dla artystów przy każdym zakupie elektroniki.
Dla firm i instytucji które kupują sprzęt komputerowy w dużych ilościach, takich jak szkoły wyposażające pracownie komputerowe, urzędy modernizujące systemy informatyczne czy przedsiębiorstwa IT zatrudniające setki programistów, zmiany mogą oznaczać wzrost kosztów inwestycyjnych o dziesiątki lub setki tysięcy złotych rocznie. Szkoła kupująca trzydzieści laptopów po cztery tysiące złotych sztuka zapłaci dodatkowo tysiąc dwieście złotych opłaty, firma IT wymieniająca sto komputerów – cztery tysiące złotych, urząd kupujący dwadzieścia drukarek wielofunkcyjnych – kolejne kilkaset złotych.
W praktyce oznacza to, że każda instytucja planująca zakupy sprzętu komputerowego w dwa tysiące dwudziestym szóstym roku musi już teraz zarezerwować dodatkowe środki w budżecie na pokrycie nowej opłaty, inaczej zabraknie pieniędzy na pełne wyposażenie. Samorządy które zaplanowały budżety na dwa tysiące dwudziesty szósty rok jesienią dwa tysiące dwudziestego piątego, mogą nie mieć wystarczających środków na zaplanowane inwestycje informatyczne, co zmusi je do redukcji liczby kupowanych urządzeń albo przesunięcia zakupów na kolejny rok budżetowy.
Co to oznacza dla ciebie
Jeśli planujesz kupno nowego smartfona, laptopa czy tabletu, rozważ zakup jeszcze w grudniu dwa tysiące dwudziestego piątego roku przed wejściem opłaty w życie. Zaoszczędzisz kilkadziesiąt złotych na każdym urządzeniu, co przy zakupie np. telefonu dla siebie i dla dziecka daje już oszczędność rzędu czterdziestu – pięćdziesięciu złotych. Jeśli nie planujesz wymiany sprzętu natychmiast, sprawdź jakie promocje oferują sklepy w grudniu – często przedświąteczne wyprzedaże dają większe rabaty niż przyszłoroczne podwyżki związane z opłatą.
Uważaj na nieuczciwych sprzedawców którzy mogą wykorzystać wprowadzenie opłaty do większych podwyżek niż uzasadnione. Jeśli telefon który w grudniu kosztował dwa tysiące złotych nagle w styczniu kosztuje dwa tysiące sto złotych, to prawdopodobnie sklep dolicza nie tylko dwadzieścia złotych opłaty, ale dodatkowo podnosi marżę o kolejne osiemdziesiąt złotych licząc, że konsument nie zorientuje się w różnicy. Przed zakupem sprawdź ceny w kilku sklepach i porównaj je z cenami z grudnia – różnica nie powinna przekraczać około jednego do dwóch procent.
Jeśli prowadzisz firmę lub pracujesz w dziale zakupów instytucji publicznej, zaplanuj większość dużych zakupów elektroniki na grudzień dwa tysiące dwudziestego piątego roku. Firma kupująca dziesięć laptopów po cztery tysiące złotych zaoszczędzi czterysta złotych, a przy zakupie pięćdziesięciu komputerów oszczędność wyniesie już dwa tysiące złotych. To może wydawać się niewiele w skali budżetu firmy, ale te pieniądze można przeznaczyć na dodatkowy sprzęt, oprogramowanie czy szkolenia dla pracowników.
Rozważ kupno używanego sprzętu zamiast nowego, jeśli nie potrzebujesz najnowszego modelu. Rynek wtórny nie jest objęty opłatą reprograficzną, więc kupując używany laptop czy telefon oszczędzasz nie tylko na podstawowej cenie, ale także unikasz dodatkowej opłaty. Dobrze utrzymany roczny laptop często kosztuje połowę ceny nowego, działa równie dobrze do podstawowych zastosowań i nie generuje opłaty dla organizacji artystycznych, której nie czujesz że powinieneś płacić skoro i tak płacisz za Spotify i Netflix.
Sprawdź czy twoja firma może skorzystać ze zwolnienia lub zwrotu części opłaty. Przepisy przewidują możliwość ubiegania się o zwrot opłaty przez firmy które kupują sprzęt wyłącznie do celów zawodowych niezwiązanych z kopiowaniem utworów – na przykład programiści którzy używają komputerów tylko do pisania kodu, graficy którzy tworzą własne dzieła, czy firmy księgowe które przetwarzają tylko dokumenty finansowe. Procedura jest skomplikowana i wymaga corocznego składania wniosków do organizacji zbiorowego zarządzania, ale przy dużych zakupach może się opłacić.
Pamiętaj, że opłata dotyczy tylko nowych urządzeń sprzedawanych w Polsce od pierwszego stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku. Jeśli kupiłeś telefon czy laptop przed tą datą, opłata cię nie dotyczy i nie musisz niczego dopłacać. Podobnie jeśli kupisz urządzenie za granicą i przywieziesz do Polski na użytek prywatny, teoretycznie powinieneś zgłosić to i uiścić opłatę, ale w praktyce nie ma mechanizmu kontroli i egzekucji dla drobnych zakupów prywatnych.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.