Leży w szufladzie od lat i może być wart fortunę. Ten dokument z PRL wciąż daje prawo do pieniędzy
Dla wielu osób to tylko relikt minionej epoki. Stara książeczka mieszkaniowa z czasów PRL często ląduje na dnie szuflady albo zostaje całkowicie zapomniana. Tymczasem wciąż może oznaczać konkretne pieniądze – i to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

To nie wkłady są najważniejsze
Na pierwszy rzut oka kwoty wpłacane w PRL nie robią dziś wrażenia. Inflacja sprawiła, że ich realna wartość znacząco spadła. Kluczowe jest jednak coś zupełnie innego.
Chodzi o tzw. premię gwarancyjną, którą finansuje państwo. To właśnie ona stanowi główną wartość książeczki. W praktyce może oznaczać wypłatę na poziomie nawet ponad 20 tys. zł.
Z danych bankowych wynika, że średnia wypłata w ostatnich latach przekraczała 21 tys. zł. Wciąż funkcjonuje też ogromna liczba takich dokumentów – blisko 1 mln aktywnych książeczek.
Nie każdy może dostać pieniądze
Kluczowa jest jedna data. Prawo do premii mają tylko osoby, których książeczka została założona przed 24 października 1990 roku.
Drugi warunek to rejestracja w PKO BP. Jeśli ktoś tego nie zrobił, wciąż może to nadrobić, choć może to wydłużyć czas oczekiwania na wypłatę.
Warto pamiętać, że pieniądze nie są przyznawane automatycznie. Konieczne jest spełnienie określonych warunków, najczęściej związanych z celami mieszkaniowymi.
Każdy przypadek jest liczony osobno
Nie ma jednej stałej kwoty dla wszystkich. Wysokość premii zależy m.in. od historii wpłat oraz wskaźników publikowanych przez GUS.
Dlatego dwie osoby z podobnymi książeczkami mogą otrzymać różne kwoty. W praktyce jednak zdecydowana większość wniosków kończy się wypłatą środków.
Zgubiłeś dokument? To jeszcze nie koniec
Co ciekawe, brak książeczki nie zawsze oznacza utratę pieniędzy. W wielu przypadkach możliwe jest odtworzenie danych w banku.
To oznacza, że nawet osoby, które nie mają fizycznego dokumentu, mogą spróbować odzyskać należne środki.
Co to oznacza dla ciebie?
Jeśli masz w domu starą książeczkę mieszkaniową albo pamiętasz, że była zakładana – warto to sprawdzić.
To jedna z tych sytuacji, gdzie coś pozornie bezwartościowego może zamienić się w realne pieniądze. I to bez konieczności dużego wysiłku.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.