List ze skarbówki może kosztować 500 zł. Kierowcy masowo dostają wezwania
Do wielu kierowców w całej Polsce trafiają teraz pisma, które potrafią mocno zaskoczyć. Chodzi o tzw. opłatę dodatkową w wysokości 500 zł za przejazdy autostradami sprzed kilku lat. Problem w tym, że wiele osób nie miało wtedy świadomości, że musi zapłacić.

Sprawa dotyczy okresu, gdy zniknęły bramki na państwowych autostradach i wprowadzono system elektronicznych opłat. Szlabany były podniesione, co dla wielu kierowców oznaczało jedno – przejazd jest darmowy. W rzeczywistości trzeba było zapłacić przez aplikację e-Toll, na stacji paliw albo online.
Efekt? Tysiące osób przejechało płatnymi odcinkami bez uiszczenia opłaty. Dziś wraca to do nich w postaci wezwań do zapłaty.
Skala jest ogromna. W jednym tylko roku wysłano ponad 85 tys. takich pism. To oznacza średnio kilkaset wezwań dziennie. Każdy nieopłacony przejazd to 500 zł kary. Jeśli ktoś jechał w obie strony, kwota rośnie do 1000 zł. W przypadku częstszych podróży rachunek potrafi sięgnąć kilku tysięcy.
Najbardziej zaskakuje to, że sprawy sprzed lat wciąż są rozliczane. Przepisy dają urzędnikom aż 5 lat na dochodzenie należności. Oznacza to, że wezwania mogą trafiać do kierowców jeszcze przez długi czas.
Teoretycznie można się odwołać. Kierowca ma 14 dni na złożenie sprzeciwu. Problem w tym, że w praktyce szanse na jego uznanie są bardzo małe. Nawet oczywiste pomyłki, jak błędny numer rejestracyjny w aplikacji, często nie są uznawane.
Dla wielu osób to spore zaskoczenie. Przejazd, który wydawał się darmowy albo opłacony, po latach zamienia się w kosztowną sprawę.
Jeśli dostałeś takie pismo, nie warto go ignorować. Bo wtedy kwota może tylko rosnąć, a sprawa trafi dalej.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.