List ze skarbówki może zaboleć. Polacy muszą zapłacić po 500 zł

Do wielu kierowców trafiają teraz pisma, które potrafią mocno zaskoczyć. Chodzi o tzw. „opłatę dodatkową” w wysokości 500 zł za przejazdy autostradami sprzed kilku lat. Problem w tym, że wielu osób nawet nie pamięta, że coś było do zapłaty.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Fot. Shutterstock

Sprawa dotyczy okresu, gdy na państwowych autostradach działał system elektronicznych opłat. Szlabany były wtedy podniesione, więc część kierowców uznała, że przejazd jest darmowy. W rzeczywistości należało zapłacić przez aplikację e-Toll albo kupić bilet.

Efekt? Dziś tysiące osób dostaje wezwania do zapłaty. Jak informuje Krajowa Administracja Skarbowa, tylko w jednym roku wysłano ponad 85 tys. takich pism. To setki przypadków dziennie.

Każdy nieopłacony przejazd oznacza karę 500 zł. Jeśli ktoś jechał autostradą w obie strony, kwota rośnie do 1000 zł. W skrajnych przypadkach sumy idą w kilka tysięcy.

Co ważne, takie należności nie znikają szybko. Mogą być dochodzone nawet przez 5 lat od końca roku, w którym powstał obowiązek zapłaty. Oznacza to, że wezwania mogą przychodzić jeszcze długo.

Wielu kierowców próbuje się odwoływać, ale tu zaczynają się schody. Formalnie jest taka możliwość – można złożyć sprzeciw w ciągu 14 dni. W praktyce jednak szanse na anulowanie kary są bardzo małe.

Nawet drobny błąd potrafi kosztować. Zdarzały się sytuacje, gdy ktoś zapłacił za przejazd, ale podał zły numer rejestracyjny w aplikacji. Dla urzędu to wystarczyło, by uznać przejazd za nieopłacony.

Wniosek jest prosty – system działa bez wyjątków i bez „taryfy ulgowej”. A jeśli ktoś korzystał z autostrad w tamtym okresie, musi liczyć się z tym, że list może jeszcze przyjść.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl