Listy od gmin już docierają do Polaków. Drakońskie kwoty za niewiedzę. Kary sięgają nawet miliona złotych

Gminy nadrabiają zaległości, wysyłając kontrolerów na prywatne posesje i ROD-y. Właściciele odpowiadają za rośliny, o których posadzeniu nikt ich nie ostrzegał, a oni sami po prostu o tym nie wiedzieli.

Mężczyzna z przerażeniem czyta wiadomość od gminy
Mężczyzna z przerażeniem czyta wiadomość od gminy. Fot. Warszawa w Pigułce

NIK wystawiła administracji publicznej ocenę negatywną

Raport Najwyższej Izby Kontroli z maja 2025 roku, efekt kontroli prowadzonych w latach 2020-2024 w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, 4 regionalnych dyrekcjach i 16 urzędach samorządowych, jest jednoznaczny: system zwalczania gatunków inwazyjnych w Polsce nie działa. Żadna z kontrolowanych gmin nie prowadziła kompleksowego rozpoznania gatunków inwazyjnych na swoim terenie. 5 gmin w ogóle nie uchwaliło programu ochrony środowiska. W 6 z 12 gmin, które taki program miały, nie uwzględniono w nim zadań dotyczących gatunków inwazyjnych – mimo że na ich terenie takie gatunki występowały. 10 z 17 urzędów nie współpracowało z innymi organami przy zwalczaniu inwazji.

Skutek tej bezczynności jest wymierny. 10 urzędów nie informowało właścicieli posesji o spoczywającym na nich obowiązku usunięcia gatunków inwazyjnych – dotyczyło to łącznie 326 prywatnych nieruchomości. Ludzie mieli zakazane rośliny na działkach od lat, bo nikt im o tym nie powiedział. W Gryfinie burmistrz podjął działania wobec stanowisk barszczu Sosnowskiego na gruntach gminnych dopiero w trakcie kontroli NIK – choć zgłoszenia wpływały do urzędu od maja 2023 roku. Na innych działkach gminy przeprowadzały działania zaradcze na własny koszt na cudzych nieruchomościach, bo nie poinformowały wcześniej właścicieli – nieuzasadnione wydatki z gminnych budżetów sięgnęły łącznie 65 tys. zł.

NIK wytknęła też, że GDOŚ wydał w 2016 roku 19,5 mln zł na projekt dotyczący zwalczania gatunków inwazyjnych – a jego ustalenia nie zostały w pełni wykorzystane przy tworzeniu krajowej listy zagrożeń. Spośród 468 rezerwatów przyrody kontrolowanych przez 5 RDOŚ, aż 298 z nich – czyli 64% – nie miało opracowanych planów ochrony, co oznacza, że nie zostały rozpoznane pod kątem występowania gatunków inwazyjnych. W każdej ze skontrolowanych regionalnych dyrekcji były przypadki braku działań zaradczych wobec inwazji w rezerwatach.

Raport opublikowany, gminy ruszyły w teren – i tu zaczyna się problem właścicieli działek

Po publikacji raportu NIK samorządy zaczęły masowo nadrabiać wieloletnie zaległości. Kontrole objęły prywatne ogrody, Rodzinne Ogródki Działkowe i działki rekreacyjne w całej Polsce. W miejscowości Kiekrz koło Poznania inspektorzy wykryli nieprawidłowości w 80 spośród 450 skontrolowanych działek – to niemal co piąta posesja. Najczęstsze problemy to brak rachunków za wywóz nieczystości, amatorskie zbiorniki z kręgów betonowych bez dna i odprowadzanie ścieków do rowów.

Zmieniły się też metody kontroli. Gminy coraz szerzej korzystają z dronów, zdjęć satelitarnych i systemów analizujących dane geodezyjne. Urzędnicy porównują aktualny stan działki ze starszymi fotografiami lotniczymi i mogą wykryć nowe budowle lub zmiany w nasadzeniach bez wchodzenia na teren – a sam widok nowych obiektów w porównaniu z dokumentacją wystarczy, żeby wszcząć postępowanie.

Lista zakazanych roślin rośnie szybciej niż sezony ogrodnicze

Problem zaostrza fakt, że prawo zmienia się błyskawicznie. Na mocy rozporządzenia wykonawczego Komisji Europejskiej 2025/1422 z 17 lipca 2025 roku, obowiązującego od 7 sierpnia 2025, unijna lista inwazyjnych gatunków obcych (IGO) rozszerzyła się o kolejne 26 roślin i zwierząt. Polskie rozporządzenie Rady Ministrów obejmuje łącznie 107 gatunków – 88 wpisanych na listę unijną i 19 stwarzających zagrożenie dla Polski. Roślina kupiona legalnie w sklepie ogrodniczym dwa lata temu może być dziś gatunkiem zakazanym.

Nowe przepisy wprowadzają zróżnicowane terminy dostosowania dla różnych podmiotów. Sklepy ogrodnicze i centra handlowe mają czas do 7 sierpnia 2026 roku na sprzedaż posiadanych zapasów podmiotom niekomercyjnym lub do 7 sierpnia 2027 roku na przekazanie ich np. do placówek naukowych. Prywatni posiadacze zwierząt z nowych pozycji listy musieli złożyć wnioski o zezwolenie na dalsze przetrzymywanie do 7 lutego 2026 roku. Niezastosowanie się do przepisów jest traktowane jako przestępstwo lub wykroczenie – kary administracyjne mogą sięgać 1 000 000 zł.

Dla przeciętnego właściciela działki realne ryzyko to mandaty w przedziale 500-5000 zł za pojedyncze wykroczenie – za nielegalne nasadzenia IGO, odmowę udostępnienia terenu do kontroli lub nierealizowanie nakazu usunięcia roślin. Do tego dochodzą koszty samego usunięcia roślin, które w przypadku rdestowców czy barszczu Sosnowskiego mogą być znaczące – są to gatunki trudne do eliminacji, wymagające wielokrotnych zabiegów.

Ognisko na własnej działce – teraz nawet 30 tys. zł grzywny

Od 2 stycznia 2026 roku weszła w życie nowelizacja kodeksu wykroczeń (ustawa z dnia 7 listopada 2025 r. o zmianie ustawy – Kodeks wykroczeń oraz ustawy – Kodeks postępowania w sprawach o wykroczeniach), która radykalnie zaostrzyła kary za wypalanie traw i rozniecanie ognia na działkach. Mandat za ognisko służące utylizacji odpadów roślinnych wzrósł z 500 zł do 5 000 zł. Skierowanie sprawy do sądu grozi grzywną do 30 000 zł. Straż miejska i policja wyraźnie zaznaczyły, że wiosna 2026 roku będzie pod tym względem kontrolowana rygorystycznie – wypalanie traw po zimie, mimo krążącego mitu o użyźnianiu gleby, jest zakazane i zagrożone realną karą.

Równolegle trwają kontrole kominków i pieców. Właściciele urządzeń grzewczych niespełniających norm po 31 grudnia 2025 roku narażeni są na mandaty do 500 zł za używanie kopciucha i grzywny do 5 000 zł po skierowaniu sprawy do sądu – a w tle ryzyko problemów z ubezpieczeniem domu.

Altana, szamba, gruz – trzy pewne powody do kary

Poza roślinami inspektorzy sprawdzają trzy obszary, które najczęściej generują nieprawidłowości. Pierwsza to budowle stawiane bez zgłoszenia. Altana do 35 m² wymaga zgłoszenia do starostwa powiatowego przed rozpoczęciem budowy – z formularzem, mapą sytuacyjną i szkicem – i odczekania 21 dni na milczącą zgodę. Altana powyżej 35 m² wymaga pełnego pozwolenia i projektu architektonicznego. Ściana bez okien ani drzwi – minimum 3 metry od granicy, ze ścianą z oknami lub drzwiami – 4 metry. W Rodzinnych Ogrodach Działkowych obowiązują przepisy ustawy o ROD: altana do 35 m², wysokość do 5 metrów przy dachu stromym i do 4 metrów przy płaskim, odległość od granicy działki minimum 3 metry.

Druga kwestia to szamba. Właściciel działki z bezodpływowym zbiornikiem musi przechowywać rachunki za wywóz nieczystości przez minimum 3 lata. Brak dokumentacji – mandat 500 zł, sprawa sądowa – do 5 000 zł. Amatorskie zbiorniki z kręgów betonowych bez dna są nielegalne. Odprowadzanie ścieków do rowów lub cieków wodnych to poważne naruszenie przepisów o ochronie środowiska. Inspektorzy coraz częściej porównują zużycie wody z ilością udokumentowanych wywozów nieczystości – rozbieżność automatycznie kieruje sprawę dalej. Skrajne naruszenia w tym obszarze mogą skończyć się karami do 50 000 zł.

Trzecia kwestia to składowanie odpadów. Gruz po remoncie, stare opony, resztki materiałów budowlanych pozostawione bez zabezpieczenia na działce mogą być zakwalifikowane jako nielegalne składowisko odpadów. Mandat za naruszenie art. 191 ustawy o odpadach wynosi do 500 zł, grzywna po skierowaniu do sądu – do 5 000 zł.

Co to oznacza dla Ciebie? Zrób przegląd działki zanim przyjedzie inspektor

Pierwsze, co warto zrobić, to sprawdzić aktualną listę gatunków inwazyjnych na stronie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Lista rozrosła się o 26 pozycji w sierpniu 2025 roku i zmienia się wraz z nowymi rozporządzeniami UE – roślina, którą sadziłeś jako ozdobę, może już być zakazana. Szczególnie popularne w polskich ogrodach gatunki ryzyka to nawłoć kanadyjska, niecierpek gruczołowaty, kolczurka klapowana, rdestowce i bożodrzew gruczołkowaty. Jeśli któraś z nich rośnie na działce – trzeba ją usunąć, a odpady po usunięciu zutylizować zgodnie z przepisami, bo zakopywanie pędów z nasionami wymaga specjalnej techniki, by nie wzbogacić banku nasion w glebie.

Jeśli posiadasz budowlę bez zgłoszenia – altanę, wiatę, szopę – sprawdź, czy możliwa jest legalizacja zanim urząd sam to wykryje ze zdjęcia satelitarnego. Koszt legalizacji wynosi zazwyczaj 2 500-5 000 zł i jest niższy niż mandat plus nakaz rozbiórki. Rachunki za wywóz szamba i umowy z firmą asenizacyjną przechowuj przez minimum 3 lata w segregatorze – to pierwsza rzecz, której szukają inspektorzy. Na pismo z urzędu odpowiadaj w ciągu 7-14 dni – brak reakcji automatycznie zamyka drogę do polubownego załatwienia sprawy i przekształca się w nałożenie kary.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl