Ludzie spontanicznie gromadzą się pod szpitalem na Szaserów, gdzie zmarł żołnierz. Palą znicze
Przed bramą Wojskowego Instytutu Medycznego przy ulicy Szaserów w Warszawie gromadzą się tłumy pogrążone w zadumie i smutku. To właśnie tu, pomimo wysiłków lekarzy, odszedł dziś żołnierz, który został śmiertelnie ugodzony nożem podczas służby na polsko-białoruskiej granicy.
Ludzie przychodzą spontanicznie, pragnąc oddać hołd bohaterowi, który poświęcił życie w obronie Ojczyzny i jej obywateli. Przed szpitalną bramą płoną dziesiątki zniczy – cichych symbolów pamięci, współczucia i szacunku dla 21-letniego Mateusza oraz jego najbliższych.
Gwar rozmów miesza się z ciszą zadumy. Niektórzy ze łzami w oczach wspominają tragicznie zmarłego żołnierza, podkreślając jego odwagę i oddanie służbie. Inni w milczeniu wpatrują się w morze płomyków, składając niemą modlitwę lub po prostu oddając się refleksji nad kruchością życia i heroizmem tych, którzy gotowi są je poświęcić w imię wyższych wartości.
Wśród zgromadzonych widać różne pokolenia – starszych i młodszych. Ta różnorodność pokazuje, jak wielkim wstrząsem dla całego społeczeństwa była śmierć żołnierza. Jego ofiara przypomniała nam o cenie, jaką czasem trzeba zapłacić za nasze bezpieczeństwo i wolność.
Z minuty na minutę tłum przed szpitalem rośnie. Ludzie przychodzą, by choć na chwilę się zatrzymać, zapalić znicz i zadumać nad tragizmem tej śmierci. Dla wielu z nich to także forma wyrażenia sprzeciwu wobec agresji i przemocy, z jaką muszą mierzyć się polscy żołnierze i funkcjonariusze na granicy.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.
