Masz czas do końca roku na wymianę. 5 tys. zł za używanie starego urządzenia
Zostało kilka miesięcy. Po tej dacie każde rozpalenie kończy się mandatem. Straż może wejść do kotłowni bez zapowiedzi i sprawdzić, czym palisz. Za każdą kontrolę płacisz od nowa. Tysiące właścicieli domów wciąż o tym nie wie.

Fot. Shutterstock
31 grudnia 2025 to ostatni dzień, kiedy w wielu województwach Polski można legalnie palić w starym piecu. Od 1 stycznia 2026 roku każdy komin wypluwający dym z kopciucha to wykroczenie. Straż miejska lub gminna może przyjechać o dowolnej porze dnia, sprawdzić typ pieca i wystawić mandat. 500 zł na miejscu albo sprawa do sądu i wtedy nawet 5000 zł grzywny.
Termin mijał już wcześniej dla najstarszych pieców. Najpierw wyleciały kotły bez tabliczki znamionowej. Potem te starsze niż 10 lat. Teraz przyszła kolej na wszystkie urządzenia bezklasowe – te, które nie spełniają żadnej normy emisji. W Podkarpackiem, na Śląsku, w Małopolsce, Wielkopolsce – tam od stycznia palenie kopciuchem to już przestępstwo.
Kontrolerzy sprawdzają już teraz
Straże nie czekają do stycznia. Kontrole trwają od października. Sprawdzają głównie na podstawie zgłoszeń sąsiadów, ale coraz częściej działają też prewencyjnie. Wybierają obszary gdzie smog jest najgorszy, przeglądają dane z systemu CEEB i jadą sprawdzić, kto tam pali.
Pan Marek z Nowego Sącza dostał mandat w połowie października. Strażnicy przyjechali około 18:00, kiedy w piecu było właśnie rozpalone. Sprawdzili tabliczki na kotle – kocioł sprzed 2008 roku, żadnej klasy emisyjnej. „Mówili że rozumieją, że jest zimno, ale prawo jest prawe. 500 złotych” – opisywał sytuację na jednym z forów internetowych.
To nie jednorazowa kara. Jeśli tydzień później przyjadą ponownie i zastaną rozpalone, znowu wystawiają mandat. Pan Marek w ciągu miesiąca dostał 3 takie kary. Po trzeciej sprawa trafiła do sądu. Tam grozi mu do 5000 zł grzywny. Suma: ponad 6000 zł kar za palenie w piecu, który jeszcze rok temu był legalny.
Właściciele starych pieców tłumaczą że nie mieli pieniędzy na wymianę. Ale sądy tego argumentu nie przyjmują. Terminy obowiązują od kilku lat, były ogłaszane w mediach, wywieszone na stronach gmin. Kto się nie dostosował, ten ponosi konsekwencje.
Piece kaflowe też znikają z domów
Największym zaskoczeniem dla wielu właścicieli jest zakaz pieców kaflowych. Te piękne, tradycyjne konstrukcje, często przechodzące z pokolenia na pokolenie, teraz trafiają na złom. Od 1 stycznia 2026 roku można je użytkować tylko jeśli spełniają normy ekoprojektu albo mają sprawność minimum 80 procent.
Problem w tym, że większość starszych pieców kaflowych tych parametrów nie osiąga. Szczególnie te z lat 80. i 90., gdy o emisji nikt nie myślał. Pięknie wyglądają, dobrze grzeją, ale spalają nieefektywnie i dymią jak lokomotywa. Teraz trzeba je albo wymienić całkowicie, albo doposażyć w specjalne wkłady filtrujące.
Pani Joanna z Krakowa miała piec kaflowy wybudowany przez dziadka w 1975 roku. Była dumna z tego urządzenia – kolorowe kafle, sprawna konstrukcja, ogrzewająca cały dom. Straż miejska przyjechała w listopadzie podczas rutynowej kontroli. Sprawdzili dokumenty – brak certyfikatu ekoprojektu, brak pomiarów sprawności. Wystawili nakaz zaprzestania użytkowania. Do końca roku musi zamontować wkład kominkowy z filtrem albo przestać palić. Koszt takiego wkładu? Minimum 15 000 zł.
Właściciele protestują, że to niszczenie tradycji i kultury. Tłumaczą że piece kaflowe to dzieła sztuki, często unikalne, wykonane przez zawodowych kaflarzy. Ale przepisy są bezwzględne. Ekologia ważniejsza od estetyki.
Kominki rekreacyjne też podlegają zakazom
Myślisz że twój kominek używany tylko w święta nie musi spełniać norm? Źle myślisz. Przepisy nie robią różnicy między głównym źródłem ciepła a kominkiem rekreacyjnym. Jeśli palisz w kominku drewno lub pellet, to urządzenie musi spełniać wymagania ekoprojektu.
To zaskoczenie dla tysięcy właścicieli domów z kominkami. Kupowali je głównie dla przyjemności, romansu, niesamowitego widoku płomieni. Używali sporadycznie, może raz w tygodniu zimą. Myśleli że skoro to nie podstawowe ogrzewanie, to przepisy ich nie dotyczą.
Pan Tomasz z Wrocławia dostał mandat za palenie w kominku podczas wigilijnego wieczoru. Straż przyjechała po zgłoszeniu sąsiada, który narzekał na dym. Sprawdzili dokumenty kominka – zamontowany w 2012 roku, bez certyfikatu ekoprojektu. Mandat 500 zł. „To absurd, paliłem raz w roku i dostaję karę” – żalił się w lokalnej prasie.
Straże tłumaczą że przepisy są jednoznaczne. Każde urządzenie spalające paliwo stałe musi spełniać normy. Nieważne czy używasz go codziennie czy raz do roku. Liczy się sam fakt rozpalenia.
Gdzie terminy są najbardziej bezwzględne
Najostrzejsze przepisy obowiązują w województwach najbardziej zasmogowanych. Tam gdzie przez lata normy przekraczano wielokrotnie, tam teraz urzędy są najbardziej bezlitosne w egzekwowaniu zakazów.
Na Śląsku od 1 stycznia 2026 roku zakazane są wszystkie kotły pozaklasowe. Nie można użytkować urządzeń, które nie spełniają żadnej normy emisyjnej. Już teraz kontrole tam są najbardziej intensywne w kraju. Straże miejskie sprawdzają setki gospodarstw tygodniowo.
W Małopolsce podobnie. Tam dodatkowo wprowadzono zakaz stosowania niektórych paliw. Nie można palić mułem węglowym, flotem, mieszankami z ich udziałem. Kontrolerzy sprawdzają nie tylko piec, ale też co jest w składzie obok kotłowni. Jeśli znajdą worek z zakazanym paliwem – mandat.
W Podkarpackiem harmonogram jest podzielony według wieku kotłów. Do końca 2025 roku trzeba było wymienić nawet te stosunkowo młode – poniżej 5 lat od daty produkcji, jeśli nie mają certyfikatu klasy. Od 2028 zakaz obejmie także kotły klasy 3 i 4.
Wielkopolska poszła krok dalej. Tam od 2026 roku zakazane są nie tylko kopciuchy, ale również niektóre piece i kominki, które teoretycznie spełniają normy, ale nie osiągają wymaganej sprawności 80 procent. To zmusza właścicieli do wykonywania kosztownych pomiarów i certyfikacji.
Jak straż sprawdza co palisz
Kontrola wygląda prosto i szybko. Strażnicy pukają do drzwi, przedstawiają się i proszą o dostęp do kotłowni. Muszą być wpuszczeni w obecności właściciela lub pełnoletniego domownika. Jeśli nikogo nie ma, nie mogą wejść, ale wtedy zostawiają wezwanie na ustaloną datę.
W kotłowni sprawdzają najpierw tabliczkę znamionową na piecu. Tam powinien być widoczny rok produkcji, moc urządzenia i klasa emisyjna. Jeśli tabliczki nie ma albo jest nieczytelna – to już podstawa do kary. Brak tabliczki oznacza automatycznie że piec jest pozaklasowy.
Potem sprawdzają dokumenty – kartę gwarancyjną, certyfikat klasy, dokumentację techniczną. Jeśli właściciel nie potrafi udowodnić że piec spełnia wymogi, dostaje pouczenie lub mandat w zależności od uznania strażnika i dotychczasowej historii kontroli.
Kontrolerzy sprawdzają też czy piec jest rozpalony. Jeśli tak, patrzą na dym z komina. Gęsty, czarny dym to dowód spalania złego paliwa albo źle ustawionej pracy kotła. To kolejna podstawa do kary.
Pan Andrzej z Rzeszowa miał nowy kocioł klasy 5, ale palił w nim śmieciami. Straż przyjechała po zgłoszeniu sąsiada który czuł smród spalonych plastików. Kocioł był legalny, ale sposób użytkowania nie. Mandat 500 zł za spalanie odpadów plus nakaz kontroli komina przez uprawnionego kominiarza na koszt właściciela.
Co grozi poza mandatem
Mandat to najmniejsze zmartwienie. Prawdziwe problemy zaczynają się potem. Każda kontrola jest dokumentowana i trafia do urzędu gminy. Jeśli inspektor nadzoru budowlanego uzna że sytuacja stanowi zagrożenie, może wydać decyzję administracyjną.
Najlżejsza z możliwych to nakaz usunięcia nieprawidłowości w określonym terminie. Właściciel dostaje 30 lub 60 dni na wymianę pieca. Jeśli się nie zastosuje, kolejna kontrola i wtedy już grzywna administracyjna do 5000 zł.
Gorsza sytuacja to zakaz użytkowania pieca do czasu wymiany. To oznacza że nie można palić w ogóle, nawet jak jest minus 20 stopni. Trzeba szukać alternatywnych źródeł ciepła – grzejniki elektryczne, klimatyzacja z funkcją grzania, cokolwiek. Rachunek za prąd potrafi wtedy wzrosnąć o kilka tysięcy złotych miesięcznie.
Najgorsza możliwa konsekwencja to zakaz użytkowania całego budynku. Jeśli inspektor stwierdzi bezpośrednie zagrożenie życia albo zdrowia, może nakazać opuszczenie nieruchomości. To skrajne przypadki, ale się zdarzają. Głównie w starych budynkach gdzie oprócz nielegalnego pieca są też inne problemy techniczne – zły stan komina, nieszczelna instalacja gazowa, zagrożenie pożarem.
Ile kosztuje wymiana pieca
Najtańsze rozwiązanie to nowy kocioł na paliwo stałe klasy 5. Samo urządzenie kosztuje od 8000 do 15 000 zł w zależności od mocy. Do tego dochodzi montaż – kolejne 2000-3000 zł. Jeśli trzeba wymienić też komin lub zrobić nowe przyłącza, koszty rosną do 20 000-25 000 zł.
Droższe ale bardziej ekologiczne to kotły gazowe. Kocioł kondensacyjny dobrej jakości to wydatek 12 000-18 000 zł. Montaż 3000-5000 zł. Ale najpierw trzeba mieć dostęp do gazu. Jeśli nie ma przyłącza, trzeba je doprowadzić. Koszt? Od 10 000 do nawet 50 000 zł w zależności od odległości od sieci.
Pompy ciepła to najdroższe rozwiązanie. Samo urządzenie z montażem to minimum 40 000 zł, często więcej. W starych domach trzeba często wymienić też instalację grzewczą – stare piece na paliwo stałe wymagały wysokich temperatur, pompy ciepła pracują efektywnie tylko z niskotemperaturowym ogrzewaniem podłogowym. Pełna modernizacja? Nawet 100 000-150 000 zł.
Pani Maria z Tarnowa oblicza że żeby dostosować się do przepisów, musiałaby wydać około 45 000 zł. Ma 72 lata i emeryturę 2400 zł. Nie ma żadnych oszczędności. Bank nie da jej kredytu ze względu na wiek. Program Czyste Powietrze wymaga audytu energetycznego i własnego wkładu minimum 10 000 zł. „Nie mam takich pieniędzy. Będę musiała palić w nielegalnym piecu i liczyć że kontroli nie będzie” – mówiła w rozmowie na lokalnym forum.
Program Czyste Powietrze a rzeczywistość
Rząd chwali się programem Czyste Powietrze jako rozwiązaniem dla właścicieli starych pieców. W teorii brzmi dobrze – dotacje do 69 000 zł na wymianę źródła ciepła i termomodernizację. W praktyce większość właścicieli kopciuchów nie może z programu skorzystać.
Przede wszystkim wymóg audytu energetycznego. To dodatkowy koszt 1500-3000 zł, który trzeba zapłacić z własnej kieszeni przed złożeniem wniosku. Dla wielu właścicieli starych pieców to już bariera nie do przejścia.
Potem własny wkład. Program nie pokrywa 100 procent kosztów. Nawet w najlepszym wariancie dla najuboższych pokrywa 90 procent. To oznacza że przy inwestycji 50 000 zł trzeba mieć własne 5000 zł. Plus te wydatki przed dotacją – audyt, projekt, pozwolenia.
Kolejny problem to czas oczekiwania. Od złożenia wniosku do wypłaty pierwszej transzy mija często 6-8 miesięcy. Wykonawca nie zaczyna prac dopóki nie dostanie pieniędzy. A właściciel siedzi z nielegalnym piecem i ryzykuje mandaty przez kilka miesięcy.
Pan Grzegorz z Kielc złożył wniosek w marcu 2025. Dostał pozytywną decyzję w sierpniu. Pierwszą transzę wypłacono w październiku. Wymiana pieca wraz z ociepleniem nastąpiła w grudniu. Przez 9 miesięcy ryzykował mandaty. „Miałem szczęście, kontrola była tylko raz i dostałem pouczenie. Ale żyłem w stresie każdego dnia” – relacjonował na forum budowlanym.
Są też przypadki odmowy dotacji. Program ma określone wymogi techniczne – dom musi spełniać minimalne standardy izolacji, nie może być zbyt duży, właściciel nie może zarabiać powyżej określonego limitu. Pan Krzysztof zarabia 7500 zł brutto miesięcznie. To o 500 zł za dużo dla pełnej dotacji. Dostał mniejsze dofinansowanie, musiał dołożyć z własnej kieszeni 18 000 zł. Tych pieniędzy nie miał, wziął kredyt. Teraz płaci 600 zł raty przez 5 lat.
Różne województwa różne terminy
W tym chaosie najtrudniejsze jest ustalenie co faktycznie obowiązuje. Każde województwo ma własną uchwałę antysmogową z własnymi terminami. To co już jest nielegalne na Śląsku, w Lubuskiem dopiero będzie za 2 lata.
W Zachodniopomorskiem kotły pozaklasowe trzeba wymienić dopiero do końca 2027 roku. Kotły klasy 3 i 4 można użytkować do 2028. To daje właścicielom czas na zaplanowanie wydatków i skorzystanie z programów wsparcia.
W Lubelskiem terminy są pośrednie. Kotły bezklasowe do końca 2026, klasy 3 i 4 także do końca 2026. Ale piece kaflowe i kominki mają czas do końca 2027.
Na Mazowszu podobnie jak w Małopolsce – najstarsze kopciuchy już nie mogą działać, pozostałe muszą zniknąć stopniowo do 2028 roku.
Dwa województwa w ogóle nie mają uchwał antysmogowych. Warmińsko-mazurskie i podlaskie. Tam formalnie można palić kopciuchami bez konsekwencji. Ale to nie oznacza pełnej dowolności. Obowiązują ogólnokrajowe przepisy o jakości paliw oraz lokalne regulacje gminne. Niektóre gminy same wprowadziły własne ograniczenia.
Pan Robert przeprowadził się z Krakowa na wieś pod Białymstokiem. Myślał że będzie mógł legalnie palić starym piecem. Okazało się że jego gmina przyjęła własną uchwałę zakazującą kopciuchów już od 2024 roku. Musiał wymienić piec mimo że przeprowadzał się właśnie z tego powodu.
Unia Europejska naciska na pełną dekarbonizację ogrzewania do 2040 roku
To nie koniec zmian. Unia Europejska naciska na pełną dekarbonizację ogrzewania do 2040 roku. Oznacza to stopniowe eliminowanie wszystkich pieców na paliwa stałe, nawet tych najnowocześniejszych.
Od 2028 roku w większości województw zakazane będą kotły klasy 3 i 4. Od 2030 zakaz może objąć także część kotłów klasy 5, jeśli nie będą spełniać zaostrzonych norm emisji. Ostateczny cel to całkowite odejście od węgla, drewna i pelletu w ogrzewaniu domów.
Eksperci szacują że do wymiany pozostaje jeszcze około 3 miliony starych pieców w Polsce. Przy obecnym tempie wymian zajmie to kolejne 10-15 lat. Ale terminy będą coraz krótsze, kontrole coraz częstsze, kary coraz wyższe.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada też zmiany w programie Czyste Powietrze. Ma być prostszy, szybszy, bardziej dostępny dla uboższych rodzin. Czy faktycznie tak będzie, przekonamy się w 2026 roku.
Na razie pewne jest jedno – era kopciuchów się kończy. Kto ma stary piec, ten powinien już teraz planować wymianę. Czekanie do ostatniej chwili oznacza ryzyko mandatów, braku dostępnych terminów u monterów oraz problemów z dotacjami.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.