Masz tylko kilka tygodni. Kto nie zdąży, straci 400 zł. Urząd jasno wskazał termin
Wielu seniorów może przegapić pieniądze, które są już na wyciągnięcie ręki. Chodzi o świadczenie w wysokości 400 zł, ale jest jeden warunek – bez wniosku nikt go nie dostanie. A czasu zostało niewiele.

400 zł dla seniora. Ale nie dla każdego automatycznie
Samorządy coraz częściej wprowadzają własne programy wsparcia dla najstarszych mieszkańców. To odpowiedź na rosnące ceny i realny spadek siły nabywczej emerytur.
Jednym z takich rozwiązań jest tzw. bon dla seniora. W 2026 roku jego kwota została podniesiona do 400 zł. To więcej niż wcześniej, ale jednocześnie pojawił się haczyk, o którym wiele osób nie wie.
Pieniądze nie trafią automatycznie na konto. Trzeba złożyć wniosek.
Kluczowa data. Po niej pieniądze przepadają
Urzędnicy jasno wskazali termin. Wnioski można składać tylko do 29 maja 2026 roku.
To oznacza jedno – jeśli ktoś spóźni się choćby o dzień, wniosek nie zostanie rozpatrzony w tym roku. I pieniędzy po prostu nie będzie.
Program już działa, a wypłaty mają ruszać po weryfikacji dokumentów. W praktyce oznacza to, że im szybciej ktoś złoży wniosek, tym szybciej zobaczy pieniądze.
Kto może dostać 400 zł?
Nie wystarczy być emerytem. Trzeba spełnić kilka konkretnych warunków.
Świadczenie przysługuje osobom, które ukończyły 65 lat. Kluczowe jest też miejsce zamieszkania – trzeba być związanym z daną gminą przez co najmniej 5 lat i rozliczać tam podatki.
Nie ma natomiast kryterium dochodowego. Urząd nie sprawdza, ile ktoś zarabia. Liczy się spełnienie formalnych wymogów.
Co trzeba zrobić, żeby dostać pieniądze?
Najważniejsze jest poprawne złożenie wniosku. Trzeba użyć aktualnego formularza i dostarczyć go do wyznaczonego punktu.
Osoby bez meldunku muszą dodatkowo udokumentować, że faktycznie mieszkają na terenie gminy. W grę wchodzą np. umowy najmu czy rozliczenia PIT.
To formalność, ale bez niej system nie ruszy.
Co to oznacza dla ciebie?
Te 400 zł może nie zmieni życia, ale dla wielu osób to realne wsparcie – na leki, rachunki czy codzienne wydatki.
Największy problem jest inny. Wiele osób po prostu o tym nie wie albo odkłada sprawę „na później”.
A tutaj później może już nie być.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.