Miliony Polaków czeka kosztowna wymiana. Czas do końca 2026 r.
Zegar tyka nieubłaganie dla milionów Polaków mieszkających w blokach i kamienicach. Choć przepisy wprowadzające rewolucję w opomiarowaniu mediów są znane od lat, większość zarządców nieruchomości zostawiła ten obowiązek na ostatnią chwilę. Rok 2026 jest rokiem granicznym. Do 31 grudnia ze wszystkich mieszkań muszą zniknąć tradycyjne wodomierze i ciepłomierze, a ich miejsce mają zająć inteligentne urządzenia ze zdalnym odczytem. Kto nie zdąży z modernizacją przed nadejściem Nowego Roku, musi liczyć się z konsekwencjami finansowymi, które mogą być znacznie bardziej bolesne niż koszt samego urządzenia.

Fot. Warszawa w Pigułce
Koniec ery „wizyt inkasenta”. Technologia wkracza do pionów
Pamiętasz czasy, gdy raz na kwartał musiałeś brać wolne w pracy, by wpuścić do domu pracownika spółdzielni spisującego stan licznika? Albo karteczki wywieszane na klatkach schodowych z prośbą o wpisanie zużycia wody? Te metody odchodzą do lamusa historii, i to nie z wyboru, a z przymusu ustawowego.
Zgodnie z nowelizacją ustawy o efektywności energetycznej oraz Prawa energetycznego z 20 kwietnia 2021 roku, Polska wdraża unijne dyrektywy mające na celu oszczędzanie zasobów. Kluczowym elementem tej układanki jest pełne opomiarowanie zdalne. Ustawodawca dał zarządcom budynków wielolokalowych (spółdzielniom, wspólnotom, TBS-om) czas do 31 grudnia 2026 roku na wymianę całej infrastruktury pomiarowej.
Od 1 stycznia 2027 roku każde urządzenie mierzące zużycie ciepła lub wody w budynku wielorodzinnym musi posiadać funkcję zdalnego odczytu (najczęściej radiowego). Wyjątkiem są jedynie te rzadkie sytuacje, gdzie montaż takiej technologii jest technicznie niemożliwy lub ekonomicznie nieuzasadniony (np. w budynkach przeznaczonych do wyburzenia), jednak w 99 proc. przypadków wymówka ta nie zadziała.
Portfele Polaków schudną. Rachunek za modernizację
Nowoczesność kosztuje, a rachunek za transformację energetyczną budynków zapłacą – bezpośrednio lub pośrednio – ich mieszkańcy. Szacunkowe koszty są znaczące, zwłaszcza dla domowych budżetów nadwyrężonych inflacją.
Zakup i montaż jednego nowoczesnego wodomierza z nakładką radiową to obecnie wydatek rzędu 300 złotych. Problem w tym, że w przeciętnym polskim mieszkaniu (M3 lub M4) rzadko kiedy mamy tylko jeden licznik. Zazwyczaj są to dwa piony wodne (kuchnia i łazienka), a w każdym z nich liczymy osobno wodę zimną i ciepłą. To oznacza konieczność zakupu nawet czterech urządzeń, co winduje koszt inwestycji do poziomu 1000–1200 złotych na jeden lokal.
Sposób rozliczenia tej kwoty zależy od decyzji wspólnoty lub spółdzielni:
- Wariant optymistyczny: Koszty pokrywane są z funduszu remontowego, na który mieszkańcy składali się przez lata (choć oznacza to mniej środków na inne remonty, np. dachu czy elewacji).
- Wariant pesymistyczny: Mieszkańcy otrzymują jednorazowe wezwanie do zapłaty lub koszt doliczany jest w ratach do czynszu przez kolejne miesiące.
Najtrudniejszą sytuację mają osoby, które do tej pory rozliczały się ryczałtowo (bez liczników). Dla nich inwestycja oznacza nie tylko zakup urządzeń, ale często przeróbkę instalacji hydraulicznej.
Dramatyczne statystyki. 10 milionów mieszkań w kolejce
Mimo że do końca terminu pozostało niespełna 11 miesięcy, stan przygotowań w skali kraju budzi trwogę. Z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że zaledwie 36 procent gospodarstw domowych w Polsce korzysta już z systemów zdalnego odczytu. Oznacza to, że wciąż ponad 64 procent lokali – czyli, bagatela, ponad 10 milionów mieszkań – czeka na wizytę hydraulika.
Eksperci ostrzegają przed efektem wąskiego gardła. W drugiej połowie 2026 roku znalezienie wolnej firmy instalacyjnej może graniczyć z cudem. Ceny usług „na cito” poszybują w górę, a zdesperowani zarządcy będą płacić każdą cenę, byle zdążyć przed terminem ustawowym. W samej Warszawie do wymiany pozostały setki tysięcy urządzeń, co jest logistycznym koszmarem.
Drakońskie kary dla spóźnialskich
Brak wymiany liczników to nie tylko problem techniczny, ale przede wszystkim prawny. Ustawodawca przewidział surowe sankcje dla tych, którzy zignorują obowiązek. Odpowiedzialność spada głównie na właścicieli budynków i zarządców (zarządy spółdzielni i wspólnot).
Za niedopełnienie obowiązku instalacji liczników zdalnych do 1 stycznia 2027 roku grozi kara grzywny, która może wynieść nawet 10 000 złotych. W skrajnych przypadkach uporczywego uchylania się od przepisów, prawo przewiduje nawet karę aresztu lub ograniczenia wolności. Indywidualni właściciele mieszkań, którzy będą utrudniać wymianę (np. nie wpuszczając instalatora do lokalu), również muszą liczyć się z konsekwencjami. Wspólnota może obciążyć ich kosztami sądowymi oraz nałożyć kary regulaminowe, a także rozliczać zużycie wody według bardzo niekorzystnych stawek ryczałtowych (często wielokrotnie wyższych niż faktyczne zużycie).

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.