Nawet 186,29 zł specjalnej opłaty. Tysiące Polaków wciąż o niej zapomina
Wielu właścicieli psów w Polsce nie zdaje sobie sprawy, że mogą mieć obowiązek zapłaty specjalnej opłaty. Tymczasem w 2026 roku jej maksymalna wysokość wzrosła i jest najwyższa od lat. W skrajnym przypadku trzeba zapłacić aż 186,29 zł rocznie za jednego psa.

To nie jest nowy przepis. Opłata funkcjonuje w Polsce od ponad 30 lat i wynika z ustawy o podatkach i opłatach lokalnych. Mimo to co roku zaskakuje kolejne osoby, które dowiadują się o niej dopiero przy kontroli lub przypomnieniu z urzędu.
Najważniejsze jest to, że obowiązek nie dotyczy całego kraju. Każda gmina sama decyduje, czy wprowadza taką opłatę i ile wyniesie jej wysokość. W praktyce oznacza to duże różnice. W jednej miejscowości zapłacisz kilkadziesiąt złotych, a w innej nic.
Górny limit na 2026 rok został podniesiony do 186,29 zł. Jeszcze rok wcześniej było to 178,26 zł, a kilka lat temu znacznie mniej. To pokazuje, że opłata stopniowo rośnie.
Nie wszystkie samorządy wykorzystują maksymalną stawkę. Są miasta, gdzie koszt jest symboliczny. Dla przykładu w Krakowie właściciele psów płacą około 36 zł rocznie. Różnice są więc bardzo duże.
Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że opłata nadal funkcjonuje w setkach gmin. W 2025 roku pobierało ją 377 samorządów, a łączne wpływy sięgnęły blisko 3,4 mln zł.
Są też wyjątki. Nie każdy musi płacić. Zwolnione są między innymi osoby z niepełnosprawnościami posiadające psy asystujące, seniorzy po 65. roku życia prowadzący jednoosobowe gospodarstwo domowe oraz część rolników mających maksymalnie dwa psy.
Terminy płatności ustalają lokalne urzędy. W wielu miejscach trzeba uregulować opłatę do końca maja. Brak wpłaty może oznaczać nieprzyjemności, dlatego warto sprawdzić zasady obowiązujące w swojej gminie.
Co to oznacza dla ciebie
Jeśli masz psa, nie zakładaj, że temat cię nie dotyczy. Wystarczy sprawdzić stronę urzędu swojej gminy. To zajmuje chwilę, a może uchronić przed niepotrzebnym problemem.
Bo ta opłata istnieje. I coraz częściej wraca jak bumerang.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.