„Nigdy nie sądziłam, że zostanę zaatakowana w swoim własnym kraju” [LIST DO REDAKCJI]
Poważnie zastanawialiśmy się czy opublikować tę historię w obawie o hejt. Przeczy bowiem narracji. To już druga historia z obcokrajowcami, która dociera do nas dziś. Nie chcemy się wybielać, jako naród mamy swoje przywary, ale czy nie mamy prawa oczekiwać, że goście w naszym kraju będą szanować nas i naszą przestrzeń?
„Sytuacja miała miejsce na Grochowie. Dziś po południu wracałam z zajęć z malutką córeczką. Cierpi ona na zaburzenie neurorozwojowe i wizyty w sklepie skracamy do potrzebnego minimum, jednocześnie nie mogę jej izolować od społeczeństwa i muszę te zakupy robić. Sklep popularnego dyskontu znajduje się akurat w miejscu, w którym przesiadamy się jadąc z terapii do domu. Tak było i dziś.
Zrobiłyśmy zakupy i stanęłyśmy do kasy, za nami kolejna klientka. Mówi, że się spieszy i czy mogę ją przepuścić. Mówię, że nie, jestem z małym dzieckiem, a obok są kasy samoobsługowe. Puste. Kobieta odrzekła, że nie będzie z nich korzystać, na to ja że w takim razie, musi czekać w kolejce, jak widzi mam małe dziecko i się spieszę.
Kasjerka kasuje, a klientka coraz bardziej się nakręca, wzdycha i mówi coś w moim kierunku ze wschodnim akcentem… że życzy mi takiego samego potraktowania. Grzecznie odpowiadam, że cokolwiek komukolwiek życzy, może do niej wrócić (zakładam, że poczuła się źle, chociaż z mojej strony to nie było nic osobistego). Mam wielu znajomych ze wschodu, mało tego kończyłam studia dotyczące kultury i języków wschodniosłowiańskich. Interesuję się tym od dawna, jeżdżę na wschód i poznaję ciekawych ludzi.
Kończę zakupy i wychodzimy. Czekam z córeczką na przystanku, w ręku zakupy. Wtem od tyłu podchodzi ta kobieta nakręcona i mówi, że jestem „po***na”. Boję się o swoje dziecko, nie wiem czy nas nie zaatakuje inaczej niż słownie, słyszę bardzo agresywny ton i widzę jak się zbliża. Przechodzę na język rosyjski (nie wiem jakiej narodowości była ta kobieta, ale ten język znam i używam) by wykorzystać moment zaskoczenia. Krótko każę kobiecie odejść. Zaskoczona odchodzi.
Najprawdopodobniej mówi coś o Polakach – słyszę strzępki i agresywny ton, a mi robi się przykro… tak po ludzku, bo nie każdy, kto nie przepuści obcokrajowca w kasie ma złe zamiary. Chciałabym, żeby wszyscy czuli się tu dobrze, bo sama mieszkałam za granicą i wiem jak to jest, nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiej sytuacji nigdzie na świecie i nie sądziłam, że zostanę zaatakowana w swoim własnym kraju. Wnioskuję, że dlatego, że Pani błędnie założyła, że nie przepuściłam jej przez akcent i słaby język polski. Świat się zmienia i nie będziemy społeczeństwem monolitycznym, powinniśmy nauczyć się żyć razem w zgodzie i szacunku, bo podróże, migracja zarobkowa i mieszane rodziny stają się u nas coraz popularniejsze.” – czytamy w liście.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.