Obiecano im, że studia i ciężka praca wystarczą. Millenialsi zderzyli się z zupełnie inną rzeczywistością

Mieli się uczyć, zdobyć dyplom, znaleźć dobrą pracę, kupić mieszkanie i spokojnie budować przyszłość. Taki model dorosłego życia przez lata przedstawiano pokoleniu dzisiejszych 30- i 40-latków. Problem w tym, że kiedy millenialsi dotarli do momentu, w którym miała rozpocząć się stabilizacja, reguły gry były już zupełnie inne. Drogie mieszkania, wieloletnie kredyty, szybko zmieniający się rynek pracy i coraz mniej optymistyczne prognozy emerytalne sprawiają, że dla części tego pokolenia dawna obietnica awansu społecznego po prostu przestała działać.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Mężczyzna w pracy przy biurku Fot. (Grafika generowana automatycznie przy pomocy Gemini)
Mężczyzna w pracy przy biurku Fot. (Grafika generowana automatycznie przy pomocy Gemini)

To nie oznacza, że całe pokolenie żyje źle. Dane nie pozwalają również powiedzieć, że wykształcenie „nic nie daje”. Wręcz przeciwnie, statystycznie nadal bardzo wyraźnie pomaga.

Ale millenialsi mogą mieć poczucie, że zrobili wszystko zgodnie z instrukcją, a nagroda okazała się znacznie trudniejsza do osiągnięcia, niż im zapowiadano.

„Ucz się, a będziesz mieć dobrą pracę”

Dla wielu osób urodzonych w latach 80. i 90. to zdanie było niemal rodzinną mantrą.

Rodzice pamiętający PRL i transformację ustrojową chcieli dla dzieci innego życia. Studia miały być przepustką do klasy średniej. Znajomość języków, magisterium, kursy i pierwsze doświadczenia zawodowe miały prowadzić do dobrej posady.

Millenialsi rzeczywiście ruszyli na uczelnie.

Według OECD aż 31 proc. Polaków w wieku 25-34 lat ma tytuł magistra lub równoważny, podczas gdy średnia OECD wynosi 16 proc.

Tyle że masowe wykształcenie zmieniło również znaczenie samego dyplomu.

Magister przestał być czymś wyjątkowym.

Dyplom stał się często punktem wyjścia, a nie gwarancją kariery.

Wykształcenie jednak nadal się opłaca. Tyle że nie gwarantuje już wszystkiego

Tutaj trzeba rozprawić się z popularnym przekonaniem, że studia stały się całkowicie bezwartościowe.

Dane temu przeczą.

W Polsce bezrobocie wśród osób w wieku 25-34 lat z wyższym wykształceniem wynosiło według danych OECD 2,1 proc. Dla osób z wykształceniem średnim lub policealnym było to 4,3 proc., a wśród osób bez ukończonej szkoły średniej 8,9 proc. OECD wskazuje również, że osoby z wyższym wykształceniem w Polsce osiągają przeciętnie wyższe zarobki.

Problem jest więc bardziej skomplikowany.

Dyplom nadal zwiększa szanse na dobrą pracę, ale nie daje automatycznie mieszkania, bezpieczeństwa finansowego i stabilizacji.

I właśnie tutaj nastąpiło największe zderzenie oczekiwań z rzeczywistością.

Dobra praca nie zawsze oznacza już możliwość kupienia mieszkania

Jeszcze mocniej widać to w dużych miastach.

Warszawa jest bardzo dobrym przykładem. Według danych NBP średnia cena transakcyjna metra kwadratowego mieszkania na rynku wtórnym w stolicy wynosiła w III kwartale 2025 roku 16 949 zł. Średnia cena ofertowa sięgała 18 675 zł za metr.

Przy cenie transakcyjnej wskazanej przez NBP mieszkanie o powierzchni 50 mkw. oznacza wydatek około 847 tys. zł.

I to jeszcze przed uwzględnieniem kosztów urządzenia czy remontu.

Dla osoby, która nie dostała mieszkania po rodzinie ani dużego wsparcia finansowego od rodziców, pozostaje najczęściej wieloletnie oszczędzanie albo kredyt hipoteczny.

Mieszkanie stało się jednym z symboli pokoleniowego problemu

Badanie IBRiS dotyczące potrzeb mieszkaniowych pokazuje skalę poczucia tej zmiany.

81 proc. osób w wieku 18-29 lat uważa, że zdobycie własnego mieszkania jest obecnie znacznie trudniejsze niż w przeszłości. Jednocześnie 69 proc. badanych wskazało brak mieszkania jako barierę przy podejmowaniu decyzji o dziecku.

To już nie jest wyłącznie dyskusja o nieruchomościach.

Mieszkanie wpływa na moment wyprowadzki od rodziców, małżeństwo, decyzję o dzieciach, zmianę pracy, przeprowadzkę i zdolność odkładania pieniędzy.

A jeśli mieszkanie zostaje kupione na kredyt, zobowiązanie może towarzyszyć rodzinie przez znaczną część dorosłego życia.

Pracują, a mimo tego nie czują się bezpiecznie

Najbardziej wymowne są wyniki badań dotyczących samego poczucia bezpieczeństwa finansowego.

W badaniu Deloitte z 2026 roku 46 proc. polskich millenialsów deklarowało, że ich dochody wystarczają właściwie tylko na pokrycie podstawowych kosztów życia.

Globalne badanie Deloitte z poprzedniego roku pokazało podobny problem. 46 proc. millenialsów nie czuło się bezpiecznie finansowo, a ponad połowa przedstawicieli młodszych pokoleń żyła od wypłaty do wypłaty. Około 40 proc. obawiało się również, czy będzie mogło komfortowo przejść na emeryturę.

To niezwykle ważna zmiana.

Można mieć pracę, wyższe wykształcenie i regularną pensję, a jednocześnie nie mieć poczucia bezpieczeństwa.

Miał być etat i spokojna kariera. Pojawił się świat nieustannego dokształcania

Zmieniła się także sama definicja kariery.

Deloitte ustalił, że trzy czwarte badanych polskich millenialsów przynajmniej raz w tygodniu rozwija swoje kompetencje zawodowe. Ważne stały się między innymi umiejętności związane z generatywną sztuczną inteligencją.

Pokolenie, któremu powtarzano „zdobądź wykształcenie”, odkryło więc, że edukacja wcale nie kończy się wraz z odebraniem dyplomu.

Trzeba stale aktualizować kompetencje.

Technologie potrafią w ciągu kilku lat zmienić całe zawody. Powstają nowe profesje, a inne tracą na znaczeniu.

A obok tego pojawił się influencer

To prawdopodobnie jeden z największych kulturowych paradoksów odczuwanych przez millenialsów.

Przez lata słyszeli, że sukces wymaga szkoły, studiów, doświadczenia, kolejnych szczebli kariery i cierpliwości.

Tymczasem internet stworzył zupełnie inną ścieżkę.

YouTuber, streamer, twórca na TikToku czy Instagramie może zbudować biznes bez tradycyjnego dyplomu. Największe nazwiska potrafią zarabiać kwoty niedostępne dla zdecydowanej większości osób wykonujących zawody wymagające wieloletniej edukacji.

Nie oznacza to oczywiście, że wystarczy założyć konto w mediach społecznościowych i pieniądze zaczną płynąć. Ogromna większość twórców internetowych nigdy nie osiągnie spektakularnych dochodów.

Ale zmieniła się społeczna symbolika sukcesu.

Lekarz, nauczyciel, inżynier czy pracownik naukowy może kształcić się przez wiele lat, podczas gdy dwudziestokilkuletni twórca internetowy może osiągnąć znacznie wyższy dochód dzięki zasięgom.

Dla pokolenia wychowanego na przekonaniu, że edukacja i ciężka praca tworzą prostą drogę do awansu, taki świat może wydawać się kompletnym odwróceniem dawnych zasad.

Największy rachunek może jednak przyjść dopiero na emeryturze

I tutaj pojawia się problem znacznie poważniejszy niż ceny mieszkań czy internetowe kariery.

Millenialsi mają przed sobą jeszcze kilkadziesiąt lat aktywności zawodowej. Jednak już dzisiaj instytucje publiczne ostrzegają przed konsekwencjami starzenia się społeczeństwa.

Komisja Europejska w raporcie dotyczącym Polski wskazuje, że relacja przeciętnej emerytury brutto do przeciętnego wynagrodzenia spadła z 66 proc. w 2005 roku do 55 proc. w 2024 roku, a w kolejnych latach spadek ma przyspieszyć. KE wskazuje również na ryzyko ubóstwa seniorów związane ze spadającą adekwatnością przyszłych świadczeń.

Nie oznacza to, że dzisiejsi millenialsi „nie dostaną emerytur”. Takie twierdzenie byłoby nieuprawnione.

Problemem może być wysokość przyszłego świadczenia w stosunku do ostatnich zarobków.

Coraz więcej emerytów, coraz trudniejsza demografia

Prognoza ZUS pokazuje skalę zmian.

W 2030 roku fundusz emerytalny ma wypłacać świadczenia około 7,9 mln emerytów. W 2050 roku ma ich być już około 10,2 mln, a w 2060 roku 10,6 mln.

Jednocześnie wcześniejsze długoterminowe prognozy demograficzne wykorzystywane przez ZUS zakładały spadek populacji Polski z 37,9 mln w 2022 roku do 32,5 mln w 2060 roku i 28,2 mln w 2080 roku.

To właśnie demografia jest jednym z najważniejszych wyzwań systemu.

Mniej osób w wieku produkcyjnym i więcej seniorów oznacza zupełnie inne warunki niż te, w których na emeryturę przechodziły wcześniejsze pokolenia.

ZUS już mówi o dodatkowym oszczędzaniu

Sam ZUS przypomina, że wysokość przyszłej emerytury zależy przede wszystkim od zgromadzonego kapitału oraz wieku zakończenia aktywności zawodowej.

Instytucja wskazuje również na możliwość dodatkowego zabezpieczenia przyszłości poprzez III filar, w tym IKE, IKZE, PPE czy OIPE.

W praktyce oznacza to kolejne obciążenie dla domowego budżetu.

Dzisiejszy 30- lub 40-latek powinien jednocześnie:

spłacać lub odkładać na mieszkanie,

utrzymywać rodzinę,

budować poduszkę finansową,

inwestować w swoje kwalifikacje,

a dodatkowo odkładać pieniądze na starość.

To dużo jak na pokolenie, któremu obiecywano, że wystarczy zdobyć wykształcenie i uczciwie pracować.

Millenialsi nie są jednak „straconym pokoleniem”

Łatwo byłoby zbudować z tych danych katastroficzną opowieść. Byłaby ona jednak nieuczciwa.

Polska ma bardzo niskie bezrobocie wśród młodych osób z wyższym wykształceniem, a dyplom nadal statystycznie daje znaczną premię płacową.

Millenialsi są również pokoleniem, które skorzystało z wejścia Polski do Unii Europejskiej, swobody podróżowania, rozwoju technologii, pracy zdalnej oraz dostępu do globalnego rynku pracy.

Problem nie polega więc na tym, że wszystko poszło źle.

Problem polega na tym, że kontrakt społeczny, który przedstawiano temu pokoleniu w dzieciństwie, przestał odpowiadać rzeczywistości.

Najpierw dyplom, potem mieszkanie, na końcu spokojna emerytura. Ten schemat już nie działa automatycznie

Dawna instrukcja była prosta.

Ucz się. Skończ studia. Znajdź pracę. Kup mieszkanie. Załóż rodzinę. Pracuj do emerytury.

Dzisiaj pomiędzy każdym z tych punktów pojawia się ogromny znak zapytania.

Dyplom pomaga, ale nie gwarantuje wysokich dochodów. Dobra praca nie musi oznaczać zdolności do łatwego zakupu mieszkania. Własny lokal może oznaczać wieloletni kredyt. Stabilny zawód może wymagać ciągłego zdobywania nowych kompetencji. A państwowa emerytura nie musi zapewnić poziomu życia zbliżonego do tego z okresu aktywności zawodowej.

To prawdopodobnie właśnie dlatego millenialsi tak mocno mówią dziś o bezpieczeństwie finansowym.

Co to oznacza dla Ciebie?

Jeżeli jesteś dzisiaj po trzydziestce lub czterdziestce, nie oznacza to, że ciężka praca i edukacja nie mają sensu. Dane pokazują coś przeciwnego.

Zmieniło się natomiast to, co można uznać za bezpieczeństwo.

Sam dyplom nie wystarczy. Sam etat również może nie wystarczyć. Własne mieszkanie nie oznacza końca wydatków, szczególnie jeśli pozostaje kredyt. A pozostawienie całego zabezpieczenia emerytalnego wyłącznie przyszłemu świadczeniu z ZUS może oznaczać znaczny spadek poziomu życia po zakończeniu pracy.

Millenialsi otrzymali od rodziców instrukcję napisaną dla świata, który właśnie się kończył.

Uczyli się, pracowali i próbowali osiągnąć stabilizację zgodnie z zasadami, które znali. Kiedy przyszła ich kolej na mieszkanie, rodzinę i budowanie majątku, okazało się, że mieszkania kosztują setki tysięcy złotych, kariera wymaga ciągłego uczenia się, a na własną starość coraz rozsądniej jest oszczędzać samodzielnie.

Nie przegrali.

Po prostu meta przesunęła się znacznie dalej, niż obiecywano im na starcie.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl