Panika w PiS? Pilne posiedzenie. Morawiecki zebrał prawie 50 posłów
W środę 15 kwietnia 2026 roku były premier Mateusz Morawiecki oficjalnie powołał Stowarzyszenie Rozwój Plus. Do organizacji przystąpiło wstępnie 37 parlamentarzystów PiS, a jak poinformował sekretarz stowarzyszenia Michał Dworczyk, deklaracje złożyło już blisko 50 posłów, senatorów i europosłów. Kierownictwo PiS zareagowało natychmiast – najpierw pilnym posiedzeniem, potem konferencją prasową z udziałem obu stron konfliktu. Scena polityczna po prawej stronie drżała przez całą dobę.

Rozwój Plus: think tank, który wywołał popłoch
Nazwa stowarzyszenia brzmi łagodnie – Rozwój Plus. Morawiecki przekonuje, że organizacja ma działać jak think tank zajmujący się głównie sprawami gospodarczymi i społecznymi. „Naszym celem jest tworzenie dodatkowej przestrzeni do dialogu, wymiany doświadczeń oraz inicjowania działań wspierających rozwój społeczny i gospodarczy Polski” – przekazał WP były premier.
Zapowiedź założenia stowarzyszenia padła już na początku kwietnia – w wywiadzie udzielonym Wirtualnej Polsce Morawiecki mówił o skupieniu osób, którym „nie pasuje coś w każdej z partii politycznych po prawej stronie: czy to w PiS-ie, czy w Konfederacji, czy Koronie Polskiej Brauna”. Słowa wywołały pierwszą falę reakcji w partii – jeszcze tego samego dnia doszło do spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z byłym premierem. Według informacji PAP spotkanie miało na celu „zdyscyplinowanie” Morawieckiego, którego działania – jak słyszano wewnątrz ugrupowania – nie współgrały z linią partii.
Dyscyplinowanie wyraźnie nie zadziałało. Stowarzyszenie powstało zgodnie z planem, a lista jego członków – opublikowana przez Wirtualną Polskę – zaskoczyła skalą. Obok oczywistych sprzymierzeńców Morawieckiego jak Marcin Horała, Janusz Cieszyński czy Michał Dworczyk, znalazły się na niej nazwiska polityków z pierwszej ligi ZP: były wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki i była minister Marzena Machałek. Pełna lista zgodnie z ustaleniami Polsat News obejmuje 37 parlamentarzystów: Anna Baluch, Ryszard Bartosik, Waldemar Buda, Zbigniew Chmielowiec, Michał Cieślak, Janusz Cieszyński, Elżbieta Duda, Michał Dworczyk, Robert Gontarz, Marcin Gwóźdź, Marcin Horała, Paweł Jabłoński, Fryderyk Kapinos, Łukasz Kmita, Maria Koc, Wiesław Krajewski, Andrzej Kryj, Krzysztof Kubów, Anna Kwiecień, Krzysztof Lipiec, Grzegorz Lorek, Marzena Machałek, Grzegorz Macko, Piotr Müller, Monika Pawłowska, Grzegorz Puda, Paweł Rychlik, Łukasz Schreiber, Olga Semeniuk-Patkowska, Sławomir Skwarek, Mirosława Stachowiak-Różecka, Krzysztof Szczucki, Szymon Szynkowski vel Sęk, Agnieszka Ścigaj, Ryszard Terlecki, Ireneusz Zyska oraz niebędąca parlamentarzystką Izabela Antos.
Władze PiS: „zaniepokojenie”. Groźba wykreślenia z list
We wtorek 14 kwietnia odbyło się pilne posiedzenie prezydium Komitetu Politycznego PiS z udziałem czołowych polityków ugrupowania: Mariusza Błaszczaka, Beaty Szydło, Przemysława Czarnka, Henryka Kowalczyka, Elżbiety Witek i Stanisława Karczewskiego. „Przebieg wczorajszego spotkania prezydium Komitetu Politycznego wykazał, że zdecydowana większość władz partii wyraziła swoje zaniepokojenie inicjatywą stowarzyszenia, zwłaszcza teraz kiedy jedność jest szczególnie potrzebna” – przekazał PAP rzecznik PiS Rafał Bochenek, dodając, że udział w przedsięwzięciu Morawieckiego „nie służy dobru partii”.
Znacznie ostrzej brzmiała informacja, którą TVN24 uzyskało od swoich źródeł z posiedzenia: Kaczyński miał zapowiedzieć, że politycy PiS zapisani do stowarzyszenia Morawieckiego nie trafią na listy wyborcze. Polityk z frakcji byłego premiera, zapytany przez PAP o te doniesienia, skontrował ze śmiechem: „takie zapowiedzi wtedy dotyczyłyby wszystkich stowarzyszeń, także tych związanych z Suwerenną Polską, więc okazałoby się, że 3/4 parlamentarzystów PiS nie może startować w wyborach”.
Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak poszedł jeszcze dalej w ocenie inicjatywy. „Stowarzyszenie może być wykorzystane i z całą pewnością będzie wykorzystane jako forma dezintegracji środowiska politycznego, naszego środowiska politycznego Prawa i Sprawiedliwości” – powiedział na antenie Polsat News. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek użył twardszego słowa: napisał na platformie X, że kto szuka wrogów na prawicy, usłyszy, że to „zdrada”.
Kaczyński i Morawiecki razem na konferencji. Inscenizacja jedności
W czwartek 16 kwietnia – dzień po fali napięć – Kaczyński zwołał konferencję prasową. Za plecami prezesa PiS stanęli ramię w ramię Czarnek i Morawiecki. Wspólnie apelowali do sympatyków o finansowe wsparcie partii. Obserwatorzy sceny politycznej natychmiast zwrócili uwagę na symbolikę: konferencja wyglądała jak starannie wyreżyserowana demonstracja jedności – i jak odpowiedź na pytanie, czy rozłam jest nieuchronny.
Kontekstem finansowym tej prośby o wsparcie jest poważny problem, z którym mierzy się PiS. Po odrzuceniu sprawozdania finansowego komitetu wyborczego partia utraciła subwencję i znaczną część dotacji z budżetu. Kaczyński wezwał posłów i senatorów do wpłat 1 tys. zł miesięcznie na rzecz partii, a europosłów – do wpłat 5 tys. zł miesięcznie. Przy trwającym wewnętrznym konflikcie zbieranie funduszy na Nowogrodzkiej jest zadaniem tym trudniejszym.
Wewnątrz partii zwolennicy Morawieckiego twierdzą, że inicjatywa stowarzyszenia była prowadzona za wiedzą prezesa – i że dopiero po jej ujawnieniu „maślarze” zaczęli podgrzewać atmosferę. Przeciwnicy byłego premiera mówią wprost: Morawiecki buduje alternatywę na własny rachunek, wbrew partii i jej dyscyplinie.
Harcerze kontra maślarze. Wewnętrzna wojna ma już swój słownik
Wewnętrzny konflikt w PiS ma od miesięcy dwie dobrze zdefiniowane strony i własną, barwną terminologię. Od końca listopada 2025 roku politycy ugrupowania nieoficjalnie mówią o 2 obozach. „Harcerze” to zwolennicy Morawieckiego – jak określa ich środowisko frakcyjne. „Maślarze” to obóz przeciwny, skupiony m.in. wokół Czarnka, byłego szefa MAP Jacka Sasina oraz wiceprezesów PiS Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego. Nazwa nawiązuje pośrednio do środowiska byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.
Podział jest realny, ale jego granice nie są ostre. Część polityków należy do stowarzyszenia Morawieckiego, ale publicznie nie deklaruje żadnej frakcji. Inni – jak Terlecki – dołączyli do inicjatywy, choć tradycyjnie uchodzili za lojalnych wobec Kaczyńskiego. Fakt, że w stowarzyszeniu znalazło się według deklaracji Dworczyka blisko 50 parlamentarzystów, pokazuje skalę zjawiska: to nie jest frakcja – to znaczący kawałek klubu parlamentarnego PiS.
Morawiecki w swoim 40-minutowym przemówieniu podczas posiedzenia prezydium miał przedstawiać pomysły na poszerzenie elektoratu PiS – m.in. wśród wyborców centrum, którzy odeszli od ugrupowania. Jego zwolennicy twierdzą, że stowarzyszenie ma być wehikułem powrotu tych właśnie głosów, a nie narzędziem rozbicia partii.
Co za tym stoi: ambicje, pieniądze czy ideologia?
Analitycy wskazują na 3 możliwe scenariusze dla Stowarzyszenia Rozwój Plus. Scenariusz pierwszy: think tank pozostaje think tankiem, obóz się uspokaja, Morawiecki funkcjonuje jako wewnętrzny lobbysta procentrowego kierunku PiS – bez realnej autonomii, ale z własną tożsamością. Scenariusz drugi: presja ze strony kierownictwa i groźby dotyczące list wyborczych powodują, że część posłów wycofuje się ze stowarzyszenia, inicjatywa traci impet. Scenariusz trzeci: stowarzyszenie staje się zalążkiem oddzielnej partii – koalicjanta PiS po prawej stronie centrum, na wzór Trzeciej Drogi z lewej strony. Tego scenariusza Kaczyński obawia się najbardziej, bo metoda D’Hondta bezlitośnie karze podzieloną prawicę: głosy oddane na partię, która nie przekroczy 5 proc. progu, przepadają – i zasilają listy konkurentów.
Finansowy kontekst konfliktu ma znaczenie. PiS bez subwencji to partia z poważnie ograniczonymi zasobami operacyjnymi. Stowarzyszenie finansuje się niezależnie – i może być dla jego członków alternatywnym źródłem finansowania aktywności politycznej, nawet bez formalnego opuszczenia PiS. To daje frakcji Morawieckiego pewną swobodę, której nie miała wcześniej.
Co to oznacza dla Ciebie? Jeśli głosujesz lub obserwujesz polską prawicę
Dla zwykłego wyborcy prawicowego to, co dzieje się wewnątrz PiS w tej chwili, ma bardzo konkretne konsekwencje – choć jeszcze nie dzisiaj, lecz przy kolejnych wyborach. Jeśli Stowarzyszenie Rozwój Plus przekształci się w partię i wejdzie do wyborów samodzielnie, każdy głos oddany na tę formację poniżej progu 5 proc. jest głosem traconym – przepada matematycznie. Metoda D’Hondta premiuje duże partie i karze fragmentację. Prawica przegrała w 2023 roku m.in. dlatego, że część elektoratu skupiła się na listach, które nie przekroczyły progu, lub ledwo go minęły. Powtórzenie tego scenariusza przy kolejnych wyborach byłoby dla całego obozu prawicowego bardzo kosztowne.
Jeśli obserwujesz politykę jako obywatel niezwiązany z żadnym obozem – to, czego jesteś świadkiem, to klasyczna walka frakcyjna w dużej partii, która straciła władzę. Tego rodzaju konflikty są normą w partiach opozycyjnych na całym świecie: bez dostępu do zasobów państwa, bez ministerstw i wpływów do rozdysponowania, liderzy walczą między sobą o pozycję i wizję. Skala stowarzyszenia – blisko 50 parlamentarzystów z ponad 190-osobowego klubu – oznacza, że nie chodzi o margines, lecz o ćwierć zaplecza parlamentarnego.
Kluczowe pytanie nie brzmi: czy będzie rozłam? Brzmi: kiedy i na jakich warunkach. Kaczyński wielokrotnie pokazywał, że potrafi zatrzymać odśrodkowe siły w partii – tak było z Ziobrą przez lata, tak było z wieloma innymi. Czy zrobi to i tym razem, gdy rywal jest byłym premierem, który zna struktury partii od środka i zgromadził wokół siebie poważnych polityków – w tym Terleckiego, jednego z architektów sukcesów wyborczych PiS – to pytanie, na które odpowiedź przyjdzie najpewniej przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. I może zaważyć na ich wyniku.
Rejestracja stowarzyszenia w sądzie ma nastąpić do końca kwietnia 2026 roku. Dokumenty – według źródeł PAP – są już złożone. Wtedy formalny kształt inicjatywy stanie się znany. Nazwa jest, zarząd jest, lista jest. Brakuje tylko sądowej pieczątki – i politycznego rozstrzygnięcia, które może nadejść znacznie później.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.