Patrzysz na cenę na półce, a przy kasie słyszysz inną kwotę. Cicha zmiana, która podzieliła klientów w całej Polsce<

Stoisz w kolejce do kasy w popularnym dyskoncie. W koszyku masz podstawowe produkty: chleb, mleko, masło, może jakieś owoce. W głowie szybko sumujesz ceny z końcówkami „.99”, starając się przygotować odliczoną gotówkę, by nie wstrzymywać kolejki. Podchodzisz do kasjerki, a ta podaje kwotę, która różni się od tego, co wynika z prostego dodawania. Różnica jest niewielka – grosz, dwa, może cztery – ale mechanizm, który za nią stoi, w 2026 roku stał się zarzewiem gorących sporów. Gdzie podziały się „miedziaki”? Dlaczego płacąc kartą, wydajesz mniej niż płacąc gotówką? I czy słoik z bilonem, który trzymasz w domu, jest jeszcze cokolwiek wart? Wyjaśniamy zamieszanie, z którym mierzymy się podczas każdych zakupów.

Fot. Warszawa w Pigułce

Początek 2026 roku przyniósł nam wiele zmian w portfelach, ale ta jedna jest wyjątkowo irytująca, bo dotyka naszej codziennej rutyny. Przez dekady byliśmy przyzwyczajeni do tego, że „grosz do grosza, a będzie kokosza”. Szanowanie drobnych monet było wpajane nam od dziecka. Tymczasem rzeczywistość ekonomiczna i logistyczna ostatnich miesięcy wywróciła ten porządek do góry nogami. Monety 1- i 2-groszowe, choć formalnie wciąż są prawnym środkiem płatniczym, w praktyce stają się „widmo-pieniądzem”.

Wielu konsumentów wciąż nie może się przyzwyczaić do nowych zasad zaokrąglania rachunków, które w 2025 roku zaczęły być powszechnie stosowane przez sieci handlowe (często na bazie zaktualizowanych regulaminów sprzedaży, a niekoniecznie twardego ustawowego nakazu NBP, co budzi dodatkowe kontrowersje). Efekt? Poczucie chaosu i niesprawiedliwości, zwłaszcza wśród seniorów, dla których każdy grosz ma znaczenie.

Matematyka sklepowa: 19,99 to teraz 20,00. Ale tylko dla wybranych

Największe emocje budzi fakt, że cena towaru przestała być ostateczna – a stała się zależna od metody płatności. To zjawisko, które w pełnej krasie obserwujemy właśnie teraz, w styczniu 2026 roku. Jeśli kupujesz produkt za 9,99 zł i płacisz kartą, z Twojego konta znika dokładnie 9,99 zł. Jeśli jednak wyciągasz banknot 10-złotowy, reszty nie otrzymasz. Dlaczego?

Sklepy masowo wprowadzają system tzw. zaokrąglania końcówek przy płatnościach gotówkowych. Zazwyczaj zasada jest prosta: końcówki 1, 2, 6 i 7 groszy zaokrągla się w dół (na korzyść klienta), a końcówki 3, 4, 8 i 9 groszy – w górę (na korzyść sklepu lub po prostu do pełnej „piątki”). W teorii system ten, znany z wielu krajów strefy euro, ma się bilansować. W praktyce klient, który widzi, że musi zapłacić więcej niż wynosi suma cen na półkach, czuje dyskomfort.

„To nie chodzi o ten jeden grosz, chodzi o zasady!” – to zdanie, które kasjerzy słyszą w 2026 roku po kilkanaście razy dziennie. Problemem jest psychologia ceny. Przez lata marketingowcy uczyli nas, że 9,99 to „tanio”, bo nie przekracza psychologicznej bariery „dychy”. Teraz, gdy przy kasie słyszymy „10 złotych”, czar pryska, a my czujemy się zmanipulowani.

Gdzie się podziały wszystkie miedziaki?

Dlaczego w ogóle doszło do tej sytuacji? Odpowiedź jest brutalnie ekonomiczna: inflacja i koszty produkcji. Już w 2024 roku Narodowy Bank Polski sygnalizował, że wybicie monety 1-groszowej kosztuje znacznie więcej niż wynosi jej nominał. W 2025 roku ten rozziew stał się absurdalny. Produkcja miedziaków stała się działalnością deficytową dla państwa, a ich obsługa (liczenie, transport, ważenie) – koszmarem logistycznym dla handlu.

Sklepy w 2026 roku po prostu przestały zamawiać bilon o najniższych nominałach. W efekcie, nawet jeśli klient chce zapłacić co do grosza, kasjer często nie ma jak wydać reszty. I tu dochodzimy do sedna problemu prawnego: czy sklep ma obowiązek wydać resztę? Kodeks Cywilny mówi o spełnieniu świadczenia, ale praktyka sądowa i interpretacje rzecznika praw konsumenta w obliczu „siły wyższej” (braku bilonu w obiegu) ewoluują. Wiele sieci handlowych zabezpieczyło się odpowiednimi zapisami w regulaminach, które akceptujemy, wchodząc na salę sprzedaży.

Słoik pełen pieniędzy, których nikt nie chce

Kolejnym dramatem, który rozgrywa się w polskich domach w styczniu 2026 roku, jest problem „skarbonkowy”. Wielu z nas przez lata wrzucało „żółte” monety do słoików, butelek czy świnek-skarbonek, traktując to jako żelazną rezerwę na czarną godzinę. Uzbierały się tam kwoty rzędu 200, 300 czy 500 złotych. Co z nimi zrobić teraz?

Próba zapłacenia garścią jednogroszówek w sklepie w godzinach szczytu to dziś gwarancja awantury. Kasjerzy, chronieni nowymi wytycznymi wewnętrznymi, często odmawiają przyjęcia dużej ilości bilonu, powołując się na „ważne powody organizacyjne”. Automaty do wymiany bilonu, które miały pojawić się w każdym banku i supermarkecie, wciąż są rzadkością, a te, które działają, pobierają gigantyczne prowizje (nawet do 10-15% wrzucanej kwoty!).

W efekcie Polacy zostali z kilogramami metalu, który teoretycznie jest pieniądzem, ale w praktyce trudno go wydać. Banki przyjmują wpłaty bilonu, ale często wymagają, by był on posortowany i spakowany w specjalne tutki, co dla przeciętnego człowieka jest zajęciem na długie zimowe wieczory. W 2026 roku widzimy więc paradoks: pieniądz leży na ulicy (dosłownie, ludzie coraz rzadziej schylają się po groszówki), a jednocześnie jego wartość nabywcza w „masie” jest wciąż istotna.

Dyskryminacja „gotówkowców”?

Cała ta sytuacja z groszówkami wpisuje się w szerszy kontekst, o którym pisaliśmy wcześniej – odchodzenia od gotówki. Klienci płacący gotówką w 2026 roku czują się coraz częściej jak klienci gorszej kategorii.

  • Płacą „zaokrąglone” (czytaj: często wyższe) rachunki.
  • Stoją w dłuższych kolejkach (bo kasy samoobsługowe często przyjmują tylko karty).
  • Mają problem z wydaniem reszty.

Dla osób starszych, wykluczonych cyfrowo, to poważny problem społeczny. Zniknięcie groszówek to nie tylko kwestia techniczna, to symboliczna zmiana, która mówi: „jeśli nie masz karty, będziesz miał trudniej”. Organizacje konsumenckie alarmują, że brak jasnej, ustawowej regulacji kwestii zaokrąglania (jednolitej dla całego kraju) prowadzi do samowolki. W jednej sieci zaokrągla się od 5 groszy, w innej od 10, a w małym osiedlowym sklepie „będę winna grosika” zamieniło się w „będę winna dziesięć groszy”.

Paragony grozy, ale z innego powodu

W 2026 roku uważne czytanie paragonów stało się koniecznością. Nie tylko po to, by sprawdzić, czy cena promocyjna „weszła”, ale by zobaczyć pozycję „zaokrąglenie”. Czasami są to kwoty groszowe, ale przy regularnych zakupach w skali roku może uzbierać się z tego suma, za którą zrobilibyśmy darmowe zakupy.

Co ciekawe, niektóre systemy kasowe „wariują”, gdy próbujemy zapłacić część rachunku gotówką (np. bonem), a resztę dopłacić kartą. Jak wtedy liczyć zaokrąglenie? Od całości? Od części gotówkowej? Historie o błędach kasowych i kłótniach o to, kto komu jest winien 3 grosze, zalewają fora internetowe.

Co to oznacza dla Ciebie? Twoja strategia przy kasie

Czy walka o grosze w 2026 roku ma sens? Ekonomicznie – pewnie niewielki. Ideologicznie – dla wielu tak. Ale aby nie tracić nerwów, warto przyjąć nową strategię zakupową.

Oto co powinieneś wiedzieć i robić:

1. Płać kartą lub BLIK-iem, jeśli chcesz płacić dokładnie

To jedyny sposób, by zapłacić co do grosza tyle, ile wynosi suma cen na półkach. Elektroniczny pieniądz nie podlega zaokrągleniom. Jeśli denerwuje Cię „podatek od zaokrąglenia”, pożegnaj się z gotówką w marketach.

2. Pozbądź się „słoika” w banku, nie w sklepie

Nie idź z workiem groszówek do „Biedronki” czy „Lidla” w sobotę rano. Zostaniesz odprawiony z kwitkiem lub spotkasz się z wrogością kolejki. Udaj się do swojego banku. Raz w roku (w wielu bankach) masz prawo do darmowej wpłaty bilonu na konto własne. Sprawdź tabelę opłat i prowizji – czasem lepiej wpłacić to na konto dziecka (konta juniorskie często mają lepsze warunki).

3. Sprawdzaj politykę zaokrągleń w swoim sklepie

Każda sieć handlowa powinna mieć wywieszoną informację o zasadach zaokrąglania przy kasie. Zwróć na to uwagę. Jeśli sklep zaokrągla zawsze w górę (np. 11,91 zł do 12,00 zł) – to może być naruszenie dobrych praktyk. W modelu sprawiedliwym (takim jak w Euro) końcówki 1 i 2 powinny iść w dół.

4. Nie wyrzucaj groszy, jeśli je dostaniesz

Mimo wszystko, 1 grosz to wciąż pieniądz. Choć sklepy ich nie chcą, prawo nakazuje ich przyjmowanie (w rozsądnych ilościach). Jeśli masz ich dużo, możesz spróbować użyć ich w kasach samoobsługowych, które przyjmują gotówkę (tzw. wrzutniki bilonu). One zazwyczaj „łykają” wszystko, co metalowe, bez marudzenia i bez prowizji. To w 2026 roku najlepszy „lifehack” na pozbycie się drobnych.

Zmierzch groszówek to proces, którego nie zatrzymamy. W 2026 roku jesteśmy w fazie przejściowej – najbardziej bolesnej i chaotycznej. Z czasem zapewne ceny na półkach dostosują się do nowych realiów i końcówki „.99” znikną na rzecz „.95” lub „.00”, ale zanim to nastąpi, czeka nas jeszcze wiele nerwowych sytuacji przy kasie. Warto zachować spokój – w końcu to tylko grosze.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl