Péter Magyar wygrał wybory na Węgrzech i natychmiast wskazał Warszawę. „To już ustalone”

16 lat rządów Viktora Orbána skończyło się w niedzielę wieczorem. Choć jeszcze nie dosłownie, to już bardzo symbolicznie. Partia TISZA Pétera Magyara zdobyła większość konstytucyjną w węgierskim parlamencie – wynik, którego nie spodziewali się nawet najbardziej optymistyczni komentatorzy. Jedną z pierwszych rzeczy, które Magyar zapowiedział ze sceny, była wizyta w Warszawie. Co to oznacza dla Polski i Polaków? To nie jest tylko gest symboliczny.

Peter Magyar wita się z Victorem Orbanem w Parlamencie Europejskim
Peter Magyar wita się z Victorem Orbanem w Parlamencie Europejskim. Fot. © Unia Europejska, 1998 – 2026

Rozmiar klęski Orbána, jakiego nikt się nie spodziewał

Po przeliczeniu 98,89 proc. głosów wyniki są jednoznaczne: TISZA zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym Zgromadzeniu Narodowym, podczas gdy koalicja Fidesz-KDNP musi zadowolić się 55 miejscami. Do parlamentu wejdzie jeszcze prawicowy Mi Hazánk z 6 mandatami. Próg większości konstytucyjnej na Węgrzech wynosi 133 głosy – Magyar przekroczył go z wyraźnym zapasem. Na liście krajowej TISZA uzyskała 53,07 proc. głosów wobec 38,43 proc. dla Fideszu. Pełne 100 proc. wyników – z uwzględnieniem głosów oddanych za granicą – Narodowe Biuro Wyborcze poda w najbliższą sobotę, ale ewentualna zmiana arytmetyki jest już niemożliwa.

Warto zestawić te liczby z wyborami z 2022 roku: Fidesz straci w tym parlamencie ok. 80 posłów. To nie jest zwykła przegrana – to polityczne trzęsienie ziemi. Orbán pogratulował Magyarowi przez telefon jeszcze w trakcie nocy wyborczej, a następnie przyznał: „Wyniki są dla nas bolesne, ale jednoznaczne”. Frekwencja okazała się rekordowa – do godz. 18:30 w niedzielę zagłosowało prawie 78 proc. uprawnionych, czyli ponad 5,85 mln osób. Cztery lata wcześniej, w tym samym momencie dnia, przy urnach było 52,75 proc. wyborców. Magyar na wiecu w Budapeszcie podsumował to tak: „W historii demokratycznych Węgier nigdy nie głosowało tak wiele osób i żadna partia nie otrzymała tak silnego mandatu jak TISZA”.

Tysiącletnia przyjaźń z konkretnym interesem w tle

Tuż po ogłoszeniu wyniku Magyar ze sceny na placu Batthyányego, naprzeciwko gmachu parlamentu, zapowiedział kolejność pierwszych wizyt zagranicznych. „Moja pierwsza podróż zaprowadzi nas do Polski. Aby umocnić tysiącletnią przyjaźń polsko-węgierską” – powiedział. Kolejno wymienił Wiedeń i Brukselę. Wybór Warszawy jako pierwszego przystanku nie jest przypadkowy. Według informacji Interii Magyar może odwiedzić Polskę na przełomie maja i czerwca. Sam lider TISZY ujawnił na jednym z wcześniejszych wieców, że wizyta była już uzgadniana: „W pierwszą wizytę udam się do Polski. Mamy to już ustalone z Donaldem Tuskiem”.

Za deklaracją o tysiącletniej przyjaźni kryje się jednak bardzo konkretna stawka. Węgry od lat mają zamrożone miliardy euro z unijnych funduszy – za naruszanie zasad praworządności za rządów Orbána. Magyar liczy na to, że Polska pomoże mu odblokować te środki w Brukseli, podobnie jak Tusk zdołał to zrobić z polskim KPO. Jak ocenia Jędrzej Bielecki z działu zagranicznego „Rzeczpospolitej”, Magyar zamierza pójść śladem polskiego premiera. „Uczeń może szybko przeróść nauczyciela” – komentuje dziennikarz. Z drugiej strony Polska ma własne zaległe sprawy wobec Budapesztu: wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zwrócił uwagę już w niedzielę wieczór, że „blokowane przez rząd Orbana 2 miliardy złotych z kasy UE za sprzęt, jaki Polska wysłała Ukrainie, niedługo dotrą do naszej Ojczyzny”, jak powiedział w mediach społecznościowych.

Tusk czekał na ten telefon

Donald Tusk był w momencie ogłoszenia wyników w Seulu. Nie czekał długo z reakcją – najpierw opublikował na platformie X wpis: „Węgry, Polska, Europa. Znowu razem! Wspaniałe zwycięstwo, drodzy przyjaciele!”, dopisując po węgiersku hasło „Ruszkik haza” (Rosjanie do domu), które pochodzi z czasów węgierskiej rewolucji 1956 roku. Potem pojawił się krótki film – Tusk dzwoni do Magyara i mówi: „Halo, Peter? Jestem taki szczęśliwy, myślę, że bardziej niż ty”.

Na konferencji prasowej w Seulu Tusk tłumaczył, dlaczego wyniki węgierskich wyborów mają dla Polski tak duże znaczenie: „Począwszy od relacji polsko-węgierskich, od sytuacji w Europie, od naszych pieniędzy, które Orbán blokował dla Polski i także dla Ukrainy” – wyliczał. Relacje z nowym rządem w Budapeszcie określił jako potencjalnie „absolutnie wyjątkowe”. Odniósł się też bezpośrednio do kwestii azylu, którego Orbán udzielił Zbigniewowi Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu – byłym polskim politykom ściganym przez prokuraturę w związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości: „Mam nadzieję, że powiem tym dwóm panom: witam w Polsce” – zapowiedział. Magyar deklarował wielokrotnie, że pod rządami TISZY Węgry nie będą zapewniać schronienia zagranicznym osobom poszukiwanym przez wymiar sprawiedliwości.

Koniec Orbána zmienia układ sił w całej Europie

Zwycięstwo TISZY jest odczytywane w europejskich stolicach jako wydarzenie o znaczeniu wykraczającym daleko poza Węgry. Paryski dziennik „Le Monde”, cytowany przez PAP, odnotował, że „znika partner francuskiej skrajnej prawicy w jej ideologicznej walce przeciwko Komisji Europejskiej”. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer napisał na platformie X, że „to historyczny moment, nie tylko dla Węgier, ale dla europejskiej demokracji”. Z Litwy gratulacje popłynęły zarówno od prezydenta Gitanasa Nausedy – „Wielkie zwycięstwo Węgier! Wielkie zwycięstwo Europy!” – jak i premier Ingi Ruginiené. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapewnił, że Kijów jest gotów na „wspólną pracę dla pokoju i bezpieczeństwa”. Skomentował też Barack Obama, porównując zmianę władzy na Węgrzech do wyborów w Polsce.

Zmiana dotknie też Grupę Wyszehradzką, która przez lata była areną napięć między Warszawą a Budapesztem. Szef MSZ Czech Petr Macinka przyznał, że jego kraj traci w Orbánie unijnego sojusznika, ale jednocześnie zadeklarował chęć nawiązania „ponadstandardowych stosunków” z nowym rządem. Zgodnie z jego oceną po wyborach dojdzie do wyraźnego ocieplenia na linii Warszawa-Budapeszt. Magyar ma w planach odblokowanie zamrożonych środków unijnych, przystąpienie Węgier do Prokuratury Europejskiej (EPPO), reformę wymiaru sprawiedliwości i wszczęcie śledztwa w sprawie rosyjskich wpływów na Węgrzech – wśród potencjalnych celów tego ostatniego wymienia się byłego szefa MSZ Pétera Szijjártó, który w noc wyborczą zniknął z przestrzeni publicznej.

Zmiana w Budapeszcie to nie tylko polityka

Dla polskich obywateli zmiana władzy na Węgrzech może mieć dość konkretne skutki. Po pierwsze, Polska ma szansę odzyskać wspomniane 2 mld zł zablokowane przez Orbána za dostawy sprzętu dla Ukrainy – te pieniądze przez lata nie mogły trafić do polskiego budżetu. Po drugie, nowe otwarcie w relacjach z Budapesztem może przyspieszyć niektóre sprawy na poziomie unijnym – Węgry pod rządami Orbána wielokrotnie wetowały decyzje, które leżały w interesie Polski i innych państw UE. Po trzecie, jeśli Magyar dotrzyma słowa w sprawie azylu, sprawa Ziobry i Romanowskiego wróci na wokandę – ich status prawny na Węgrzech będzie musiał zostać zweryfikowany przez nowy rząd. To proces, który potrwa miesiące, ale kierunek jest wyraźny. Wizyta Magyara w Warszawie – planowana na przełom maja i czerwca – będzie pierwszym sygnałem, jak głębokie będzie to nowe otwarcie w praktyce.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl