Podwyżki uderzą po kieszeni. Eksperci nie mają złudzeń: nadchodzi dramat milionów Polaków. Dotknie każdego z nas
Inflacja w Polsce przez pierwsze miesiące 2026 r. wyglądała na ujarzmioną – GUS raportował 2,2 proc. w styczniu i 2,1 proc. w lutym. Tymczasem badanie Grant Thornton pokazuje, że 60 proc. średnich i dużych firm planuje podnieść ceny swoich towarów lub usług w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Dane za marzec wszystko skomplikowały: CPI skoczyło do 3 proc. – najwyżej od 8 miesięcy – głównie przez ceny paliw i energii po zamknięciu Cieśniny Ormuz. Korekty prognoz inflacyjnych zaczęły płynąć z banków jeden po drugim.

Fot. Warszawa w Pigułce
60 procent firm podnosi ceny. Wskaźnik netto: 57 punktów procentowych
Z najnowszego badania International Business Report, realizowanego przez sieć Grant Thornton International w 38 krajach, wynika, że na początku 2026 r. zamiar podniesienia cen swoich produktów lub usług deklaruje 60 proc. średnich i dużych firm działających w Polsce. Obniżkę planuje zaledwie 3 proc. przedsiębiorstw. Wskaźnik netto – różnica między odsetkiem firm planujących podwyżki a odsetkiem firm planujących obniżki – wynosi 57 punktów procentowych.
To wynik wyższy o 3 punkty procentowe niż rok wcześniej, kiedy zamiar podwyżek deklarowało 57 proc. firm. Jednocześnie pozostaje wyraźnie poniżej rekordów z lat 2021-2023, gdy wskaźnik netto przekraczał 80 punktów procentowych. Innymi słowy: firmy wciąż chcą podnosić ceny, ale nie tak agresywnie jak w szczycie kryzysu postpandemicznego.
Skala planowanych podwyżek jest jednak daleka od symbolicznej. Najczęściej wskazywany przedział to 5-7 proc. rocznie – deklaruje go 38 proc. firm, które zapowiedziały wzrost cen. Kolejne 33 proc. planuje podwyżki w przedziale 3-4 proc. Co dziesiąta badana firma mierzy w 8-10 proc., a co dwunasta – powyżej 10 proc. Część przedsiębiorstw mówi wprost o kilkunastu, a nawet dwudziestu procentach.
Liczby te są wyraźnie wyższe od oficjalnego CPI, które w lutym wynosiło 2,1 proc. Jak wyjaśnia dr Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton, to nie jest sprzeczność, lecz kwestia tego, z czego inflacja konsumencka się składa: „Na inflację konsumencką składają się nie tylko ceny towarów i usług produkowanych w kraju, ale też ceny energii elektrycznej i gazu, które są w dużej mierze regulowane przez rząd, oraz ceny towarów importowanych, zależne od kursów walutowych. Te właśnie komponenty będą stabilizować ogólną inflację konsumencką mimo że krajowi producenci podnoszą swoje ceny”.
Marzec wszystko zmienił: inflacja skoczyła do 3 procent
Spokój trwał do końca lutego. Zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran i skokowy wzrost cen ropy naftowej – Brent podrożał od początku konfliktu o blisko 60 proc. – gwałtownie przemodelowały krajobraz inflacyjny. Według wstępnych danych GUS inflacja CPI w marcu 2026 r. wzrosła do 3 proc. – najwyżej od 8 miesięcy. Głównym motorem były paliwa i sprzęt transportowy (+8,5 proc. rok do roku) oraz energia elektryczna, gaz i inne paliwa (+3,9 proc.).
W ślad za twardymi danymi ruszyły rewizje prognoz. PKO Bank Polski obniżył prognozę wzrostu PKB w 2026 r. z 3,7 do 3,5 proc. i jednocześnie podniósł prognozę średniorocznej inflacji CPI z 2,2 do 2,8 proc.. Stopa referencyjna NBP – obniżona w marcu do 3,75 proc. po tym, jak RPP uznała, że inflacja jest pod kontrolą – ma teraz według PKO BP pozostać na tym poziomie co najmniej przez rok. Szanse na kolejne obniżki zostały przekreślone przez szok naftowy.
Marcowa projekcja NBP, opublikowana jeszcze przed najostrzejszą fazą kryzysu, zakładała inflację CPI w 2026 r. w przedziale 1,6-2,9 proc. Geopolityka pokrzyżowała te rachuby szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Za co firmy płacą coraz więcej – i dlaczego nie mogą przestać podnosić cen
Badanie Grant Thornton identyfikuje 2 główne silniki presji kosztowej, które działają od kilku lat i nie wytraciły jeszcze impetu.
Pierwszy to koszty energii. Mimo że sytuacja jest lepsza niż w szczycie kryzysu, 59 proc. średnich i dużych firm nadal uznaje wysokie koszty energii za silną lub bardzo silną barierę rozwoju. W latach 2022-2023 odsetek ten sięgał 80 proc. Poprawa jest więc realna, ale firmy energochłonne – przemysł stalowy, chemiczny, cementowy, metalurgia, ceramika, szkło – wciąż mierzą się z rachunkami, które strukturalnie pozostają wyższe niż przed wojną w Ukrainie. Transport i przemysł przetwórczy odpowiadają łącznie za ok. 54 proc. zużycia energii w całej gospodarce – to właśnie te sektory odczują kryzys bliskowschodni najboleśniej.
Drugi silnik to koszty pracy. Są one wskazywane jako istotna lub bardzo istotna bariera przez 64 proc. ankietowanych firm – jeden z najwyższych wyników w historii tego badania w Polsce. Przy bezrobociu oscylującym wokół 3 proc. pracownicy mają mocną pozycję negocjacyjną. Przez lata wysokiej inflacji realna siła nabywcza wynagrodzeń spadała, co teraz napędza żądania podwyżek rekompensujących straty. Dynamika płac w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się na poziomie ok. 6 proc. rok do roku. Pracodawcy muszą płacić więcej – i przenoszą te koszty na ceny.
Efekt jest szczególnie widoczny w usługach, gdzie koszty pracy stanowią lwią część kosztów ogółem. Według szacunków rynkowych ceny usług księgowych rosną średnio o ok. 12 proc. rocznie. Podobną dynamikę widać w consultingu, logistyce, outsourcingu IT i cyberbezpieczeństwie. Dlatego inflacja usługowa w lutym 2026 r. wyniosła 4,8 proc. rok do roku – przy inflacji towarowej na poziomie zaledwie 1,0 proc. Usługi drożeją ponad 4-krotnie szybciej niż towary.
Polska na tle świata: nie jesteśmy wyjątkiem, ale to nie jest pociecha
W globalnym badaniu IBR prowadzonym w 38 krajach Polska nie jest liderem cenowego pesymizmu. W 9 krajach spośród 38 odsetek firm planujących podwyżki jest wyższy niż nasze 60 proc. Na czele zestawienia znalazła się Nigeria (82 proc.) i Turcja (80 proc.) – kraje zmagające się z chroniczną wysoką inflacją i problemami walutowymi. Na podium trafiły też Wielka Brytania i Indie, gdzie po 70 proc. firm zamierza podnosić ceny.
To pokazuje, że presja kosztowa jest zjawiskiem globalnym, nie polską specyfiką. Niemniej dla przeciętnego konsumenta robiącego zakupy w Warszawie czy Krakowie nie jest to szczególna pociecha.
Okiem redakcji: droższe paliwo to droższe wszystko – i tu zaczyna się nowy problem, którego raport jeszcze nie uwzględnia
W badaniu Grant Thornton firmy wskazują energię i koszty pracy. Jest jednak jeszcze jeden czynnik, którego raport – opublikowany na początku roku nie mógł w pełni uwzględnić: kryzys paliwowy wywołany wojną w Iranie i zamknięciem Cieśniny Ormuz.
Olej napędowy jest paliwem, na którym stoi polska i światowa logistyka. Ciężarówki, busy dostawcze, maszyny budowlane, kombajny – wszystko jeździ na dieslu. Gdy ceny oleju napędowego rosną o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent, drożeje transport każdego towaru – od warzyw na targu po meble w sklepie. Zdaniem naszej redakcji wzrost cen paliw to dodatkowy impuls inflacyjny, którego skutki w cenach sklepowych zobaczymy z opóźnieniem kilku tygodni – tyle potrzeba, żeby wyższe koszty logistyki przebiegły przez całe łańcuchy dostaw i trafiły na metki.
Sytuację komplikuje fakt, że Unia Europejska – jak ujawnił komisarz energii Dan Joergensen w rozmowie z „Financial Times” – rozważa nawet racjonowanie paliwa lotniczego i oleju napędowego, jeżeli kryzys dostaw się przedłuży. Szerzej pisaliśmy o tym 5 kwietnia. UE przeprowadziła już największą w historii interwencję na rynku strategicznych rezerw ropy. Jeśli reglamentacja diesla stałaby się faktem, część firm transportowych i logistycznych stanęłaby przed wyborem: drastyczne ograniczenie kursów albo drastyczne podniesienie stawek. W obu przypadkach skończy się to droższymi produktami.
Ceny będą rosnąć, ale nie wszędzie jednakowo
Grant Thornton prognozuje inflację CPI w 2026 r. na poziomie 2,8 proc. – nieco powyżej średnich oczekiwań rynkowych sprzed kryzysu bliskowschodniego. PKO BP doszedł do tej samej liczby już po rewizji. To wciąż relatywnie niski poziom jak na to, co pokazują deklaracje firm. Rozbieżność tłumaczy się tym, że na koszyk konsumencki wpływają też regulowane ceny energii i tańsze towary importowane – które jak dotąd tę presję amortyzują.
Gdzie ceny będą rosnąć najmocniej? Usługi – księgowość, IT, logistyka, budownictwo – już drożeją szybciej niż inflacja ogółem i trend ten się nie odwróci, dopóki bezrobocie pozostaje przy 3 proc. Paliwa i energia – zależne od tego, jak długo potrwa kryzys bliskowschodni. Żywność – z opóźnieniem, przez wyższe koszty transportu i przetwórstwa.
Jeśli planujesz większe zakupy – sprzęt AGD, materiały budowlane, usługi remontowe – warto wziąć pod uwagę, że oferty cenowe z najbliższych tygodni mogą być lepsze niż te jesienią. Firmy budowlane i remontowe dopiero będą wkalkulowywać wyższe koszty energii i transportu w nowe wyceny.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.