Poranny rozruch silnika kosztował ich 300 złotych. Czy w 2026 roku policja znowu ruszy na osiedla
Scenariusz jest znany każdemu, kto posiada samochód i nie ma garażu. Mroźny poranek, szyby skute lodem, na dachu warstwa śniegu. Wsiadasz, odpalasz silnik, włączasz ogrzewanie na „max” i wychodzisz ze skrobaczką, by walczyć z żywiołem. Przez lata był to rytuał, nad którym nikt się nie zastanawiał. Aż nadszedł rok 2025. To wtedy policja, wspierana przez straże miejskie, wypowiedziała wojnę „kopcącym na postoju”. Mandaty sypały się gęsto, a fora internetowe wrzały od oburzenia kierowców, którzy stracili po 300 złotych we własnych podjazdach. Dziś, gdy zima 2026 znowu pokazuje pazury, warto przypomnieć sobie tę bolesną lekcję. Czy wiesz, że ten jeden niewinny nawyk może kosztować Cię więcej niż pełny bak paliwa?

Fot. Warszawa w Pigułce
Styczeń to czas, kiedy warunki drogowe są najtrudniejsze, a cierpliwość kierowców wystawiona na próbę. Jednak wydarzenia z ubiegłego roku pokazały, że największym zagrożeniem dla portfela kierowcy nie jest wcale poślizg czy stłuczka, ale nieznajomość artykułu 60 Prawa o ruchu drogowym. Przepis ten, istniejący od lat, w 2025 roku zaczął być egzekwowany z aptekarską precyzją.
Służby mundurowe, często reagując na zgłoszenia sąsiadów zmęczonych hałasem i spalinami pod oknami, przeprowadziły serię akcji pod kryptonimem „Czysta Szyba”. Bilans? Tysiące wystawionych mandatów karnych. Okazało się, że wygoda (wsiadanie do ciepłego auta) stoi w sprzeczności z prawem. Dlaczego rozgrzewanie silnika na postoju jest tak surowo karane i czy mandat za „bałwana na dachu” naprawdę może wynieść aż 3000 złotych?
300 złotych za „grzanie silnika”. Mit, który upadł w 2025 roku
Przez dekady mechanicy starej daty powtarzali: „Daj mu pochodzić, niech olej się rozprowadzi”. W 2025 roku to zalecenie zderzyło się czołowo z ekologią i prawem. Przepis jest bezlitosny: zabrania się pozostawiania pracującego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym. Wyjątkiem jest postój wynikający z warunków ruchu (np. korek).
W ubiegłym roku policjanci nie przyjmowali tłumaczeń typu: „Ale ja tylko skrobię szyby” albo „Muszę odmrozić nawiewem, bo nic nie widzę”. Interpretacja była sztywna: najpierw skrobiesz, potem odpalasz. Uruchomienie silnika i wyjście z auta, by odśnieżać, to wykroczenie. Taryfikator za to przewinienie to 100 złotych (za oddalenie się od pojazdu) do nawet 300 złotych (za używanie pojazdu w sposób powodujący uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin lub hałasem).
W 2025 roku funkcjonariusze często łączyli te paragrafy. Jeśli silnik pracował głośno pod blokiem o 6 rano, kierowca dostawał mandat z górnej półki. Co ciekawe, w dyskusję włączyli się nowocześni eksperci motoryzacyjni, którzy w mediach tłumaczyli, że dla współczesnych silników (zwłaszcza z wtryskiem bezpośrednim i turbiną) długa praca na wolnych obrotach na mrozie jest wręcz szkodliwa. Silnik szybciej nagrzewa się pod obciążeniem, czyli podczas jazdy.
„Czołgista” na drodze – mandat grozy do 3000 zł
Jeszcze bardziej kosztowne okazało się w 2025 roku lenistwo w odśnieżaniu. Policja wzięła na celownik tzw. „czołgistów” – kierowców, którzy wyskrobali sobie jedynie mały wizjer na przedniej szybie, pozostawiając resztę auta pod śniegiem. Wjechanie takim pojazdem na drogę publiczną to proszenie się o kłopoty.
W ubiegłym roku, po kilku głośnych wypadkach spowodowanych przez spadające tafle lodu z dachu osobowych aut (nie tylko ciężarówek!), policja przestała stosować pouczenia. Zgodnie z nowym taryfikatorem, za nieodśnieżenie pojazdu grozi mandat do 3000 złotych. Oczywiście, w praktyce zazwyczaj kończyło się na 500-1000 zł, ale to i tak kwota, która boli.
Kluczowy jest tutaj art. 66 Prawa o ruchu drogowym, który mówi, że pojazd musi być tak utrzymany, aby nie zagrażał bezpieczeństwu. Śnieg na dachu, który przy hamowaniu zsuwa się na przednią szybę (oślepiając kierowcę) lub przy przyspieszaniu spada na auto jadące z tyłu, jest realnym zagrożeniem. W 2025 roku internet obiegły nagrania z policyjnych wideorejestratorów, na których widać, jak z dachu SUV-a odrywa się bryła lodu i rozbija szybę w aucie za nim. Sprawca dostał 2500 zł mandatu i punkty karne.
Sąsiedzki monitoring – nowa broń w walce ze spalinami
To, co wyróżniało zimę 2025 od poprzednich, to rola czynnika społecznego. Aplikacje do zgłaszania nieprawidłowości (np. Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa) oraz zwykłe telefony na numer 112 biły rekordy popularności. Mieszkańcy parterów i pierwszych pięter w blokowiskach mieli dość smrodu diesli rozgrzewanych pod ich oknami przez 20 minut.
Wiele mandatów zostało wystawionych nie przez patrol, który akurat przejeżdżał, ale na wezwanie. Sąsiedzi robili zdjęcia lub nagrywali filmy telefonem (z widoczną tablicą rejestracyjną i czasem trwania postoju) i wysyłali je na skrzynkę „Stop Agresji Drogowej”. Tak, długotrwałe smrodzenie pod oknami też podpada pod te zgłoszenia. Kierowcy byli w szoku, gdy po dwóch tygodniach dostawali wezwanie na komendę w celu złożenia wyjaśnień. W 2026 roku ta „sąsiedzka czujność” jest jeszcze większa, bo świadomość ekologiczna rośnie.
Tablice i światła – detale za 500 zł
Kolejnym punktem zapalnym w 2025 roku były nieczytelne tablice rejestracyjne. Zimą, gdy na drogach zalega błoto pośniegowe, tablice brudzą się błyskawicznie. Przepisy mówią jasno: tablice muszą być czytelne. Za jazdę z „zaklejonymi” blachami grozi mandat 500 zł.
Policjanci w ubiegłym roku często zatrzymywali auta, które wyglądały jak bryły błota. Tłumaczenie „przecież przed chwilą wyjechałem” rzadko pomagało, jeśli brud był zaschnięty. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała ze światłami. Reflektory LED, które nie wydzielają ciepła, nie roztapiają śniegu i lodu na kloszu. Kierowca, który nie przetarł świateł przed jazdą, w nocy był praktycznie niewidoczny. Za to przewinienie w 2025 roku karano mandatem 300 zł i aż 8 punktami karnymi (za stworzenie zagrożenia).
Zdalne odpalanie (Remote Start) – legalne czy nie?
Wraz z popularyzacją nowoczesnych aut, w 2025 roku pojawił się problem systemów zdalnego uruchamiania silnika z kluczyka lub aplikacji. Wielu kierowców myślało, że skoro funkcja jest fabryczna, to można z niej korzystać legalnie. Nic bardziej mylnego.
Polskie prawo nie nadąża za technologią, ale w tym przypadku interpretacja jest prosta: przepis zabrania postoju z pracującym silnikiem. Nie ma znaczenia, czy kierowca siedzi w środku, czy pije kawę w kuchni, odpalając auto smartfonem. Jeśli auto stoi na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu i ma włączony silnik dłużej niż minutę – jest to wykroczenie.
W 2025 roku zdarzały się przypadki, gdy straż miejska wystawiała mandat za auto stojące „samotnie” z włączonym silnikiem na parkingu pod supermarketem. Właściciel, który robił zakupy, podczas gdy auto się nagrzewało, był niemile zaskoczony po powrocie.
Klimatyzacja zimą? Też powód do mandatu?
Ciekawym wątkiem z ubiegłego roku były mandaty za… parujące szyby. Policjant ma prawo zatrzymać dowód rejestracyjny i wystawić mandat, jeśli widoczność z wnętrza pojazdu jest ograniczona. Awarie nawiewu czy niesprawna klimatyzacja (która zimą świetnie osusza powietrze) sprawiały, że kierowcy jechali „na czuja”, przecierając szybę rękawem.
W ramach akcji prewencyjnych w 2025 roku drogówka kontrolowała stan techniczny układów wentylacji. Jazda z zaparowanymi szybami bocznymi i tylną to również wykroczenie, za które można dostać 200 zł. Policja argumentuje to prosto: nie widzisz pieszego wchodzącego na pasy z boku.
Co to oznacza dla Ciebie?
Mamy rok 2026, a zima nie zamierza odpuszczać. Aby uniknąć losu tysięcy kierowców ukaranych w zeszłym roku, musisz zmienić swoje poranne nawyki. Oto lista kontrolna, która uchroni Twój portfel:
- Zmień kolejność działań: Najpierw odśnieżanie, potem odpalanie. To złota zasada. Jeśli jest bardzo zimno, ubierz się cieplej. Odpalenie silnika na czas „skrobania” to ryzyko 300 zł, które wisi nad Tobą każdego ranka.
- Kup matę antyszronową: To inwestycja rzędu 20-30 złotych, która zwraca się po pierwszym unikniętym mandacie. Zakładając matę wieczorem, rano zdejmujesz ją jednym ruchem i masz czystą szybę. Nie musisz skrobać, nie musisz grzać silnika.
- Odśnieżaj dach i tablice: Nie bądź „czołgistą”. Zmiataczka z długim kijem to obowiązkowe wyposażenie. Pamiętaj, że śnieg z dachu to zagrożenie dla innych. Przetarcie tablic i świateł zajmuje 30 sekund, a ratuje przed mandatem 500 zł.
- Używaj odmrażaczy w sprayu: Zamiast męczyć się skrobaczką i porysować szybę, użyj chemii. Działa w kilka sekund, lód spływa, a Ty możesz ruszać niemal natychmiast po uruchomieniu silnika. To najbardziej „mandatoodporna” metoda.
- Szanuj sąsiadów: Jeśli musisz chwilę nagrzać auto (bo np. wieziesz małe dziecko), rób to z głową. Nie gazuj, nie stój pod oknami sypialni sąsiada. Jeśli odjedziesz kawałek i staniesz w mniej uciążliwym miejscu, ryzyko zgłoszenia drastycznie spada. Ale pamiętaj – minuta to granica tolerancji.
Zimowe mandaty to nie jest sposób na łatanie budżetu państwa, ale realna walka o bezpieczeństwo i czyste powietrze. W 2026 roku nie ma taryfy ulgowej dla leniwych. Albo wstaniesz 10 minut wcześniej, albo zapłacisz.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.