Pożar 600-letniego dębu: czeski film, nikt nic nie wie, policja nie otrzymała zgłoszenia
Sprawa pożaru jednego z najważniejszych warszawskich pomników przyrody zaczyna przypominać czeski film. Nikt nic nie wie, a sprawy podpalenia nawet nie zgłoszono na policję.
- Fot. Łukasz / Warszawa w Pigułce
- Fot. Łukasz / Warszawa w Pigułce
- Fot. Łukasz / Warszawa w Pigułce
Straż pożarna podjęła interwencję po zgłoszeniu od jednego z mieszkańców.
Na miejscu zjawiła się także straż miejska, która zabezpieczała miejsce zdarzenia na czas akcji. Jak jednak mówi Jerzy Jabraszko, Rzecznik Straży Miejskiej, taka prośba wpłynęła od straży pożarnej.
Asp. sztab. Robert Koniuszy z mokotowskiej policji w rozmowie z Warszawą w Pigułce przyznaje, że miał wiele telefonów w tej sprawie, ale z powodu braku zgłoszenia policja nic nie wie o tej sprawie.
Na razie miejsce zdarzenia jest zabezpieczone przez straż miejską, która cały czas jest na miejscu. Jest też Wydział Ochrony Środowiska i dendrolog, który ocenia uszkodzenie drzewa po pożarze. Być może to właśnie Urząd Dzielnicy pod którym jest Wydział Ochrony Środowiska zgłosi sprawę na policję. Nadal bowiem nie wiadomo czy drzewo zostało podpalone czy może uderzył w nie grom z jasnego nieba.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.


