Przerażająca postawa sąsiadów! Ktoś potrzebował pomocy, liczył się czas. Ratownik musiał kopniakiem otworzyć kratę! [LIST DO REDAKCJI]

Napisała do nas Pani Marta, która opisała bulwersującą sytuację. Pokazuje ona brak życzliwości, empatii i zwykłego ludzkiego współczucia. 

Fot. Warszawa w Pigułce

„Ratownicy (pogotowia – przyp.red) podjechali pod blok na Garwolińskiej, nie mogli wjechać na parking dla niepełnosprawnych, taki duży szeroki wycinek, gdzie jest wybetonowane i jest znaczek koperty na nawierzchni. Były tam zaparkowane samochody, normalne prywatne osobowe. Zaparkowali karetkę przy ulicy i przeszli z noszami przez chodniczek do klatki, ja ich wpuściłam drzwiami na dole. Zapytali, gdzie będzie numer mieszkania, pokazałam im, że za kratą. Drugiemu powiedziałam, żeby karetką wjechali pod klatkę przez zatoczkę przystanku autobusowego 102, 188, 523 Garwolińska 02 jak się nie mylę w stronę Olszynki, bo tam jest niżej krawężnik.

Ten, który chciał wejść do mieszkania osoby, do której wezwano karetkę albo która sama do siebie wezwała nie mógł, bo krata postawiona podobno przez mieszkańców, za którą nie odpowiada spółdzielnia była zamknięta. To było na parterze. Dzwonił dzwonkiem, ale te dzwonki w 90% nie działają, starsza sąsiadka usłyszała, ze ktoś wali w kratę i dzwoni i wyszła sprawdzić, kto to. Ratownik poprosił, żeby go wpuściła, a ona stała sobie za kratą i pytała „a do kogo? Pod który numer? A wy do (nazwisko lokatorki – przyp. red) ? A co się dzieje?” Nie reagowała na prośby wpuszczenia i dalej gadała.

Ratownik w końcu kopnął w tą kratę i się otworzyła. To nie była pierwsza sytuacja z kratą i karetką. Wcześniej, ze 2-3 lata temu wezwałam karetkę do leżącego 90-latka, bo słyszałam za ścianą wycie, wołanie „(Imię), ratunkuuuu”. (Imię) to sąsiadka, która się miała tym facetem opiekować a przychodziła raz na dwa dni mieszkając w tej samej klatce. Zostawiała go zamkniętego i wychodziła na całe dnie. Próbowałam się najpierw do niej dodzwonić, nie odbierała, nagrałam jej się na sekretarkę, ze ten jej podopieczny umiera i wzywam pogotowie i będą musieli wyważyć drzwi.

Wtedy oddzwoniła powiedzieć, ze on udaje, szuka atencji, nic mu nie będzie, ale powiedziała mi, gdzie schowane są klucze na klatce. Weszłam tam a tam smród, ze w oczy szczypie, od razu odruch wymiotny, zaduch, okna zamknięte, widok okropny, facet się wykręca jakby rzeczywiście się dusił, wiec wezwałam w końcu to pogotowie. Poszłam do mieszkania do siebie umyć ręce, zmienić ubranie, bo wychodziłam zaraz i byłam już spóźniona i tak. Słyszę myjąc się i perfumując, żeby jakoś wyjść z tego smrodu, szamotaninę na klatce i tez się okazało, ze staruszka, która ma już jakaś demencję, bo chodzi w majtkach po klatce schodowej albo w nocy o 3-5 nad ranem przychodzi do nas albo do sąsiadów po cukier/ocet/wodę, nie chce pogotowia wpuścić.

Pobiegłam do tej kraty, wpuściłam ich a ta staruszka jeszcze przed nich weszła i chciała koniecznie wleźć do tego smrodu do tego mieszkania gdzie ten facet leżący chory był. Odepchnął ją ratownik i krzyknął, ze ma natychmiast wróci do mieszkania.
Te kraty to jest jakaś patologia. Dozorca nie ma kluczy do nich i o 7 rano dzwoni do nas, bo mamy jedyny działający dzwonek naprawiony na własny koszt podczas remontu, żeby go wpuścić, żeby mógł umyć podłogę.” – opisuje Pani Marta.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl