Są plany ewakuacji 2477 gmin. Polska zakłada najgorszy scenariusz. Warszawa przygotowuje metro i dostosowuje autobusy do noszy. Gdzie iść w razie zagrożenia?
Wszystkie 2477 gmin w Polsce zdążyły z planami ewakuacyjnymi przed grudniowym terminem – żadna się nie spóźniła. System może zostać uruchomiony w mniej niż 15 minut od decyzji. To krótkie tło, bo prawdziwa historia zaczyna się w Warszawie – tam, gdzie metro ma być ukryciem dla 100 tysięcy ludzi, autobusy zmieniają się w karetki na kołach, a miastu brakuje setek certyfikowanych schronów.

17 grudnia 2025: metro jako ukrycie dla 100 tysięcy ludzi
Program „Podziemna Tarcza”, ogłoszony przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego, obejmuje całą sieć metra – linię M1 z 21 stacjami i M2 z 18 stacjami, łącznie około 41,5 kilometra tuneli. Cel: schronienie dla ponad 100 tysięcy osób. Przy wybranych stacjach, między innymi Placu Wilsona i Bródnie, w pustkach technologicznych już teraz gromadzone są łóżka polowe, śpiwory i koce.
Tu jednak trzeba być precyzyjnym, bo oficjalne komunikaty nie zawsze to podkreślają: metro to miejsce ukrycia, nie schron w rozumieniu ustawy. Daje realną ochronę przed odłamkami i falą uderzeniową, ale nie przed bronią chemiczną czy nuklearną. Pierwszą linię metra, od Kabat do Wierzbna, faktycznie projektowano z myślą o funkcji schronu, ale w trakcie budowy i późniejszej eksploatacji zrezygnowano z elementów, które tę funkcję realnie zapewniały – nie zamontowano pełnej hermetyczności, filtracji powietrza ani odpowiednich toalet. Były dowódca Jednostki Wojskowej GROM, generał Roman Polko, wskazywał na różnicę skali: warszawskie metro leży kilkanaście do kilkudziesięciu metrów pod ziemią, a kijowskie – miejscami ponad sto metrów, co fundamentalnie zmienia poziom ochrony.
619 schronów – liczba, która nie pozostawia wątpliwości
Niezależna analiza firmy Holdfort, opublikowana w kwietniu 2026 roku, wyliczyła, że Warszawa potrzebuje co najmniej 619 schronów i ukryć, jeśli zastosować ustawowy standard maksymalnie 500 metrów dojścia od miejsca stałego pobytu do budowli ochronnej. To liczba minimalna – nie uwzględnia barier urbanistycznych: Wisły, zamkniętych osiedli, terenów przemysłowych. Autorzy analizy wprost zaznaczają, że rzeczywista potrzeba może być znacznie wyższa.
Gdy Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa skontrolowało blisko połowę spośród ponad 200 obiektów wytypowanych przez ratusz jako potencjalne schrony, wynik był jednoznaczny: żaden nie spełnia definicji schronu zgodnej z nową ustawą z 2024 roku. Ratusz odpowiada, że formalna certyfikacja należy do Państwowej Straży Pożarnej i Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, a sam audyt był zaawansowany w 40 procentach jesienią 2025 roku. W całej Polsce – jak przyznał wiceminister MSWiA Wiesław Szczepański – schronów rzeczywiście spełniających dzisiejsze wymogi jest około tysiąca, na 38 milionów mieszkańców kraju.
Gdzie realnie schroni się mieszkaniec Warszawy
To pytanie, które najbardziej interesuje warszawiaka, a rzadko pada w komunikatach wprost. Odpowiedź zależy od tego, gdzie mieszkasz. Jeśli Twój dom lub praca znajduje się w zasięgu pieszego dojścia do stacji metra, to ona – w ramach programu „Podziemna Tarcza” – jest Twoim najbliższym, wyznaczonym miejscem ukrycia. Dotyczy to realnie ograniczonej części miasta wzdłuż dwóch linii, nie całej Warszawy.
Dla pozostałych mieszkańców – czyli w praktyce większości miasta, poza korytarzami obu linii metra – wyznaczone miejsca tymczasowego schronienia to najczęściej piwnice, garaże podziemne i podziemne kondygnacje budynków publicznych, w pierwszej kolejności szkół. To akurat jest punkt, w którym warto zachować realizm, a nie tylko powtarzać oficjalne listy. Doświadczenia z Ukrainy pokazały wprost, że szkoły i podobne obiekty użyteczności publicznej, wskazywane jako miejsca schronienia, wielokrotnie okazywały się celem ostrzału lub po prostu nie miały żadnej rzeczywistej ochronnej konstrukcji – piwnica szkolna chroni przed odłamkami i falą uderzeniową w najlepszym przypadku, nie przed bezpośrednim trafieniem. Mieszkaniec, który zakłada, że wpisanie budynku na listę automatycznie oznacza bezpieczeństwo, opiera się na założeniu, którego nie potwierdzają ani polskie kontrole, ani doświadczenia wojny za naszą granicą.
120 autobusów z mocowaniami na nosze – ale matematyka jest brutalna
W grudniu 2025 roku Zarząd Transportu Miejskiego podpisał umowę na zakup 120 przegubowych autobusów Solaris o długości 18 metrów. Każdy będzie wyposażony w mocowania na 4 nosze, a adaptacja do transportu rannych ma być możliwa bez specjalistycznych narzędzi i bez postoju w warsztacie – na co dzień pojazdy jeżdżą na normalnych trasach komunikacji miejskiej, w sytuacji kryzysowej zmieniają funkcję w ciągu minut. Pierwsze egzemplarze mają dotrzeć do Warszawy w październiku 2026 roku, kompletna dostawa zakończy się w 2027 roku. Przetarg przewiduje opcję na dodatkowe 100 pojazdów.
Rzecznik ZTM Tomasz Kunert wyjaśniał wybór napędu spalinowego, mimo wieloletniej polityki dekarbonizacji floty miejskiej, słowami: doświadczenia ostatnich lat pokazały, że napęd konwencjonalny najlepiej sprawdza się w sytuacjach kryzysowych, gdy możliwe są ograniczenia dostępu do surowców energetycznych. Liczby jednak nie pozostawiają wątpliwości co do skali: 120 autobusów po 4 nosze to jednoczesna przepustowość 480 miejsc leżących – wobec ponad 400 tysięcy warszawiaków w wieku poprodukcyjnym. Transport zorganizowany w skali kryzysu to sito, nie sieć bezpieczeństwa dla każdego.
Betonowy tunel zamiast schronu – decyzja, która wywołała pytania
Jeden epizod wymaga osobnego wyjaśnienia, bo regularnie wraca w dyskusjach o przygotowaniu Warszawy. Ratusz przeanalizował możliwość adaptacji podziemnego tunelu pod Marszałkowską na schron i uznał takie rozwiązanie za nieuzasadnione ekonomicznie. Tunel został zasypany betonem, a w jego miejscu powstaje zielony skwer. Decyzja wynikała z kalkulacji kosztów przebudowy istniejącej konstrukcji względem budowy nowych obiektów ochronnych od podstaw – ale dla części komentatorów i mieszkańców samo zestawienie „mamy gotowy tunel pod ziemią” i „zasypujemy go betonem” w czasie, gdy miasto deklaruje brak wystarczającej liczby schronów, stało się symbolem rozjazdu między deklaracjami a praktyką.
Co to oznacza dla Ciebie? Sprawdź, gdzie się schronić, zanim będzie to potrzebne
- Sprawdź serwis gdziesieukryc.pl i zapisz adresy 2-3 najbliższych miejsc schronienia – od domu i od pracy. Aplikacja działa offline, więc warto pobrać dane zawczasu, zanim ewentualna sytuacja kryzysowa ograniczy dostęp do internetu.
- Jeśli mieszkasz blisko stacji metra, traktuj ją jako realne miejsce ukrycia w ramach programu „Podziemna Tarcza” – ale pamiętaj, że to ukrycie, nie pełnoprawny schron. Chroni przed odłamkami i falą uderzeniową, nie przed atakiem chemicznym czy nuklearnym.
- Jeśli Twoim wyznaczonym miejscem schronienia jest piwnica szkoły lub innego budynku publicznego, sprawdź to miejsce wcześniej, a nie licz wyłącznie na wpis na liście ratusza. Realna ochrona zależy od konstrukcji konkretnego budynku, nie samego faktu wpisania go na listę miejsc tymczasowego schronienia.
- Nie czekaj na alert RCB, żeby dowiedzieć się, dokąd masz pójść. Sprawdzenie najbliższego miejsca schronienia teraz, w spokojnej chwili, jest dużo skuteczniejsze niż szukanie go w pierwszych minutach po ogłoszeniu zagrożenia.
- Jeśli budujesz dom jednorodzinny, sprawdź nowelizację Prawa budowlanego z 7 stycznia 2026 roku. Pozwala wybudować przydomowy schron do 35 metrów kwadratowych bez pozwolenia na budowę – rozwiązanie dostępne wyłącznie dla właścicieli domów, nie mieszkań w blokach czy kamienicach.
- Pamiętaj, że transport zorganizowany autobusami z mocowaniami na nosze ma ograniczoną przepustowość. To rozwiązanie dla osób wymagających pomocy medycznej w pierwszej kolejności, nie ogólny środek ewakuacji dla każdego mieszkańca – warto mieć własny, zapasowy plan dojścia do miejsca zbiórki czy ukrycia.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.