Śmiertelnie groźny hantawirus już w Polsce? Pierwszy Polak objęty nadzorem

Trzy zgony, 8 zakażeń hantawirusem, 147 osób zamkniętych na środku Atlantyku, odmowy wpłynięcia do portów i protesty dokerów w Teneryfie – przez to wszystko przez ponad sześć tygodni przeprowadzał swoich pasażerów Jan Dobrogowski, absolwent Akademii Morskiej w Gdyni i kapitan wycieczkowca MV Hondius. Właśnie wypłynął z Wysp Kanaryjskich do Rotterdamu z ostatnimi 30 członkami załogi na pokładzie. Jako ostatni opuści statek.

Fot. Pixabay / Warszawa w Pigułce

Gdynia, Horn i polarny lód – kim jest Jan Dobrogowski

Jan Dobrogowski ma marynarskie CV, jakiego niewielu może mu pozazdrościć. Absolwent studiów magisterskich na Akademii Morskiej w Gdyni, na morzu pracuje ponad 20 lat. W 1999 roku, jako pierwszy oficer żaglowca Zawisza Czarny, dwukrotnie opłynął przylądek Horn – jedno z najtrudniejszych wyzwań żeglarskich na świecie. Trzy lata później, mając 26 lat, został kapitanem tej jednostki. Z czasem wyspecjalizował się w nawigacji polarnej i zdobył kwalifikacje Ice Pilota – specjalisty od prowadzenia statków w warunkach lodowych, gdzie pomyłka może oznaczać katastrofę bez możliwości ratunku.

To doświadczenie sprawiło, że trafił do Oceanwide Expeditions – holenderskiego armatora specjalizującego się w rejsach ekspedycyjnych na Antarktydę i Arktykę, właściciela MV Hondius. Statek o długości 90 metrów, z 95 kabinami i miejscami dla 196 pasażerów, jest jedną z nielicznych jednostek certyfikowanych do pływania w trudnych lodowych warunkach. To nie jest luksusowy rejs na Karaiby. Na pokładzie trafiają naukowcy, biolodzy, fotograficy przyrody i entuzjaści dzikiej natury. Tacy jak Leo Schilperoord, 70-letni holenderski ornitolog, który zabrał ze sobą żonę Mirjam na rejs życia. Nie wiedząc, że będzie to rejs ostatni.

1 kwietnia: Ushuaia – koniec świata i początek kryzysu

Rejs MV Hondius startował 1 kwietnia 2026 roku z Ushuai – argentyńskiego miasta o nazwie „koniec świata”, najdalej wysuniętego na południe zamieszkanego miejsca na kuli ziemskiej. Na pokładzie 147 pasażerów i członków załogi z 23 krajów. Plan: Antarktyda, Georgia Południowa, Wyspa Świętej Heleny, Wyspy Zielonego Przylądka – 35-dniowy rejs przez niemal pustkowia Atlantyku Południowego.

Schilperoord i jego żona Mirjam kilka dni przed wypłynięciem odwiedzili wysypisko śmieci w Ushuai, gdzie bywają rzadkie ptaki przyciągające ornitologów z całego świata. Argentyńskie służby sanitarne uważają, że właśnie tam mogli wdychać aerozol z odchodów szczurów ryżowych – nosicieli wirusa Andes, jedynego hantawirusa zdolnego do przenoszenia się między ludźmi. Żaden z nich tego jeszcze nie wiedział. Dobrogowski tym bardziej.

Pierwsze objawy u Schilperooroda pojawiły się krótko po wypłynięciu. 12 kwietnia kapitan Dobrogowski musiał nagrać i odczytać pasażerom wiadomość o pierwszej śmierci na pokładzie. Nagranie trafiło do mediów społecznościowych i obiegło świat – spokojny, opanowany głos polskiego oficera informujący o zgonie 70-letniego Holendra. Żona Leo opuściła MV Hondius z ciałem męża na Wyspie Świętej Heleny 24 kwietnia. Dwa dni później Mirjam Schilperoord sama zmarła w Johannesburgu, zanim zdążyła wsiąść do samolotu do Holandii.

Sześć tygodni na oceanie: odmowy, protesty i epidemia

Pierwsze laboratoryjne potwierdzenie obecności wirusa Andes nastąpiło 4 maja – ponad miesiąc po wypłynięciu z Ushuai. Przez cały ten czas Dobrogowski zarządzał kryzysem bez ostatecznej diagnozy, opierając się na konsultacjach medycznych na odległość i danych z pokładowych badań. WHO dowiedziała się o sytuacji 2 maja – gdy statek był już na pełnym morzu, daleko od jakiegokolwiek portu.

3 maja MV Hondius zawinął do Praia – stolicy Zielonego Przylądka. Lokalne władze wysłały na pokład sprzęt medyczny i urzędników, ale nikt nie zszedł na ląd. Infrastruktura medyczna na archipelagu uznana została za niewystarczającą do obsłużenia takiego przypadku. Statek ruszył dalej. Potem był Atlantyk i rosnące napięcie – 5 maja WHO poinformowała o trzeciej ofierze: Niemce, która zmarła na pokładzie 2 maja. Jej ciało pozostawało na statku przez kolejne dni.

Kiedy Hiszpania zatwierdziła plan cumowania na Teneryfie, doszło do protestów. Fernando Clavijo, przywódca regionu Wysp Kanaryjskich, publicznie sprzeciwiał się wpłynięciu statku. Dokerzy w porcie Granadilla strajkowali, kwestionując bezpieczeństwo operacji. Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus musiał osobiście pojechać na Teneryfę, żeby uspokoić nastroje społeczne – i zapewnić, że ryzyko dla mieszkańców jest minimalne. „To nie jest kolejny COVID” – powiedział na konferencji prasowej, cytowany przez UN News.

Ewakuacja i film, który poruszył sieć

MV Hondius zawinął do portu Granadilla de Abona 10 maja. Hiszpańskie służby medyczne, ECDC i zespoły WHO przeprowadziły jedną z bardziej złożonych morskich operacji sanitarnych ostatnich lat. Pasażerów schodzono na ląd etapami – według narodowości i dostępności rejsów. Łącznie repatriowanych zostało 122 osoby: 87 gości i 35 członków załogi. Czternastu Hiszpanów, którzy wykazywali niepokojące objawy, trafiło bezpośrednio do madryckiego szpitala wojskowego na obserwację.

Jeszcze w trakcie trwającego cumowania Dobrogowski opublikował przez armatora krótki, niecałe trzyminutowy film wideo. Bez patosu, bez dramatyzowania. „Ostatnie tygodnie były ekstremalnym wyzwaniem dla nas wszystkich, jak na pewno wiecie. Tym, co mnie najbardziej poruszyło, była wasza cierpliwość, dyscyplina, życzliwość, jaką wykazywaliście się wobec siebie nawzajem” – mówił w nagraniu, cytowany przez Oceanwide Expeditions. Podziękował załodze za odwagę i altruizm. Wspomniał o ofiarach. I dodał to, co mówi tylko ktoś, kto naprawdę rozumie odpowiedzialność dowódcy: „Moja misja nie kończy się wraz z przybyciem na Wyspy Kanaryjskie. Chcę, by wszyscy dotarli do domu bezpiecznie i w dobrym zdrowiu.”

Na pokładzie zostało 30 osób – głównie rdzeń załogi technicznej i operacyjnej. Dobrogowski wypłynął z nimi do Rotterdamu, gdzie MV Hondius przejdzie pełną dezynfekcję. Podróż potrwa około 5 dni. Kapitan opuści statek jako ostatni – zgodnie z morską tradycją i własną deklaracją.

Wirus Andes: bilans i stan na 12 maja

Na dziś – 12 maja 2026 roku – WHO potwierdza 6 laboratoryjnie zweryfikowanych zakażeń wirusem Andes i 2 przypadki podejrzane, łącznie z 2 prawdopodobnymi czekającymi na wyniki badań. Trzy osoby nie żyją: holenderskie małżeństwo i obywatelka Niemiec. Jeden pasażer z Wielkiej Brytanii był we wcześniejszym komunikacie opisywany jako krytyczny – jego aktualny stan pozostaje przedmiotem monitorowania przez UK Health Security Agency. Jeden z 17 amerykańskich pasażerów ewakuowanych na Teneryfie wykazał łagodnie pozytywny wynik testu PCR na wirusa Andes, a drugi – łagodne objawy – informował Departament Zdrowia USA. Od 2 maja nie potwierdzono żadnego nowego zgonu.

Wirus Andes wywołuje hantawirusowy zespół płucny – ciężką niewydolność oddechową o śmiertelności sięgającej 36-50 proc. u osób z objawami ze strony układu oddechowego. To jedyny potwierdzony szczep hantawirusa zdolny do transmisji między ludźmi – jednak wyłącznie przy bliskim i długotrwałym kontakcie. Nie ma szczepionki, nie ma leku przyczynowego. Leczenie jest wyłącznie objawowe.

Wskaźnik reprodukcji wirusa Andes wynosi ok. 2, co oznacza, że jedna zakażona osoba może zainfekować maksymalnie dwie kolejne. Dla porównania – wskaźnik dla COVID-19 wynosił około 20, a dla odry – powyżej 12. Jak tłumaczył Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski w rozmowie z PAP: „Poziom zagrożenia dla społeczeństwa jest nieporównywalnie niższy, chociaż dla poszczególnych pacjentów ryzyko powikłań, a nawet śmierci, jest relatywnie wysokie.”

Polacy na pierwszej linii: kapitan i pasażer pod nadzorem

Polska w całej historii MV Hondius ma dwa oblicza. Pierwsze to Dobrogowski – kapitan, który przeprowadził statek przez sześć tygodni kryzysu i nie wykazał żadnych objawów choroby przez cały czas. MSZ i GIS wielokrotnie potwierdzały jego dobry stan zdrowia. Drugie oblicze to anonimowy polski obywatel, który – jak poinformował GIS 9 maja – trafił pod nadzór sanitarny jako pierwsza osoba w Polsce w związku z aferą MV Hondius. Możliwy kontakt nastąpił na lotnisku, podczas oczekiwania na lot jednej z pasażerek statku, która ostatecznie nie dostała się na pokład samolotu ze względu na stan zdrowia. Osoba ta nie przebywa w Polsce i nie wykazuje żadnych objawów.

Nadzór – nie izolacja, nie kwarantanna – trwa 6 tygodni od potencjalnej ekspozycji, co odpowiada maksymalnemu okresowi inkubacji wirusa. Informacja o tej osobie trafiła do GIS z systemu International Health Regulations, koordynowanego przez WHO na podstawie list pasażerskich i danych podróżnych. Grzesiowski nie wykluczył, że w kolejnych dniach pojawią się zgłoszenia kolejnych Polaków – po zakończeniu repatriacji pasażerów i przekrojowym prześledzeniu ich połączeń lotniczych.

Co to oznacza dla Ciebie? Spokój jest uzasadniony

Przypadek MV Hondius jest bezprecedensowy w jednym, bardzo konkretnym sensie: po raz pierwszy od dziesięcioleci wirus Andes znalazł się poza Południową Ameryką w tak udokumentowany sposób i po raz pierwszy zakaził grupę osób spoza lokalnych społeczności andyjskich. Ale skala – 8 zakażeń na 147 osób żyjących przez ponad miesiąc w zamkniętym środowisku z osobą zakażoną – pokazuje też, że nawet w ekstremalnych warunkach wirus Andes nie zachowuje się jak COVID czy grypa.

Jeśli nie byłeś na MV Hondius i nie wiesz, że miałeś kontakt z jego pasażerami – nie masz powodów do niepokoju. Gdyby takie ryzyko dotyczyło Ciebie, WHO i GIS skontaktowałyby się z Tobą bezpośrednio – tak działa system IHR, który już zidentyfikował pierwszego Polaka pod nadzorem. Jeśli natomiast wróciłeś z Argentyny lub Chile w ostatnich tygodniach i masz gorączkę, bóle mięśni i ogólne osłabienie – poinformuj lekarza o podróży. Okres inkubacji wirusa Andes to 1-8 tygodni. Infolinia GIS działa całą dobę pod numerem 800 190 590.

Dobrogowski – gdyński marynarz, który przeprowadził swój statek przez środek epidemii z 3 ofiarami śmiertelnymi, nie tracąc ani jednego kolejnego pasażera po potwierdzeniu diagnozy – płynie teraz spokojnie do Rotterdamu. I pewnie tak po prostu to widzi: to jego praca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

7

 

 

 

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl