„To może sparaliżować szkoły”. Dyrektorzy szkół alarmują po projekcie MEN
Projekt nowych praw ucznia wywołał ostry spór między Ministerstwem Edukacji Narodowej a dyrektorami szkół. MEN przekonuje, że zmiany mają zwiększyć ochronę uczniów i uporządkować szkolne zasady. Dyrektorzy alarmują jednak, że nowe przepisy mogą doprowadzić do „biurokratycznego paraliżu”, w którym nauczyciele zamiast rozwiązywać problemy wychowawcze będą zajmować się odwołaniami, procedurami i dokumentacją.

Dyrektorzy szkół alarmują po projekcie MEN. „Grozi nam biurokratyczny paraliż”
Nowe przepisy przygotowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej miały wzmocnić prawa uczniów i uporządkować szkolne zasady. Dyrektorzy szkół ostrzegają jednak, że projekt może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Według środowiska oświatowego szkoły zostaną zasypane procedurami, odwołaniami i dokumentacją, a nauczyciele zamiast rozwiązywać problemy wychowawcze będą skupiać się na zabezpieczaniu formalności.
Coraz głośniejszy spór wokół projektu ustawy o prawach i obowiązkach ucznia pokazuje, że w tle chodzi o znacznie więcej niż same przepisy. Dyskusja dotyczy tego, jak ma wyglądać polska szkoła, kto ma mieć w niej decydujący głos i gdzie kończy się ochrona praw ucznia, a zaczyna administracyjny chaos.
MEN chce jednolitych praw ucznia. Szkoły widzą ryzyko chaosu
Projekt ustawy został przyjęty przez rząd na początku kwietnia i obecnie przechodzi kolejne etapy prac parlamentarnych. Ministerstwo Edukacji Narodowej przekonuje, że nowe przepisy mają uporządkować sytuację uczniów w całej Polsce i stworzyć jednolity katalog ich praw oraz obowiązków.
Jednym z najważniejszych elementów projektu jest utworzenie systemu rzeczników praw ucznia działających na poziomie krajowym i wojewódzkim. Resort argumentuje, że obecnie uczniowie w różnych szkołach bywają traktowani nierówno, a część konfliktów nie ma jasnej ścieżki odwoławczej.
MEN podkreśla, że nowe rozwiązania mają zwiększyć przejrzystość działania szkół i poprawić ochronę uczniów przed nadużyciami. Problem w tym, że dyrektorzy i nauczyciele widzą w projekcie przede wszystkim ogromny wzrost biurokracji.
Dyrektorzy ostrzegają przed „biurokratycznym paraliżem”
Najmocniej przeciwko projektowi występuje Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, czyli OSKKO. Organizacja zrzeszająca dyrektorów szkół alarmuje, że nowe przepisy mogą sparaliżować codzienne funkcjonowanie placówek.
Zdaniem dyrektorów nawet drobne konflikty wychowawcze będą wymagały uruchamiania formalnych procedur, sporządzania dokumentacji i prowadzenia postępowań odwoławczych.
W praktyce szkoły mogą zostać zasypane protokołami, wyjaśnieniami i oficjalnymi pismami. Dyrektorzy obawiają się, że nauczyciele zaczną działać defensywnie – bardziej skupiając się na ochronie przed skargami niż na realnej pracy z uczniami.
Największe emocje budzi ryzyko przeniesienia codziennych problemów wychowawczych do formalnego systemu sporów. Według krytyków projektu szkoła może zacząć przypominać urząd administracyjny zamiast miejsca budowania relacji i wychowania.
Mocny list dyrektora OSKKO. „To nie atak na uczniów”
Duży rozgłos wywołał list Marka Pleśniara z OSKKO skierowany do środowiska edukacyjnego, ministry edukacji Barbary Nowackiej oraz młodych aktywistów popierających ustawę.
Autor podkreśla w nim, że dyrektorzy nie sprzeciwiają się samym prawom ucznia. Jego zdaniem problemem jest sposób, w jaki państwo chce je egzekwować.
– Szkoła potrzebuje relacji, rozmowy i odpowiedzialności dorosłych, a nie kolejnych procedur przypominających postępowania administracyjne – wskazuje Pleśniar.
Według niego nauczyciele oraz dyrektorzy mogą zostać zmuszeni do ciągłego zabezpieczania dokumentacji, aby chronić się przed potencjalnymi skargami i odwołaniami.
To z kolei może ograniczyć czas poświęcany uczniom i realnym problemom wychowawczym.
Warszawa i duże miasta mogą odczuć skutki najszybciej
Największe obawy pojawiają się w dużych miastach, szczególnie w Warszawie, gdzie szkoły często liczą po kilkaset lub nawet ponad tysiąc uczniów. W takich placówkach już dziś dyrektorzy mierzą się z ogromną liczbą obowiązków administracyjnych.
Warszawscy dyrektorzy zwracają uwagę, że każda dodatkowa procedura oznacza kolejne godziny dokumentowania, wyjaśnień i korespondencji z rodzicami oraz instytucjami.
W praktyce nawet spór o ocenę zachowania, zakaz udziału w wycieczce czy konflikt między uczniami może uruchomić formalną ścieżkę odwoławczą. Dyrektorzy obawiają się, że przy dużej liczbie uczniów system szybko stanie się niewydolny.
W największych szkołach może to oznaczać konieczność tworzenia dodatkowych stanowisk administracyjnych albo przerzucania obowiązków na nauczycieli.
Problem jest szczególnie istotny w stolicy, gdzie szkoły już dziś zgłaszają przeciążenie kadrowe i trudności z pozyskaniem nowych nauczycieli.
Spór dotyczy także roli nauczycieli i dorosłych w szkole
Debata wokół projektu szybko przestała dotyczyć wyłącznie procedur. Coraz częściej pojawia się pytanie o to, jaką rolę mają pełnić nauczyciele i dyrektorzy we współczesnej szkole.
Marek Pleśniar w swoim liście podkreśla, że szkoła nie może opierać się wyłącznie na sztywnym podziale wpływów między uczniami a dorosłymi.
Zdaniem części dyrektorów nadmierne proceduralizowanie relacji może osłabić autorytet nauczycieli oraz utrudnić szybkie rozwiązywanie konfliktów wychowawczych.
Zwolennicy zmian odpowiadają jednak, że jasne procedury są potrzebne, ponieważ uczniowie często nie mają skutecznych narzędzi ochrony swoich praw.
To właśnie dlatego projekt wywołuje tak silne emocje. Dla jednych oznacza większą przejrzystość i bezpieczeństwo uczniów. Dla innych – ryzyko zamiany szkoły w instytucję skupioną głównie na dokumentach i formalnych sporach.
OSKKO proponuje inne rozwiązanie
Dyrektorzy zrzeszeni w OSKKO nie odrzucają całkowicie pomysłu rzeczników praw ucznia. Proponują jednak inny model działania.
Według organizacji rozpatrywaniem trudniejszych spraw powinni zajmować się wojewódzcy rzecznicy funkcjonujący przy kuratoriach oświaty, a nie szkoły obciążone dodatkowymi procedurami.
Zdaniem dyrektorów pozwoliłoby to chronić prawa uczniów bez tworzenia wewnętrznego „mini-sądu administracyjnego” w każdej placówce.
OSKKO przekonuje, że szkoły powinny koncentrować się przede wszystkim na edukacji i wychowaniu, a nie na prowadzeniu wielostopniowych postępowań formalnych.
Projekt dopiero przechodzi przez parlament
Choć emocje wokół zmian są coraz większe, projekt nadal znajduje się na etapie prac legislacyjnych. Ostateczny kształt przepisów może jeszcze się zmienić.
Ministerstwo Edukacji Narodowej podkreśla, że celem reformy jest zwiększenie ochrony uczniów i uporządkowanie szkolnych zasad. Dyrektorzy oraz część nauczycieli apelują jednak, by nie tworzyć systemu, który zamiast pomagać szkołom utrudni ich codzienne funkcjonowanie.
Wiele wskazuje na to, że dyskusja wokół projektu będzie trwała jeszcze przez kolejne miesiące. Stawką jest bowiem nie tylko katalog praw ucznia, ale także model funkcjonowania polskiej szkoły w najbliższych latach.
Co to oznacza dla Ciebie? Rodzice i uczniowie powinni śledzić zmiany
1. Projekt nie jest jeszcze obowiązującym prawem. Przepisy nadal przechodzą proces legislacyjny i mogą zostać zmienione.
2. Nowe regulacje mogą wpłynąć na codzienne funkcjonowanie szkół. Chodzi między innymi o odwołania, dokumentację i sposób rozwiązywania konfliktów.
3. Rodzice powinni śledzić komunikaty MEN oraz szkół. Po wejściu zmian konieczne mogą być nowe regulaminy i procedury.
4. Dyrektorzy apelują o uproszczenie przepisów. Ich zdaniem nadmiar formalności może utrudnić pracę nauczycieli.
5. Spór nie dotyczy tylko dokumentów. W tle trwa dyskusja o tym, jaką rolę mają pełnić nauczyciele, uczniowie i rodzice we współczesnej szkole.

Inżynier gastronomii i szef kuchni. Absolwent Gastronomii i Sztuki Kulinarnej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. W redakcji łączy inżynierskie podejście do technologii żywności z wieloletnią praktyką za „sterami” profesjonalnej kuchni. Specjalizuje się w prześwietlaniu składów produktów, tropieniu „paragonów grozy” oraz wyjaśnianiu standardów sanitarnych. Jego teksty pomagają czytelnikom nie tylko lepiej gotować, ale przede wszystkim świadomie kupować i jeść bezpiecznie.