Urzędnik wejdzie na posesję z miarką w ręku. Źródłem informacje są drony lub Twój sąsiad. Ruszyły kontrole

Dla wielu właścicieli domów jednorodzinnych i działek rekreacyjnych, granica płotu wyznacza granicę wolności. Własny grunt to własne zasady – tak przynajmniej nam się wydaje. Niestety, prawo budowlane ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Wystarczy jeden „życzliwy” telefon od sąsiada lub rutynowa kontrola z użyciem dronów (coraz częstsza praktyka), by sielanka zamieniła się w finansowy koszmar. Inspektorzy nadzoru budowlanego nie potrzebują zaproszenia, by sprawdzić, czy Twój blaszak na narzędzia nie stoi zbyt blisko granicy działki. A kiedy wyciągną metrówkę, milimetry mogą decydować o tysiącach złotych kary.

Fot. Warszawa w Pigułce

Wiosna i lato to czas, kiedy w ogrodach przybywa nowej architektury. Altanki, drewutnie, garaże blaszane, a nawet solidniejsze kojce dla psów. Większość z nich powstaje „metodą gospodarczą” – bez projektów, bez zgłoszeń, na zasadzie „przecież to małe, nikomu nie przeszkadza”.

Problem polega na tym, że dla Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego (PINB) pojęcie „małe i nieszkodliwe” w zasadzie nie istnieje. Istnieje za to pojęcie obiektu budowlanego oraz odległości od granicy. I to właśnie te dwa parametry są najczęściej weryfikowane podczas wizyt kontrolerów, którzy coraz częściej pukają do bram posesji, wyposażeni w precyzyjny sprzęt pomiarowy.

Szopa, która staje się luksusem

Wyobraźmy sobie klasyczny scenariusz. W rogu działki, tuż przy płocie sąsiada, stawiasz domek narzędziowy. Kosztował 2 tysiące złotych w markecie budowlanym. Służy do chowania kosiarki i rowerów. Wydaje się, że to błahostka.

Jednak z punktu widzenia prawa, dokonałeś zmiany zagospodarowania terenu. Jeśli nie dopełniłeś formalności (w wielu przypadkach wymagane jest zgłoszenie, a przy większych obiektach pozwolenie), popełniłeś czyn zabroniony.

Kiedy sprawa wyjdzie na jaw – a wychodzi zazwyczaj wtedy, gdy pokłócisz się z sąsiadem – machina rusza. Inspektor przyjeżdża na miejsce i stwierdza fakt: samowola budowlana. W tym momencie wielu właścicieli oddycha z ulgą, myśląc: „No dobrze, zapłacę mandat 500 zł i po sprawie”.

Błąd. Mandat to najmniejszy wymiar kary. Prawdziwe koszty ukryte są w procedurze legalizacyjnej. Prawo daje Ci szansę na „wyprostowanie” papierów, ale nie robi tego za darmo. Ustawodawca przewidział tutaj konkretną „opłatę legalizacyjną”. W przypadku niewielkich obiektów gospodarczych, takich jak wspomniana szopa czy garaż, kwota ta jest sztywna i bolesna. To 5 000 złotych.

Nagle okazuje się, że opłata za „papier” dwukrotnie przewyższa wartość samej budowli. Ale to dopiero pierwszy krok w dół spirali wydatków.

Zabójcza geometria, czyli 3 i 4 metry

Sama wola zapłacenia 5 tysięcy złotych i zalegalizowania budynku może nie wystarczyć. Aby urzędnik w ogóle przyjął wniosek o legalizację, budynek musi być zgodny z przepisami techniczno-budowlanymi. Najważniejszym z nich jest lokalizacja względem granicy działki.

Tu wkracza kontroler z metrówką. Przepisy są bezlitosne:

  • Ściana z oknem lub drzwiami zwrócona w stronę granicy? Musi być oddalona o minimum 4 metry.
  • Ściana „ślepa” (bez otworów)? Wymagane są minimum 3 metry.

Istnieją wyjątki (np. gdy plan miejscowy pozwala na 1,5 metra lub budowę w granicy), ale są one rzadkie i ściśle określone. Jeśli Twoja szopa stoi „przyklejona” do płotu sąsiada lub metr od niego – masz gigantyczny problem.

W takiej sytuacji urzędnik stwierdza nie tylko brak dokumentów (samowola), ale też naruszenie warunków technicznych. I tu pojawia się wspomniana w przepisach pułapka finansowa.

Podwójne uderzenie w portfel

Jeśli obiekt powstał z naruszeniem przepisów – na przykład wspomnianych odległości – procedura legalizacyjna staje się niemożliwa do przeprowadzenia w prosty sposób. Urząd nakaże Ci doprowadzenie obiektu do stanu zgodnego z prawem.

Co to oznacza w praktyce? Konieczność przebudowy (np. zamurowania okna) lub przesunięcia obiektu. Jeśli jest to konstrukcja murowana, przesunięcie jest fizycznie niemożliwe. Wtedy w grę wchodzi rozbiórka części lub całości budynku.

Jeśli jednak będziesz upierał się przy legalizacji obiektu, który narusza normy, i nie wykonasz nakazów inspektora w terminie, wchodzą w grę grzywny w celu przymuszenia. Mechanizm karania jest tak skonstruowany, że właściciel, który postawił obiekt niezgodnie ze sztuką i przepisami, może zostać obciążony dodatkową karą, której wysokość często jest tożsama z opłatą legalizacyjną.

Matematyka jest brutalna: 5000 zł opłaty podstawowej plus kolejne tysiące w karach administracyjnych lub kosztach przymusowej rozbiórki. Za „tanią” szopę można finalnie zapłacić tyle, co za nowy samochód.

Nie tylko szopy. Co jeszcze mierzą urzędnicy?

Błędem jest myślenie, że kontrole dotyczą tylko domków narzędziowych. W dobie zdjęć satelitarnych i donosów sąsiedzkich, na celowniku PINB znajduje się znacznie szerszy katalog obiektów, o których zazwyczaj nie myślimy jako o „budowlach”.

Utwardzenie terenu

Wyłożyłeś kostką brukowa podjazd i kawałek placu za domem? Jeśli powierzchnia jest duża i wpływa na gospodarkę wodną (zalewasz sąsiada podczas deszczu), może zostać uznana za obiekt wymagający zgłoszenia. Brak papierów? Procedura jest ta sama.

Płot powyżej 2,20 metra

Marzysz o prywatności i postawiłeś wysoki mur? Ogrodzenie wyższe niż 220 cm wymaga zgłoszenia. Jeśli ma choćby 225 cm i nie zostało zgłoszone – jest samowolą budowlaną. Kontroler zmierzy je bardzo dokładnie.

Wiaty i zadaszenia

Często wydaje nam się, że jeśli coś nie ma ścian, to nie jest budynkiem. Wiata garażowa, jeśli jest duża (powyżej 50 mkw na działce z domem mieszkalnym lub o innej specyfice, przepisy są tu zawiłe), również podlega rygorom prawa budowlanego. Odległości od granicy też ją obowiązują – słup konstrukcyjny czy krawędź dachu nie mogą wchodzić w strefę ochronną.

Abolicja? Tak, ale nie dla cwaniaków

W 2020 roku przepisy zostały nieco zliberalizowane. Wprowadzono uproszczoną procedurę legalizacyjną dla starych samowoli budowlanych (ukończonych co najmniej 20 lat temu). W takim przypadku można uniknąć opłaty legalizacyjnej.

Ale uwaga – to dotyczy tylko starych spraw. Jeśli postawiłeś swoją szopę czy garaż w zeszłym roku, żadna taryfa ulgowa Cię nie obejmuje. Co więcej, inspektorzy są wyczuleni na próby „postarzania” budynków. Zdjęcia z Google Maps czy Geoportalu pozwalają z dokładnością do roku określić, kiedy dany obiekt pojawił się na działce. Kłamstwo w oświadczeniu składanym pod rygorem odpowiedzialności karnej to proszenie się o prokuratora.

Co to oznacza dla Ciebie?

Zanim wbijesz pierwszą łopatę, weź miarkę

Widmo kary 5000 zł plus kosztów rozbiórki powinno działać na wyobraźnię. Aby uniknąć wizyty pana z teczką, musisz działać prewencyjnie. Oto Twoja lista kontrolna:

Sprawdź MPZP (Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego)

Zanim kupisz gotowy domek narzędziowy, idź do gminy lub sprawdź w internecie plan dla swojej działki. Może się okazać, że na Twoim terenie jest zakaz stawiania budynków gospodarczych w określonej strefie, albo że linia zabudowy przebiega w sposób, który uniemożliwia Twoje plany.

Zaprzyjaźnij się z geodetą (lub Geoportalem)

Płot sąsiada nie zawsze stoi idealnie w granicy działki. Często ogrodzenia są przesunięte. Mierzenie 3 metrów od siatki, która stoi pół metra na Twoim terenie, to błąd. Odległości mierzy się od prawnej granicy gruntu (kamieni granicznych), a nie od fizycznego ogrodzenia. Skorzystaj z rządowego serwisu Geoportal, by wstępnie ocenić granice.

Zrób zgłoszenie „dla świętego spokoju”

W przypadku budynków gospodarczych do 35 mkw (a od niedawna w pewnych warunkach i większych) wystarczy zgłoszenie w starostwie. To procedura darmowa lub kosztująca grosze. Rysujesz mapkę, wypełniasz wniosek, składasz i czekasz 21 dni. Jeśli urząd nie wniesie sprzeciwu – budujesz legalnie. Posiadanie tego dokumentu w szufladzie to najlepsza polisa ubezpieczeniowa na wypadek kłótni z sąsiadem.

Nie ignoruj pism

Jeśli dostaniesz zawiadomienie o wszczęciu postępowania, nie chowaj głowy w piasek. Odbieraj listy. Aktywny udział w postępowaniu, wyrażenie skruchy i chęć dobrowolnej legalizacji to jedyna droga, by inspektor spojrzał na sprawę łagodniejszym okiem i nie szukał dodatkowych powodów do nałożenia kar.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl