Warszawiacy z wyższymi zarobkami zyskają więcej niż 163 zł – sprawdź, czy jesteś na liście
16 kwietnia 2026 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych ogłosił zakończenie największej akcji przeliczeniowej w historii polskiego systemu emerytalnego. Przez ponad 10 lat dziesiątki tysięcy Polaków – w tym tysiące mieszkańców Warszawy i Mazowsza – pobierały emerytury niższe od tych, które należały im się zgodnie z prawem. Jedyną ich „winą” był czerwiec – miesiąc, w którym zdecydowali się przejść na zasłużony odpoczynek. Teraz system oddaje to, co zabrał. Ale nie wszystkim i nie w pełnej wysokości.

Na czym polegał błąd, który kosztował emerytów setki złotych miesięcznie
Mechanizm pułapki emerytur czerwcowych jest z pozoru techniczny, ale jego skutki były konkretne i dotkliwe. W Polsce system emerytalny oparty jest na modelu zdefiniowanej składki: wysokość świadczenia wynika ze zgromadzonego przez całe życie kapitału podzielonego przez statystyczną długość dalszego życia. Ten zgromadzony kapitał jest co roku waloryzowany – czyli powiększany o wskaźnik inflacji i wzrostu wynagrodzeń, by zachował realną wartość.
Przed 2019 rokiem obowiązywał przepis, który sprawiał, że w czerwcu ZUS stosował wyłącznie waloryzację roczną, pomijając waloryzacje kwartalne wykonywane w pozostałych 11 miesiącach roku. To oznaczało, że osoba przechodząca na emeryturę w czerwcu miała niższą bazę kapitałową niż jej kolega z identycznym stażem i zarobkami, który poczekał z decyzją do lipca. Różnica nie była symboliczna: mogła sięgać kilkuset złotych miesięcznie. A ponieważ ta zaniżona kwota stawała się następnie podstawą każdej kolejnej corocznej waloryzacji, luka finansowa między „pechowcami z czerwca” a resztą emerytów rosła z każdym rokiem.
Trybunał Konstytucyjny wskazał ten mechanizm jako sprzeczny z zasadą równości wobec prawa. Dopiero w sierpniu 2025 roku prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację – ustawę z dnia 5 sierpnia 2025 roku o ustalaniu wysokości emerytur z FUS ustalonych w czerwcu w latach 2009-2019 – która weszła w życie 1 stycznia 2026 roku i nakazała ZUS naprawić błąd.
Wyniki przeliczenia: 133 tysiące wygrały, 87 tysięcy nie dostało nic
Akcja przeliczeniowa zakończyła się 1 kwietnia 2026 roku, a wyniki ZUS podał 16 dni później. Spośród 220 200 zaplanowanych spraw rozpatrzono 219 500, czyli 99,7% całego planu. Pozostałe przypadki są zawieszone z powodu trwających postępowań sądowych lub administracyjnych. Wśród przeliczonych: 133 100 osób (61%) otrzymało wyższe świadczenia. Pozostałe 86 400 osób (39%) nie zobaczyło żadnej różnicy w wysokości emerytury.
Średnia podwyżka wyniosła 163,36 zł miesięcznie, a najczęściej mieściła się w przedziale 100-200 zł. Łączny miesięczny koszt podwyżek dla całego systemu przekroczył 21,7 mln zł. Przeliczeniu podlegały zarówno emerytury (91% wszystkich spraw), jak i powiązane z nimi renty rodzinne (9%). Kobiety stanowią 72% beneficjentów, co wynika z faktu, że wcześniejszy wiek emerytalny kobiet (60 lat) sprawia, że statystycznie częściej niż mężczyźni decydują się na emeryturę w czerwcu w okolicach swoich urodzin. Najliczniejszą grupą są osoby w wieku 70-74 lata – to aż 55,9% wszystkich objętych przeliczeniem.
Dlaczego Warszawa stoi wyjątkowo dużo do zyskania
Wśród wszystkich regionów Polski Mazowsze wyróżnia się strukturą zatrudnienia i poziomem wynagrodzeń. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w Warszawie wyniosło w 2024 roku 10 714 zł – o 24% więcej niż średnia ogólnopolska. To ma bezpośrednie przełożenie na wysokość emerytur, bo świadczenie zależy od sumy odprowadzonych przez całe życie składek. Warszawianin czy mieszkaniec Mazowsza, który przez dekady pracował w stołecznej firmie lub instytucji publicznej z zarobkami powyżej krajowej średniej, zgromadził wyższy kapitał emerytalny – a to oznacza, że błąd waloryzacji z czerwca uderzył go w sposób proporcjonalnie bardziej odczuwalny.
Jeśli średnia krajowa podwyżka wynosi 163 zł miesięcznie, to warszawski „emeryt czerwcowy” z zarobkami o jedną trzecią powyżej średniej mógł tracić i może teraz odzyskiwać kwoty bliżej górnej granicy przedziału – czyli nawet 200-300 zł miesięcznie. W skali rocznej to 2 400 do 3 600 zł różnicy. W skali dekady, przez którą system zawyżał nierówność – są to sumy, których nikt nie zwróci, ale przynajmniej od teraz seniorzy z Warszawy i reszty kraju mogą liczyć na sprawiedliwe naliczanie.
Kto nie dostał podwyżki i dlaczego
Fakt, że 86 400 osób nie zyskało niczego na przeliczeniu, wymaga wyjaśnienia. ZUS wskazuje trzy główne przyczyny braku podwyżki. Po pierwsze: część emerytur czerwcowych, nawet po uwzględnieniu kwartalnych waloryzacji, nadal nie przekracza kwoty emerytury minimalnej – a ta jest wypłacana w ustalonej wysokości niezależnie od mechanizmu obliczeniowego. Przeliczenie zmienia matematykę, ale nie wynik, bo dolna granica i tak pozostaje stała.
Po drugie: część seniorów z emeryturami czerwcowymi pobiera jednocześnie rentę wdowią. Tutaj wchodzi przepis z ustawy o rencie wdowiej, który ogranicza łączną kwotę świadczeń wypłacanych w zbiegu do poziomu 5 935,47 zł. Jeśli przeliczona wyższa emerytura czerwcowa pchałaby całość ponad ten limit, ZUS dokonuje pomniejszenia – i efektywna podwyżka nie trafia na konto. Po trzecie: trwające postępowania sądowe lub administracyjne wstrzymują decyzję do czasu ich zakończenia.
Wielki nieuregulowany rachunek: lata bez wyrównania
To, co ZUS zrobił, jest krokiem we właściwym kierunku – ale historia emerytur czerwcowych ma gorzki epilog. Ustawa naprawia wypłaty na przyszłość, ale nie nakazuje wyrównania za lata zaniżonych świadczeń. Senior, który z powodu błędu waloryzacji dostawał o 200 zł za mało przez 7 lat, nie zobaczy na koncie wstecznego wyrównania. W pierwotnym projekcie ustawy, który Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej skierowało do Rady Ministrów, znajdował się przepis przyznający wyrównanie za okres od 1 lipca 2025 roku do dnia przeliczenia – czyli maksymalnie za 9 miesięcy. Ministerstwo Finansów wykreśliło ten zapis przed przyjęciem przez rząd, argumentując, że wygenerowałby zbyt duże koszty dla budżetu.
Oddzielny projekt poselski szedł jeszcze dalej i przewidywał jednorazową rekompensatę rzędu 15 000 zł dla każdego poszkodowanego – za wszystkie lata zaniżonych wypłat. Nie wszedł w życie. Łączny koszt pełnego wyrównania byłby ogromny: 133 000 emerytów razy średnio 163 zł miesięcznie razy 84 miesiące (7 lat) to ponad 1,8 mld zł. Dla budżetu to poważna kwota; dla każdego z poszkodowanych – sprawiedliwość, na którą czekali przez dekadę.</p

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.