Wchodzi 30-procentowy podatek. Prezydent podpisał – zmiany jasne i nie do cofnięcia. Zapłacą niemal wszyscy?
Klienci mogą jeszcze tego nie widzieć w swoich tabelach opłat, ale machina już ruszyła. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy” i „w jaki sposób” ten koszt zostanie przeniesiony na dół piramidy. W cieniu noworocznych życzeń weszły w życie przepisy, które drastycznie zmieniają bilanse największych instytucji w kraju. Nie było o tym głośno w głównych wydaniach wiadomości. Sprawa wydaje się dotyczyć tylko „wielkich pieniędzy”, ale to jednak złudzenie.

Fot. Warszawa w Pigułce
To nie jest zwykła podwyżka. To zmiana reguł gry
Zmiana jest fundamentalna. Nie chodzi o kosmetykę czy drobne korekty w regulaminach. Chodzi o to, ile pieniędzy zostaje w instytucji po rozliczeniu się z państwem. Do tej pory zasady gry były w miarę stabilne. Teraz, weszliśmy w okres, w którym fiskus upomniał się o znacznie większy kawałek tortu. I zrobił to w sposób, który dla wielu księgowych był zimnym prysznicem.
Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę. Planujesz budżet, inwestycje, rozwój. I nagle dowiadujesz się, że musisz oddać państwu nie jedną piątą swojego dochodu, jak większość przedsiębiorców, ale niemal jedną trzecią. To właśnie stało się faktem. Nowe przepisy uderzają w rentowność sektora bankowego z siłą, której dawno nie widziano. Nie jest to podatek od „nadzwyczajnych zysków”, o którym dyskutowano w mediach. To systemowa zmiana w podatku dochodowym, która wchodzi na stałe do krajobrazu gospodarczego.
Bank nie jest studnią bez dna. Jeśli w jednym miejscu wypływa strumień pieniędzy do budżetu państwa, w innym miejscu kurek musi zostać przykręcony. Albo – co bardziej prawdopodobne – odkręcony zostanie kurek z napisem „przychody od klientów”.
Liczby, które bolą bankowców (i zaraz zabolą klientów)
Dopiero gdy zagłębimy się w szczegóły ustawy, widać skalę problemu. Standardowa firma w Polsce oddaje fiskusowi 19 procent dochodu. Banki komercyjne od tego roku wchodzą na zupełnie inny poziom. Nowa stawka to 30 procent. To skok, który w świecie finansów jest trzęsieniem ziemi. Każdy milion złotych zysku brutto, który do tej pory mógł być reinwestowany lub wypłacony akcjonariuszom, teraz zostaje drastycznie uszczuplony. Ale to nie wszystko. Ustawodawca postanowił zróżnicować rynek, wprowadzając pewien podział. Nie wszyscy dostali „trześćdziesiątką” po równo.
Mniejsi mają lżej? Tylko pozornie
System bankowy w Polsce to nie tylko wielkie wieżowce w centrum Warszawy. To także setki mniejszych instytucji – banków spółdzielczych oraz kas oszczędnościowo-kredytowych (SKOK). One również zostały objęte podwyżką. Dla nich stawka została ustalona na poziomie 27 procent. Różnica wydaje się niewielka – zaledwie trzy punkty procentowe. Jednak dla lokalnego banku spółdzielczego, który operuje na znacznie niższych marżach i ma mniejszą bazę klientów, skok do 27 procent jest równie bolesny, co 30 procent dla giganta. W efekcie cały rynek – od góry do dołu – znalazł się pod presją. Nie ma „bezpiecznej przystani”, do której klient mógłby uciec, licząc, że tam podwyżki nie dotarły.
Pułapka „tymczasowości”
W ustawie zaszyto mechanizm, który teoretycznie ma uspokajać nastroje. Stawki nie są dane raz na zawsze. Rozpisano je na lata, tworząc mapę drogową powrotu do (względnej) normalności.
Na papierze wygląda to obiecująco. W 2027 roku obciążenie ma spaść. Dla dużych banków do 26 procent. Dla spółdzielczych do 23 procent. Rok później, w 2028, ma być jeszcze lżej – odpowiednio 23 i 21 procent.
Jednak w ekonomii behawioralnej istnieje zjawisko lepkości cen. Jeśli banki dziś podniosą opłaty lub marże kredytowe, tłumacząc to „szokiem 30 procent”, to czy za dwa lata, gdy podatek spadnie do 26 procent, równie chętnie te opłaty obniżą?
Historia pokazuje, że to droga jednokierunkowa. Podwyżki wprowadzone pod pretekstem „trudnej sytuacji” mają tendencję do zostawania z nami na zawsze. „Tymczasowość” wysokich stawek podatkowych może więc paradoksalnie utrwalić wysokie koszty usług bankowych na lata.
Gdzie banki będą szukać pieniędzy?
Skoro wiemy już, że z systemu wyparuje ogromna ilość gotówki, warto zastanowić się, skąd banki wezmą środki na załatanie dziury.
Pierwszy front to „uśpione koszty”. Wielu klientów nie zauważa, gdy opłata za kartę rośnie z 7 na 10 złotych. Albo gdy warunek zwolnienia z opłaty zmienia się z 3 transakcji na 5 transakcji. To są drobne strumyczki, które w skali milionów klientów tworzą rzekę pieniędzy.
Drugi front to rynek kredytowy. Przy podatku rzędu 30 procent, bank musi zarobić znacznie więcej na odsetkach, by wyjść na swoje. Może to oznaczać, że marże kredytów hipotecznych i gotówkowych, zamiast spadać w ślad za ewentualnymi obniżkami stóp procentowych, zatrzymają się w miejscu.
Dla klienta końcowego efekt będzie jeden: pieniądz w banku będzie droższy.
Złudzenie darmowości
Przez lata przyzwyczailiśmy się, że bankowość jest „za darmo”. Konto za zero, przelewy za zero. To był standard, który banki wykorzystywały do budowania bazy klientów.
Nowe realia podatkowe mogą ten model ostatecznie pogrzebać. Utrzymanie infrastruktury, systemów bezpieczeństwa i placówek kosztuje. Gdy do tego dochodzi konieczność oddania jednej trzeciej zysku państwu, model „freemium” przestaje się spinać. Możemy spodziewać się powrotu do bankowości, w której płaci się za jakość i obsługę, a darmowe pozostają jedynie usługi podstawowe, obwarowane wieloma warunkami.
Co to oznacza dla Ciebie?
Zmiany w podatku CIT dla banków to nie jest temat tylko dla czytelników gazet ekonomicznych. To zmiana, która wpłynie na Twój domowy budżet, nawet jeśli nie jesteś prezesem banku. Oto na co musisz się przygotować:
Przeglądaj powiadomienia w aplikacji
Banki mają obowiązek informować o zmianach w tabeli opłat z wyprzedzeniem. Często te komunikaty są ignorowane. Teraz to błąd. Każda wiadomość o „aktualizacji regulaminu” może oznaczać nową opłatę.
Negocjuj przy nowych umowach
Jeśli planujesz wziąć kredyt, miej świadomość, że bank jest pod presją. Porównuj oferty nie tylko pod kątem oprocentowania, ale przede wszystkim prowizji i marży. Te składniki mogą teraz rosnąć „po cichu”.
Sprawdź warunki bezpłatności
To, że Twoje konto było darmowe w zeszłym roku, nie oznacza, że będzie darmowe w tym. Być może bank właśnie podniósł wymóg wpływów na konto albo liczbę transakcji kartą. Zweryfikuj to, zanim zobaczysz minus na koncie.
Nie licz na „automat”
Gdy za kilka lat stawki podatku spadną (zgodnie z obietnicą 30% -> 26% -> 23%), nie oczekuj, że banki same z siebie obniżą opłaty. Rynek tak nie działa. Jeśli zaakceptujesz wyższe koszty teraz, zostaną one z Tobą na dłużej.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.