Wielki kryzys uderzy w Polskę. Dzisiejsi 30. i 40. latkowie będą mieli problem z podstawowymi zakupami
To nie jest straszak publicystyczny ani polityczna propaganda. To prognoza wynikająca wprost z danych ZUS, Komisji Europejskiej i Instytutu Badań Strukturalnych – obliczona na podstawie mechanizmów systemu, który Polska przyjęła w 1999 roku. Dzisiejszy 35-latek przejdzie na emeryturę około 2055 roku. Zgodnie z dostępnymi projekcjami, jego świadczenie z ZUS wyniesie wówczas ok. 25% ostatniej pensji. Przy medianie wynagrodzenia 6 000 zł brutto oznacza to ok. 1 500 zł brutto miesięcznie. I nie, waloryzacja tego nie zmieni.

Fot. Shutterstock
Stopa zastąpienia: jak 54% zamieni się w 25%
Żeby zrozumieć, o czym mówimy, potrzebne jest jedno pojęcie: stopa zastąpienia. To relacja pierwszej przyznanej emerytury do ostatniego wynagrodzenia przed przejściem na emeryturę. Dziś w Polsce wynosi ona ok. 53-54% – i jest jedną z wyższych w UE. Obecni emeryci mają stosunkowo dobre świadczenia, bo ich obliczenia opierają się w ok. 60% na starym systemie i tzw. kapitale początkowym, który ZUS naliczył każdemu na starcie reformy. Ten bufor znika z każdym rokiem.
Po 2040 roku udział dawnego systemu w obliczaniu emerytur spadnie poniżej 10%. Od tego momentu w grę wchodzi już wyłącznie nowy system zdefiniowanej składki, gdzie zasada jest prosta: ile wpłaciłeś, tyle dostaniesz – podzielone przez statystyczną długość życia. I tu zaczyna się problem, bo żyjemy coraz dłużej, a płatników składek będzie coraz mniej.
Prognoza ZUS mówi wprost: stopa zastąpienia spadnie do 37,6% w 2040 roku, poniżej 30% w 2050 roku i poniżej 25% w 2060 roku. Komisja Europejska w raporcie z przeglądu polityki gospodarczej państw UE potwierdza: w 2060 roku emerytura Polaka będzie stanowić ok. 25% ostatniej pensji. OECD prognozuje podobnie – 24,6%. Instytut Badań Strukturalnych obliczył, że Polska doświadczy największego w całej UE spadku stopy zastąpienia – o prawie 40 punktów procentowych. Żadne inne państwo członkowskie nie straci tak dużo relacji emerytury do wynagrodzenia jak Polska.
Dlaczego ZUS nie może tego zmienić – matematyka demograficzna
System emerytalny oparty na zdefiniowanej składce jest matematycznie bezlitosny. Ma dwa parametry: ile wpłaciłeś i jak długo będziesz pobierał. Gdy oba się pogarszają jednocześnie – mniej wpłaconego, więcej lat pobierania – emerytura musi spaść.
W 2025 roku Polska ma ok. 21,7 mln osób w wieku produkcyjnym i ok. 9 mln emerytów. Na 100 pracujących przypada dziś ok. 39 seniorów. GUS prognozuje, że w 2060 roku w wieku produkcyjnym będzie już tylko ok. 15 mln osób, natomiast liczba emerytów wzrośnie do 12,3 mln (szczyt nastąpi w 2057 roku, gdy na emeryturę przejdzie wyż z lat 80.). Na 100 pracujących będzie przypadać 72,8 seniora – niemal dwukrotnie więcej niż dziś.
Za ten stan odpowiada w dużej mierze katastrofalny współczynnik dzietności. W pierwszym kwartale 2025 roku wyniósł on według serwisu BirthGauge 1,03 – to mniej niż połowa wartości 2,15 potrzebnej do prostej zastępowalności pokoleń. Jeszcze w 2017 roku wskaźnik ten wynosił 1,45 i dawał pewne nadzieje. Od tamtej pory spada nieprzerwanie: 1,32 w 2021 roku, 1,16 w 2023, ok. 1,10-1,11 w 2024 roku, 1,03 w I kwartale 2025. W samym tylko pierwszym kwartale 2025 roku urodziło się o 10,1% mniej dzieci niż rok wcześniej. Na tle UE Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc – gorzej jest tylko na Litwie (1,0) i w Estonii (1,09). Francja osiąga 1,56, Węgry przy nakładach 4% PKB na politykę prorodzinną – 1,30.
Każde pokolenie Polaków urodzonych dziś będzie o połowę mniej liczne od pokolenia swoich rodziców. Ta prosta arytmetyka przekłada się bezpośrednio na liczbę przyszłych płatników składek. Ministerstwo Finansów optymistycznie prognozuje wzrost dzietności do 1,34 w 2080 roku – ale dane z 2025 roku temu zaprzeczają.
Połowa przyszłych emerytów na poziomie minimum socjalnego
Konsekwencja jest konkretna. Ekspert Pracodawców RP Kamil Sobolewski podczas debaty emerytalnej „Rzeczpospolitej” liczył wprost: mediana wynagrodzeń w Polsce to ok. 6 000 zł brutto. Przy stopie zastąpienia 25% – tak jak prognozuje Komisja Europejska na 2060 rok – połowa populacji mogłaby liczyć na emeryturę w wysokości ok. 1 500 zł brutto. To poziom, który dziś nie przekracza minimalnej emerytury wynoszącej 1903,71 zł brutto. Jednocześnie, przy takim scenariuszu, Instytut Badań Strukturalnych prognozuje gwałtowny wzrost odsetka emerytów pobierających świadczenia na poziomie minimalnym lub niższym.
Prezeska ZUS prof. Gertruda Uścińska stara się łagodzić przekaz: mimo że stopa zastąpienia będzie maleć, realna siła nabywcza emerytur będzie rosnąć, bo kolejne pokolenia zarabiają coraz więcej, a waloryzacje pozwalają zachować wartość pieniądza. To prawda – ale nie zmienia proporcji. Wynagrodzenia rosną szybciej niż emerytury i ta przepaść będzie się powiększać. Prezeska ZUS dodaje też, że odroczenie przejścia na emeryturę o 5-6 lat może świadczenie nawet podwoić – co samo w sobie jest wymowną informacją o tym, jak niskie będą emerytury w domyślnym scenariuszu.
Polacy nie oszczędzają – a powinni
W teorii odpowiedzią na słaby ZUS ma być tzw. III filar emerytalny: IKE, IKZE i PPK. W praktyce korzysta z nich wciąż mniejszość. Badanie z 2024 roku pokazuje, że tylko 31% młodych Polaków do 30. roku życia oszczędza na emeryturę, z czego w PPK zaledwie 21%. Badanie Prudential Family Index z początku 2024 roku – na próbie 750 Polaków w wieku 25-70 lat – wykazało, że 53% Polaków w ogóle nie odkłada środków na emeryturę. Najczęstszy powód: brak środków (50% wskazań). Równolegle prawie 70% Polaków deklaruje brak pewności, że środki zgromadzone w IKE, IKZE i PPK są bezpieczne – obawiają się złych inwestycji lub zmian prawa dokonanych przez polityków.
Dane KNF za 2024 rok pokazują, że średnia roczna wpłata na IKE wyniosła 7 300 zł, a na IKZE – 5 900 zł. To kwoty dalekie od ustawowych limitów (IKE: 26 019 zł, IKZE: 10 407,60 zł w 2025 roku) i dalekie od sum potrzebnych do zbudowania realnego zabezpieczenia. Przy założeniu, że 35-latek odkłada 500 zł miesięcznie przez 30 lat i uzyska średnioroczną stopę zwrotu 5% (powyżej inflacji), zgromadzi ok. 416 000 zł. Przy wypłacie przez 20 lat to ok. 1 730 zł miesięcznie – niewiele więcej niż sam ZUS obieca mu przy pesymistycznym scenariuszu. Żeby realnie uzupełnić emeryturę do godnego poziomu, potrzebne są kwoty kilkukrotnie wyższe.
Co to oznacza dla Ciebie? Musisz liczyć na siebie wcześniej, niż myślisz
Jeśli masz dziś 30-40 lat, Twoja emerytura z ZUS z dużym prawdopodobieństwem wyniesie ok. 25-30% ostatniego wynagrodzenia. Przy medianie zarobków w Polsce to kwota, która nie wystarczy na pokrycie podstawowych kosztów życia – tym bardziej, że inflacja będzie przez te 25-30 lat stopniowo zmniejszać wartość nominalnych liczb. System nie zbankrutuje – emerytury będą wypłacane – ale będą radykalnie niższe w relacji do poziomu życia, do którego zdążysz się przyzwyczaić przez lata pracy.
Warto działać teraz, bo czas jest tu kluczowy. IKE i IKZE to jedyne konta, gdzie zyski kapitałowe nie podlegają podatkowi Belki (IKE) lub dają bieżącą ulgę podatkową i 10% zryczałtowany podatek przy wypłacie (IKZE). Przy regularnych wpłatach przez 25-30 lat efekt procentu składanego robi różnicę kilkuset tysięcy złotych. Zasada jest prosta: im wcześniej zaczniesz, tym mniej musisz odkładać miesięcznie, żeby osiągnąć ten sam wynik. 35-latek musi odkładać miesięcznie ok. 3 razy mniej niż 50-latek, by zgromadzić tę samą kwotę do emerytury.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.