Wyrzucasz pieniądze przy każdym praniu. Ten jeden błąd robi różnicę nawet 400 zł rocznie
Mało kto zwraca na to uwagę, bo wygląda na drobiazg. Wrzucasz ubrania do pralki, ustawiasz program i nie zastanawiasz się nad szczegółami. Tymczasem właśnie w tym jednym ustawieniu kryje się koszt, który przez rok potrafi urosnąć do kilkuset złotych.

Chodzi o temperaturę prania.
Większość osób z przyzwyczajenia wybiera 60 stopni albo więcej, żeby mieć pewność, że wszystko będzie idealnie czyste. Problem w tym, że w codziennym praniu jest to zupełnie niepotrzebne. Nowoczesne detergenty działają skutecznie już w niższych temperaturach, a różnica w rachunkach jest bardzo wyraźna.
Najwięcej energii pralka zużywa właśnie na podgrzewanie wody. Im wyższa temperatura, tym większy pobór prądu. W praktyce oznacza to, że pranie w 60 stopniach może zużywać nawet dwa razy więcej energii niż w 40 stopniach. Jeśli robisz kilka prań tygodniowo, różnica zaczyna być odczuwalna już po miesiącu. W skali roku może to być nawet 300–400 zł więcej na rachunkach.
Najprostsze rozwiązanie jest banalne i nie wymaga żadnych inwestycji. Wystarczy zmienić jeden nawyk. Codzienne ubrania spokojnie możesz prać w 30–40 stopniach. Ręczniki i pościel w 40–60 stopniach. Wyższe temperatury zostaw tylko na wyjątkowe sytuacje.
Co ciekawe, niższa temperatura to nie tylko oszczędność. Ubrania wolniej się niszczą, kolory dłużej pozostają intensywne, a materiały nie tracą kształtu. W efekcie rzadziej kupujesz nowe rzeczy, więc oszczędzasz podwójnie.
Co to oznacza dla CiebieJeśli zmienisz tylko temperaturę prania, możesz realnie zmniejszyć rachunki za prąd o kilkadziesiąt zł miesięcznie, czyli nawet kilkaset zł rocznie. Nie tracisz przy tym jakości, a dodatkowo dbasz o ubrania.
To jeden z tych trików, które nic nie kosztują, a zaczynają działać od razu. I właśnie dlatego większość osób nadal go nie wykorzystuje.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.