Zarabiasz na umowie zlecenie? Od nowego miesiąca Twój przelew może być drastycznie niższy. Rząd sięga głęboko do kieszeni milionów Polaków

Przez lata rynek pracy w Polsce rządził się pewnymi niepisanymi regułami. Jeśli chciałeś zarobić „trochę więcej na rękę”, uciekałeś od etatu w stronę umów cywilnoprawnych. Umowy były solą w oku związkowców, ale błogosławieństwem dla studentów, freelancerów i osób dorabiających do pensji. Mechanizm był prosty: mniej składek ZUS oznaczało wyższy przelew na konto przy tym samym koszcie dla pracodawcy. Rok 2026 przynosi jednak kres tego eldorado. W ramach realizacji „kamieni milowych” i uszczelniania systemu ubezpieczeń społecznych, wchodzi w życie reforma, która dla wielu domowych budżetów będzie trzęsieniem ziemi.

Fot. Warszawa w Pigułce

Koniec z „optymalizacją” na dwóch etatach

Aby zrozumieć skalę zmiany, trzeba cofnąć się do zasad, które obowiązywały jeszcze do niedawna. System ubezpieczeń społecznych w Polsce przewidywał tzw. zbieg tytułów do ubezpieczeń. Była to furtka, z której korzystały miliony Polaków.

Działało to tak: jeśli miałeś „główną” pracę (etat) z wynagrodzeniem co najmniej minimalnym (w 2026 r. to już pokaźna kwota), to od każdej kolejnej umowy zlecenia płaciłeś obowiązkowo tylko składkę zdrowotną (którą i tak się płaci, by móc leczyć się w NFZ). Składki społeczne (emerytalna, rentowa) były dobrowolne. Oczywiście nikt ich dobrowolnie nie płacił, dzięki czemu wynagrodzenie netto („na rękę”) z drugiej umowy było bardzo atrakcyjne. Zlecenie było „tanie” dla pracodawcy i „zyskowne” dla pracownika.

W 2026 roku ta furtka została zatrzaśnięta z hukiem. Nowe przepisy wprowadzają pełne oskładkowanie wszystkich umów zlecenia, niezależnie od tego, czy masz już etat, czy jesteś emerytem, czy prowadzisz firmę. Każda złotówka zarobiona na zleceniu zostaje obciążona pełnym pakietem składek ZUS. Oznacza to, że od tego samego wynagrodzenia brutto, państwo zabiera teraz znacznie więcej.

Ile stracisz? Matematyka jest bezlitosna

Dla przeciętnego pracownika zmiana ta jest bolesna. Wyobraź sobie, że dorabiasz w weekendy jako grafik, kierowca, kurier czy copywriter. Umówiłeś się z szefem na kwotę 3000 zł brutto. Do tej pory (przy zbiegu tytułów) na Twoje konto wpływało około 2700 zł (odliczano tylko zdrowotną i podatek). Cieszyłeś się dodatkową gotówką.

Po wejściu w życie reformy, od tych samych 3000 zł brutto trzeba odliczyć pełne składki społeczne (emerytalne 9,76%, rentowe 1,5%, chorobowe – jeśli dobrowolne, to 2,45%). W dużym uproszczeniu, Twoja wypłata netto skurczy się o około 300-400 złotych (w zależności od dokładnych parametrów i podatków). W skali roku tracisz równowartość jednej, solidnej pensji. Pieniądze te nie znikają w próżni – trafiają na Twoje konto w ZUS – ale tu i teraz w portfelu ich nie ma.

Dla osób, które żyją „od pierwszego do pierwszego” i traktowały drugą pracę jako sposób na spłatę kredytu czy opłacenie rachunków, ten ubytek gotówki jest katastrofalny. Nagle okazuje się, że praca po godzinach przestaje być opłacalna, bo „zysk” zjada państwo.

Pracodawcy w popłochu – koszty szybują

Reforma uderza nie tylko w pracowników, ale rykoszetem trafia w przedsiębiorców. Pamiętajmy, że składki ZUS płaci się „po połowie” (w uproszczeniu). Część potrącana jest z pensji pracownika (dlatego dostajesz mniej netto), ale drugą część musi dołożyć pracodawca z własnej kieszeni (koszt pracodawcy).

Oskładkowanie zleceń oznacza, że utrzymanie zleceniobiorcy staje się droższe o kilkanaście procent. Co zrobią firmy w 2026 roku? Scenariusze są ponure:

  • Obniżka stawek: Szef powie: „Nie stać mnie na wyższe koszty, musimy renegocjować stawkę brutto w dół”. Wtedy stracisz podwójnie.
  • Zwolnienia: Część firm zrezygnuje z usług zewnętrznych współpracowników, przerzucając obowiązki na etatowców (bez dodatkowego wynagrodzenia).
  • Szara strefa: To największe zagrożenie. Wiele drobnych usług (remonty, sprzątanie, opieka nad dziećmi) przeniesie się do podziemia. „Bez faktury, bez umowy, ale gotówka do ręki” – ten model znów zyska na popularności, co jest porażką systemu.

Emeryci i renciści też zapłacą

Wielką grupą poszkodowaną przez nowe przepisy są aktywni zawodowo seniorzy. Wielu emerytów dorabia sobie na portierniach, w ochronie czy sprzątając biura. Do tej pory ich emerytura była „tytułem do ubezpieczenia”, więc od zlecenia nie płacili składek społecznych (bo emeryturę już mają). Dostawali więcej na rękę, co przy niskich świadczeniach ZUS było kluczowe.

W 2026 roku zasada „płać od wszystkiego” dotyczy również ich. Senior dorabiający do emerytury zobaczy mniejszy przelew. Argument rządu, że „budują sobie wyższą emeryturę na przyszłość”, jest dla 70-latka mało przekonujący. On potrzebuje pieniędzy na leki dzisiaj, a nie hipotetycznej waloryzacji świadczenia za 5 lat, których może nie dożyć.

Umowa o dzieło – ostatni bastion czy kolejna ofiara?

W obliczu oskładkowania zleceń, oczy wszystkich zwróciły się na umowy o dzieło. To jedyna forma zatrudnienia cywilnoprawnego, która (jeszcze) nie jest obciążona składkami ZUS (płaci się tylko podatek). Jednak fiskus i ZUS nie są naiwni.

W 2026 roku kontrole ZUS masowo kwestionują umowy o dzieło. Urzędnicy sprawdzają, czy to, co nazwałeś „dziełem”, nie jest w rzeczywistości „zleceniem” (starannością działania). Jeśli wykonujesz powtarzalne czynności (np. sprzątasz, wykładasz towar, prowadzisz stałą obsługę biurową), nie masz szans obronić umowy o dzieło. Jeśli ZUS przekwalifikuje Twoją umowę, będziesz musiał zapłacić zaległe składki wraz z odsetkami do 5 lat wstecz. Ucieczka w „dzieło” jest więc stąpaniem po cienkim lodzie.

B2B – ucieczka do przodu, ale nie dla każdego

Jedyną realną alternatywą dla ucieczki przed pełnym oskładkowaniem jest założenie własnej działalności gospodarczej (B2B) i korzystanie z ulg (Ulga na Start, Mały ZUS Plus). W 2026 roku urzędy rejestrujące działalność gospodarczą przeżywają oblężenie.

Pracownicy, którzy dotąd „siedzieli na zleceniach”, są wypychani na samozatrudnienie. Dla pracodawcy to wygoda (dostaje fakturę i nic go nie obchodzi). Dla pracownika – ryzyko. Samozatrudniony nie ma urlopu, nie ma ochrony przed zwolnieniem, a L4 jest głodowe. Co więcej, przychody na B2B muszą być odpowiednio wysokie, by pokryć koszty księgowości i podatków. Dla osoby dorabiającej 1000-2000 zł miesięcznie, zakładanie firmy jest nieopłacalne.

Studenci wciąż pod parasolem (ale z dziurami)

Jedyną grupą, która w 2026 roku nadal cieszy się przywilejem „zerowego ZUS”, są uczniowie i studenci do 26. roku życia. Dla nich umowa zlecenie pozostaje nieoskładkowana. To sprawia, że na rynku pracy są oni towarem najbardziej pożądanym.

Jednak i tu są pułapki. Wystarczy, że obronisz pracę magisterską w połowie miesiąca (tracąc status studenta) lub skreślą Cię z listy studentów za nieopłacenie czesnego, a z dnia na dzień wpadasz w pełny ZUS. Wielu młodych ludzi zapomina zgłosić ten fakt pracodawcy, co po latach kończy się wezwaniem do zapłaty gigantycznych zaległości składkowych. W 2026 roku systemy uczelni są zintegrowane z ZUS, więc ukrycie faktu utraty statusu studenta jest niemożliwe.

KPO, czyli „Europa nam kazała”

Skąd ta rewolucja? Politycy tłumaczą się Krajowym Planem Odbudowy (KPO). Jednym z kamieni milowych, do których zobowiązała się Polska, by otrzymać fundusze unijne, była „likwidacja segmentacji rynku pracy” i objęcie ubezpieczeniami społecznymi wszystkich umów cywilnoprawnych. Bruksela chciała w ten sposób walczyć z niestabilnym zatrudnieniem i biedą przyszłych emerytów.

Cel szczytny, ale wykonanie bolesne. Wprowadzenie tej zmiany w momencie spowolnienia gospodarczego i wciąż odczuwalnej inflacji sprawia, że Polacy odbierają to nie jako troskę o ich przyszłość, ale jako fiskalny skok na kasę.

Co to oznacza dla Ciebie?

Jeśli pracujesz na umowie zlecenie, Twoja sytuacja finansowa właśnie uległa zmianie. Nie czekaj biernie na przelew, działaj:

  • Sprawdź umowę: Przeczytaj dokładnie, jaką masz stawkę – brutto czy netto? Jeśli umawiałeś się na kwotę „na rękę”, a w umowie jest to zapisane jako kwota netto, to pracodawca musi pokryć koszt nowych składek (co jest dla niego ogromnym kosztem i może chcieć rozwiązać umowę). Jeśli masz stawkę brutto (co jest standardem), to Ty dostaniesz mniej.
  • Rozmawiaj z szefem: To moment na renegocjacje. Jeśli Twoja praca jest cenna, spróbuj wynegocjować podwyżkę brutto, która zrekompensuje Ci (choć częściowo) utratę dochodu netto. Argumentuj to rosnącymi kosztami życia.
  • Zastanów się nad B2B: Jeśli Twoje zarobki na zleceniu przekraczają 5000-6000 zł, policz z księgową, czy nie opłaca Ci się przejść na fakturę, korzystając z ryczałtu i małego ZUS-u. Może to być sposób na uratowanie kilku tysięcy złotych rocznie.
  • Jesteś studentem? Pilnuj legitymacji: Pamiętaj, że status studenta to Twoja najcenniejsza tarcza podatkowa. Nie spóźnij się z obroną, nie zawal sesji. Utrata statusu studenta w 2026 roku to automatyczna obniżka pensji o ok. 30%.
  • Zwolnij tempo? Paradoksalnie, dla niektórych osób dorabianie przestanie być opłacalne. Jeśli po odliczeniu ZUS, kosztów dojazdu i czasu, zostaje Ci w kieszeni grosze, może lepiej ten czas poświęcić na odpoczynek lub podnoszenie kwalifikacji w głównej pracy.

Reforma oskładkowania to koniec pewnej epoki. Elastyczność i „kombinowanie” na rynku pracy stały się właśnie towarem luksusowym, za który trzeba słono zapłacić.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl