2 miliony za życie Amelki z Warszawy. Rodzice błagają o pomoc

Na naszą skrzynkę redakcyjną przyszła błagalna prośba o ratunek dla dziecka. Kwota zwaliła nas z nóg, ale zawsze trzeba wierzyć i próbować walczyć. Link do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/amelkaszewczyk?fbclid=IwAR2LXLCeUj4oLAA9_n-k6goVICoALz7E5tu7v9qrctEHUa9JhQ5jw9eZzrM

Fot. siepomaga.pl

Kilka lat temu Amelka znalazła się po drugiej stronie drzwi oddziału onkologii. Zazwyczaj pobyt w szpitalu liczy się w dniach, ale w przypadku naszej córeczki odliczanie przeszło już w lata.

To już trzeci raz, kiedy musimy prosić Was o pomoc, ale co możemy zrobić, skoro cały czas rak nie daje za wygraną? My musimy mieć pewność, że wyrzuciliśmy go z życia naszej córeczki! Musimy kontynuować leczenie w Greifswaldzie – Amelka musi przejść operację usunięcia zmiany i kontynuować immunoterapię. Po kontrolnych badaniach, które miały być tymi kończącymi leczenie, okazało się, że zmiany nowotworowe wciąż są aktywne. Czujemy, że jesteśmy coraz bliżej wygranej, ale musimy pozostać w miejscu, w którym znaleźliśmy ratunek.  Musimy ratować Amelkę.

Dlaczego rak upatrzył sobie właśnie ją i od ponad pięciu lat nie chce odpuścić na dobre? Chyba nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Niedawno Amelka skończyła 9 lat. Swoje kolejne urodziny obchodziła w szpitalu, na onkologii. Aktualnie trwa 7 cykl leczenia. 6 sierpnia minęło 5 lat, odkąd walczymy. To więcej, niż połowa jej życia…

 

Amelka miała 3,5 roku, kiedy z kolorowego, dziecięcego świata trafiła do sterylnej, szpitalnej sali. Guz miał już wtedy wielkość 17x10x10 cm. Zajmował całą jamę brzuszną, przemieścił narządy wewnętrzne, owinął się wokół kręgosłupa. Gdy został wykryty, były już zajęte kręgi. Guz naciskał na nerwy, dlatego Amelka utykała. Diagnoza: Neuroblastoma, nowotwór dziecięcy, IV stopień zaawansowania. Rak zaatakował nasze dziecko – nasz cały świat.

Amelkę od razu przyjęto na oddział onkologii. Była w tak złym stanie, że nie zwróciła uwagi na to, że dzieci na sąsiednich łóżkach mają łyse główki. Nie zauważyła dzieci walczących ostatkami sił, których nowotwory zjadały od środka. Była wycieńczona z bólu i strachu. Nawet nie miała już siły płakać. Na pytanie, czy Amelka z tego wyjdzie Pani doktor opuszczała wzrok. Okazało się, że rak ma sojusznika – mutację gentyczną n-MYC+, która pomaga komórkom nowotworowym rozsiewać się po organizmie – mówi mama Amelki.

Po ośmiu chemiach guz częściowo się zmniejszył, ale nie na tyle, żeby dało się go usunąć.  Zbyt mało, by nowotwór nie wrócił – komórki nowotworowe były nadal żywe, przez co mogły się mnożyć. Zdecydowano o 5 blokach dodatkowej chemioterapii. Jeszcze bardziej agresywnej, niż poprzednie.

W maju 2014 roku, rok po diagnozie, Amelka przeszła pierwszą operację. Lekarzom udało się zrobić to, co założyli – usunąć część guza leżącą po zewnętrznej stronie kręgosłupa. W lipcu – kolejną, jeszcze bardziej ryzykowną, niż pierwsza.

 

Ile łez może wylać rodzic, który zamiast zabierać dziecko na wycieczki i pokazywać świat, spędza godzinę za godziną w szpitalu, ciągle myśląc o tym, czy w całym tym wielkim pechu walki z chorobą będą mieli na tyle szczęścia, żeby ją wygrać? Czy potrzeba długich lat spędzonych na onkologii, by pokonać raka? Nasz dramat miał się zakończyć w 2015 roku, po dwóch latach chemii, badań, kroplówek i operacji. Po dwóch latach walki z rakiem. Na początku stycznia 2015 roku Amelka rozpoczęła leczenie przeciwciałami w Genui we Włoszech – ostatni etap leczenia nowotworu. W ciągu pięciu miesięcy przeszła 5 cykli podawania przeciwciał. W końcu w brzuszku było czysto! Swoje szóste urodziny Amelka spędziła w domu. I tak miało być już zawsze…

Przeszliśmy z Amelką przez piekło. Traciliśmy ją kilka razy, kilka razy rak niemal wyrwał nam ją z rąk. Teraz miało być już dobrze, najgorsze miało pozostać za nami. W lutym pojechaliśmy na badania kontrolne. Jedno słowo wystarczyło, by koszmar powrócił.

 

Wznowa! Rak nie odpuszcza. Dał nam złudną nadzieję, żeby powrócić ze zdwojoną siłą. Znów szpitalne łóżko, znów garści włosów na poduszce i znów chemie tak silne, że palą żyły i osłabiają do tego stopnia, że ciężko jest stanąć o własnych siłach. Po 6 cyklach można operować. Resztki guza, których nie dało się usunąć trzeba było zniszczyć megachemią. Wtedy, dzięki Waszej pomocy, trafiliśmy do kliniki w Greisfwaldzie w Niemczech.

W styczniu tego roku Amelka rozpoczęła leczenie w niemieckiej klinice. W Greisfwaldzie jesteśmy do dziś. Niestety – okazuje się, że leczenie będzie dłuższe niż przewidywano.

Błagamy Cię o pomoc raz jeszcze. Mamy nadzieję, że po raz ostatni, że nasz koszmar wreszcie się skończy. Stajemy przed Tobą jako rodzice śmiertelnie chorego dziecka i z całego serca prosimy, byś pomógł uratować nam naszą jedyną, ukochaną córeczkę…

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.