Ten post wywołał burzę w sieci. „Czy mam wzywać straż miejską, czy wreszcie się ludzie ogarniecie?!”
„Jestem tak wkurzona, że brak mi słów. Moje słowa kieruję do psiarzy, puszczających swoje psy luzem.” – pisze Pani Maja.
„Nie jest istotny rozmiar psa. W piątek nasza rodzina powiększyła się o psiaka, który pochodzi z domu zastępczego. Pies cierpi na lęki różnej maści, na szczęście jest on bardzo podatny na naukę i w bardzo krótkim czasie zaobserwowaliśmy postępy. Niestety, wyjście na spacer to katorga, a to za sprawą bezmyślnych ludzi wyprowadzających psy bez smyczy. Mam półroczne dziecko i na spacery w ciągu dnia wychodzę z wózkiem. Na moje prośby : proszę odwołać psa, słyszę : „to suka” ” on chce się bawić” ,” jest niegroźny” albo widzę twarz łaknącą wiedzy i nieskalaną refleksją, której towarzyszy brak jakiejkolwiek reakcji. Czy ja naprawdę muszę tłumaczyć się z tego każdemu napotkanemu psiarzowi, że chcę mojego psa wyprowadzić bezpiecznie na spacer, bez traum i szamotaniny? Psiak waży 18 kg i o ile idzie już w miarę grzecznie przy nodze, to na widok galopującego mikropieska lub wielkiego psa dosłownie wyrywa się i próbuje wyłuskać z obroży. Nie reaguje zupełnie, gdy mijamy psy na smyczy. Czy mam za każdym razem wzywać straż miejską, czy wreszcie się ludzie do cholery ogarniecie?!” – pyta Pani Maja
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.