Przerażona seniorka rzuciła się psu na ratunek. Została pogryziona
Był zimny, styczniowy poranek na Pradze-Północ. 67-letnia kobieta wybrała się na spacer ze swoim ukochanym jamnikiem Kubą. Niestety, pies nagle szarpnął smyczą i wyrwał się, wbiegając prosto pod koła nadjeżdżającego samochodu. Przerażona seniorka rzuciła się na ratunek czworonogowi. Gdy próbowała wyciągnąć go spod auta, zestresowany czworonóg ugryzł ją boleśnie w rękę.
Chwilę później przejeżdżała tędy strażniczka miejska. Zauważyła siedzącą na ławce, bladą kobietę z zakrwawioną dłonią. Seniorka gorączkowo tłumaczyła, że podczas spaceru jej pies niespodziewanie wyswobodził się z obroży i wpadł pod koła jadącego auta. Gdy go ratowała, ugryzł ją w panice. Seniorka na co dzień zmaga się z licznymi schorzeniami, a tego ranka zapomniała zażyć leków. Czuła się fatalnie – skarżyła się na zawroty głowy, duszności i była o krok od utraty przytomności.
Funkcjonariuszka wezwała pomoc. Zjawiło się pogotowie ratunkowe i Ekopatrol Straży Miejskiej. Weterynarze zabrali poranionego jamnika do lecznicy przy ulicy Jagiellońskiej. Tam zaopatrzono jego poobijaną łapę. Na szczęście obrażenia okazały się na tyle niewielkie, że już następnego dnia mógł wrócić do domu.
Stan zdrowia seniorki również się poprawił – odmówiła hospitalizacji. Strażnicy podwieźli kobietę do kliniki weterynaryjnej, by mogła się zobaczyć ze swoim ulubieńcem. Po tym dramatycznym poranku oboje szybko doszli do siebie, a cała historia zakończyła się happy endem.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.